
- osobowych
- dostawczych
- terenowych (4x4)
- sprzedaż
- montaż
- naprawa
- przechowalnia
Sklep Online: oponyfelgilodz.pl - nowe opony
Poczta elektroniczna:
opony@uzywaneopony.net
Danpol Łódź to firma świadcząca profesjonalne usługi w zakresie wymiany i
sprzedaży felg stalowych i aluminiowych oraz opon nowych i używanych do
samochodów osobowych, terenowych, dostawczych, motocykli zarówno dla
klientów indywidualnych jak i małych podmiotów gospodarczych oraz innych firm z
terenu województwa łódzkiego. Wykonujemy również wszelkie naprawy bieżące
(przeguby, półosie, klocki i szczęki hamulcowe, amortyzatory, sprężyny itp).
Oferujemy akcesoria do felg i opon (śruby do felg, pierścienie centrujące, nakrętki do felg,
zabezpieczenia kół, wentyle chromowane, dętki).
Nasza solidna fachowa i wyszkolona załoga służy pomocą doradczą a nowoczesne
maszyny i urządzenia wulkanizacyjne gwarantują profesjonalne i rzetelne
wykonanie usługi.
Serdecznie zapraszamy do naszej nowej strony internetowej gdzie mogą Państwo zapoznać się z proponowaną przez nas ofertą.
Serdecznie zapraszamy do współpracy!
więcej informacji na naszej oficjalnej stronie:
>> www.uzywaneopony.net <<
Шиномонтаж в Danpol легко и быстро. Наш шиномонтаж в Лодзи готов предложить Вам широкий спектр услуг по ремонту шин,правке штампованных дисков и балансировке колес и колесных дисков. Мы используем высокотехнологическое оборудование от производителей мирового класса, которое позволяет достичь высоких результатов при шиномонтаже и балансировке колес.
Предлагаем широкий спектр услуг по монтажу и демонтажу колёс, ремонту, балансировке, а так же переобувке.
Операции по демонтажу и последующей установке шин, их ремонт проводятся на ваших глазах и занимают считанные минуты, а накопленный за годы работы опыт наших сотрудников позволяет нам делать это не только быстро, но в первую очередь качественно и аккуратно, не нанося повреждений на покрытие диска.
Największymi wygranymi pierwszego półrocza na rynku samochodów dostawczych było Renault, Volkswagen i… chiński Maxus. Ten ostatni osiągnął największy wzrost wyników ogółem (aż o 335 proc.), a Renault w wielkim stylu wróciło na pozycję lidera po wzroście o blisko 44 proc. Plan na dalszą ofensywę ma jednak marka Volkswagen samochody dostawcze, która postanowiła się nim z nami podzielić.
Pierwsza połowa 2026 roku przyniosła Volkswagenowi Samochody Dostawcze wyraźny wzrost sprzedaży w Polsce. Od stycznia do końca czerwca marka dostarczyła klientom 6330 pojazdów, o 10 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Liczba rejestracji całej gamy Volkswagena Samochody Dostawcze wyniosła w tym czasie 6136 egzemplarzy, co oznacza wzrost o 13 proc. rok do roku (producent zaznacza przy tym, że publicznie dostępne dane CEPiK nie obejmują między innymi samochodów rejestrowanych przez policję i wojsko. Rzeczywista sprzedaż może być więc nieco wyższa od wartości widocznych w oficjalnych statystykach rejestracyjnych).
W węższym zestawieniu obejmującym sam rynek samochodów dostawczych (część oferty marki wbrew nazwie jest kwalifikowana do modeli osobowych…) Volkswagen Samochody Dostawcze zakończył półrocze na czwartym miejscu. Marka zarejestrowała w tym segmencie 4294 pojazdy, poprawiając wynik aż o 21,5 proc.
Liderem polskiego rynku dostawczego po pierwszych sześciu miesiącach 2026 roku pozostaje Renault. Francuska marka zanotowała 7067 rejestracji i wzrost o niemal 44 proc. Na kolejnych miejscach znalazły się Toyota z wynikiem 5841 samochodów oraz Ford, który zarejestrował 5507 pojazdów. Volkswagen Samochody Dostawcze uplasował się tuż za nimi, wyprzedzając między innymi Fiata, Mercedesa, Iveco, Opla i Peugeota. Poza paroma wyjątkami wzrosty były małe lub ujemne.
| Miejsce | Marka | Liczba rejestracji | Zmiana rok do roku |
|---|---|---|---|
| 1 | Renault | 7067 | +43,84 proc. |
| 2 | Toyota | 5841 | +5,02 proc. |
| 3 | Ford | 5507 | –2,03 proc. |
| 4 | Volkswagen Samochody Dostawcze | 4294 | +21,51 proc. |
| 5 | Fiat | 4014 | +20,29 proc. |
| 6 | Mercedes | 2792 | –1,97 proc. |
| 7 | Iveco | 1937 | –11,35 proc. |
| 8 | Opel | 1753 | +11,87 proc. |
| 9 | Peugeot | 1109 | +8,20 proc. |
| 10 | Citroën | 967 | +8,65 proc. |
| 11 | MAN | 523 | –12,69 proc. |
| 12 | Maxus | 483 | +335,14 proc. |
| 13 | JAC | 404 | debiut |
| 14 | Isuzu | 209 | +6,63 proc. |
| 15 | Škoda | 159 | +8,16 proc. |
Jednym z modeli odpowiadających za mocny wynik marki pozostaje Volkswagen Caddy. W pierwszej połowie 2026 roku w Polsce sprzedano 1920 egzemplarzy tego modelu, o 12 proc. więcej niż przed rokiem.
Caddy osiągnął jednocześnie 19,5-procentowy udział w swoim segmencie. Oznacza to, że niemal co piąty samochód zaliczany przez Volkswagena do segmentu A był właśnie Caddy.
Model od lat łączy rolę niewielkiego samochodu dostawczego z funkcjonalnością auta rodzinnego. W gamie występują zarówno typowo użytkowe odmiany Cargo, jak i osobowe wersje przeznaczone do przewozu pasażerów. Taka rozpiętość pozwala Volkswagenowi kierować Caddy nie tylko do firm kurierskich czy serwisowych, ale także do rodzin i klientów poszukujących przestronnego auta do codziennego użytkowania.
Jeszcze większy wzrost zanotowały modele z rodziny T7. W pierwszym półroczu sprzedano 1938 takich samochodów, co oznacza poprawę wyniku aż o 62 proc. w porównaniu z pierwszą połową 2025 roku.
Udział rodziny T7 w segmencie B wyniósł 16,2 proc. Pod tym oznaczeniem Volkswagen skupia dziś kilka modeli o różnych zastosowaniach, od użytkowego Transportera przez osobowego Multivana po kampervana Californię.
Duże tempo wzrostu pokazuje, że rozdzielenie gamy Transportera na bardziej wyspecjalizowane modele zaczyna przynosić efekty. Transporter ma odpowiadać przede wszystkim na potrzeby firm, Multivan pełni funkcję dużego auta rodzinnego i biznesowego, natomiast California pozostaje domyślnym wyborem dla społeczności vanlife.

Jedną z nowych odmian w ofercie jest Volkswagen Transporter Skrzyniowy. Samochód został przygotowany z myślą o firmach potrzebujących jednocześnie przestrzeni do przewozu ludzi, narzędzi oraz materiałów.
Transporter Skrzyniowy oferuje sześć miejsc i nadwozie o wysokości poniżej dwóch metrów. Dzięki temu powinien mieścić się w wielu parkingach podziemnych i obiektach objętych ograniczeniami wysokości, co może mieć znaczenie podczas codziennej pracy w miastach.
Model może być dostępny z napędem spalinowym albo całkowicie elektrycznym. W zależności od wybranej wersji w ofercie pojawia się również napęd 4MOTION – w praktyce można więc zamówić całkiem egzotyczne konfiguracje, które odpowiedzą na wyspecjalizowane potrzeby w stopniu nieosiągalnym u konkurencji.
Standardowe wyposażenie obejmuje przednie czujniki parkowania oraz kamerę cofania. W aucie z otwartą skrzynią ładunkową i ograniczoną widocznością do tyłu takie elementy mają znacznie większe znaczenie niż w zwykłym samochodzie osobowym.
Transporter Skrzyniowy ma trafić przede wszystkim do ekip technicznych, firm budowlanych, przedsiębiorstw komunalnych i innych użytkowników, którzy w jednym pojeździe muszą przewozić zarówno pracowników, jak i wyposażenie.

Volkswagen California (MY 2027)


Druga połowa 2026 roku ma przynieść kolejne zmiany w ofercie Volkswagena Samochody Dostawcze. W 36. tygodniu roku, a więc na przełomie sierpnia i września, ma rozpocząć się produkcja zmodernizowanych modeli Caddy, Multivan i California.
Odświeżony Volkswagen Caddy otrzyma zmieniony przedni zderzak, nowe obręcze aluminiowe oraz cztery dodatkowe kolory nadwozia. Producent przeprojektuje także listwy dekoracyjne.
Najbardziej widoczną zmianą we wnętrzu będzie większy, wolnostojący wyświetlacz o przekątnej 12,9 cala. Rozbudowana zostanie również lista wyposażenia standardowego.
Caddy ma otrzymywać bez dopłaty między innymi:
Zmiany nie ograniczają się więc wyłącznie do wyglądu nadwozia. Volkswagen wyraźnie poprawia wyposażenie bazowych wersji, szczególnie w zakresie multimediów, klimatyzacji i systemów ułatwiających codzienną eksploatację.

Volkswagen California (MY 2027)

Volkswagen California (MY 2027)

Volkswagen California (MY 2027)
Podobny zakres zmian zostanie wprowadzony w Volkswagenie Multivanie i Californii. Oba modele otrzymają nową deskę rozdzielczą, centralny ekran o przekątnej 12,9 cala oraz cyfrowe zegary Digital Cockpit Pro.
Na zewnątrz pojawią się przeprojektowany przedni zderzak, nowe reflektory LED oraz nowe wzory obręczy o średnicy 17 i 18 cali.
Volkswagen zapowiada także montaż mocowania ISOFIX na przednim fotelu pasażera. To rozwiązanie może zainteresować rodziny wykorzystujące Multivana lub Californię podczas dalszych podróży, choć podczas przewożenia dziecka z przodu należy pamiętać o zasadach dotyczących dezaktywacji poduszki powietrznej.
Standardowe wyposażenie Multivana i Californii ma objąć kamerę cofania, system Light Assist, indukcyjne ładowanie telefonu oraz mocniejsze gniazda USB-C. Na liście znajdzie się również elektryczne wspomaganie domykania bocznych drzwi przesuwnych i tylnej klapy.
Volkswagen Samochody Dostawcze rozpoczyna drugą połowę 2026 roku z dwucyfrowym wzrostem sprzedaży i rejestracji. Najważniejszymi modelami pozostają Caddy oraz rodzina T7, która poprawiła wynik aż o 62 proc.
Jednocześnie marka nie zamierza opierać dalszego wzrostu wyłącznie na obecnej gamie. Rozszerzenie oferty Transportera oraz zapowiedziana modernizacja Caddy, Multivana i Californii mają pomóc utrzymać tempo także w kolejnych miesiącach.
Źrdło: https://v10.pl/ | 27.07.2026 12:43
Największymi wygranymi pierwszego półrocza na rynku samochodów dostawczych było Renault, Volkswagen i… chiński Maxus. Ten ostatni osiągnął największy wzrost wyników ogółem (aż o 335 proc.), a Renault w wielkim stylu wróciło na pozycję lidera po wzroście o blisko 44 proc. Plan na dalszą ofensywę ma jednak marka Volkswagen samochody dostawcze, która postanowiła się nim z nami podzielić.
Pierwsza połowa 2026 roku przyniosła Volkswagenowi Samochody Dostawcze wyraźny wzrost sprzedaży w Polsce. Od stycznia do końca czerwca marka dostarczyła klientom 6330 pojazdów, o 10 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Liczba rejestracji całej gamy Volkswagena Samochody Dostawcze wyniosła w tym czasie 6136 egzemplarzy, co oznacza wzrost o 13 proc. rok do roku (producent zaznacza przy tym, że publicznie dostępne dane CEPiK nie obejmują między innymi samochodów rejestrowanych przez policję i wojsko. Rzeczywista sprzedaż może być więc nieco wyższa od wartości widocznych w oficjalnych statystykach rejestracyjnych).
W węższym zestawieniu obejmującym sam rynek samochodów dostawczych (część oferty marki wbrew nazwie jest kwalifikowana do modeli osobowych…) Volkswagen Samochody Dostawcze zakończył półrocze na czwartym miejscu. Marka zarejestrowała w tym segmencie 4294 pojazdy, poprawiając wynik aż o 21,5 proc.
Liderem polskiego rynku dostawczego po pierwszych sześciu miesiącach 2026 roku pozostaje Renault. Francuska marka zanotowała 7067 rejestracji i wzrost o niemal 44 proc. Na kolejnych miejscach znalazły się Toyota z wynikiem 5841 samochodów oraz Ford, który zarejestrował 5507 pojazdów. Volkswagen Samochody Dostawcze uplasował się tuż za nimi, wyprzedzając między innymi Fiata, Mercedesa, Iveco, Opla i Peugeota. Poza paroma wyjątkami wzrosty były małe lub ujemne.
| Miejsce | Marka | Liczba rejestracji | Zmiana rok do roku |
|---|---|---|---|
| 1 | Renault | 7067 | +43,84 proc. |
| 2 | Toyota | 5841 | +5,02 proc. |
| 3 | Ford | 5507 | –2,03 proc. |
| 4 | Volkswagen Samochody Dostawcze | 4294 | +21,51 proc. |
| 5 | Fiat | 4014 | +20,29 proc. |
| 6 | Mercedes | 2792 | –1,97 proc. |
| 7 | Iveco | 1937 | –11,35 proc. |
| 8 | Opel | 1753 | +11,87 proc. |
| 9 | Peugeot | 1109 | +8,20 proc. |
| 10 | Citroën | 967 | +8,65 proc. |
| 11 | MAN | 523 | –12,69 proc. |
| 12 | Maxus | 483 | +335,14 proc. |
| 13 | JAC | 404 | debiut |
| 14 | Isuzu | 209 | +6,63 proc. |
| 15 | Škoda | 159 | +8,16 proc. |
Jednym z modeli odpowiadających za mocny wynik marki pozostaje Volkswagen Caddy. W pierwszej połowie 2026 roku w Polsce sprzedano 1920 egzemplarzy tego modelu, o 12 proc. więcej niż przed rokiem.
Caddy osiągnął jednocześnie 19,5-procentowy udział w swoim segmencie. Oznacza to, że niemal co piąty samochód zaliczany przez Volkswagena do segmentu A był właśnie Caddy.
Model od lat łączy rolę niewielkiego samochodu dostawczego z funkcjonalnością auta rodzinnego. W gamie występują zarówno typowo użytkowe odmiany Cargo, jak i osobowe wersje przeznaczone do przewozu pasażerów. Taka rozpiętość pozwala Volkswagenowi kierować Caddy nie tylko do firm kurierskich czy serwisowych, ale także do rodzin i klientów poszukujących przestronnego auta do codziennego użytkowania.
Jeszcze większy wzrost zanotowały modele z rodziny T7. W pierwszym półroczu sprzedano 1938 takich samochodów, co oznacza poprawę wyniku aż o 62 proc. w porównaniu z pierwszą połową 2025 roku.
Udział rodziny T7 w segmencie B wyniósł 16,2 proc. Pod tym oznaczeniem Volkswagen skupia dziś kilka modeli o różnych zastosowaniach, od użytkowego Transportera przez osobowego Multivana po kampervana Californię.
Duże tempo wzrostu pokazuje, że rozdzielenie gamy Transportera na bardziej wyspecjalizowane modele zaczyna przynosić efekty. Transporter ma odpowiadać przede wszystkim na potrzeby firm, Multivan pełni funkcję dużego auta rodzinnego i biznesowego, natomiast California pozostaje domyślnym wyborem dla społeczności vanlife.

Jedną z nowych odmian w ofercie jest Volkswagen Transporter Skrzyniowy. Samochód został przygotowany z myślą o firmach potrzebujących jednocześnie przestrzeni do przewozu ludzi, narzędzi oraz materiałów.
Transporter Skrzyniowy oferuje sześć miejsc i nadwozie o wysokości poniżej dwóch metrów. Dzięki temu powinien mieścić się w wielu parkingach podziemnych i obiektach objętych ograniczeniami wysokości, co może mieć znaczenie podczas codziennej pracy w miastach.
Model może być dostępny z napędem spalinowym albo całkowicie elektrycznym. W zależności od wybranej wersji w ofercie pojawia się również napęd 4MOTION – w praktyce można więc zamówić całkiem egzotyczne konfiguracje, które odpowiedzą na wyspecjalizowane potrzeby w stopniu nieosiągalnym u konkurencji.
Standardowe wyposażenie obejmuje przednie czujniki parkowania oraz kamerę cofania. W aucie z otwartą skrzynią ładunkową i ograniczoną widocznością do tyłu takie elementy mają znacznie większe znaczenie niż w zwykłym samochodzie osobowym.
Transporter Skrzyniowy ma trafić przede wszystkim do ekip technicznych, firm budowlanych, przedsiębiorstw komunalnych i innych użytkowników, którzy w jednym pojeździe muszą przewozić zarówno pracowników, jak i wyposażenie.

Volkswagen California (MY 2027)


Druga połowa 2026 roku ma przynieść kolejne zmiany w ofercie Volkswagena Samochody Dostawcze. W 36. tygodniu roku, a więc na przełomie sierpnia i września, ma rozpocząć się produkcja zmodernizowanych modeli Caddy, Multivan i California.
Odświeżony Volkswagen Caddy otrzyma zmieniony przedni zderzak, nowe obręcze aluminiowe oraz cztery dodatkowe kolory nadwozia. Producent przeprojektuje także listwy dekoracyjne.
Najbardziej widoczną zmianą we wnętrzu będzie większy, wolnostojący wyświetlacz o przekątnej 12,9 cala. Rozbudowana zostanie również lista wyposażenia standardowego.
Caddy ma otrzymywać bez dopłaty między innymi:
Zmiany nie ograniczają się więc wyłącznie do wyglądu nadwozia. Volkswagen wyraźnie poprawia wyposażenie bazowych wersji, szczególnie w zakresie multimediów, klimatyzacji i systemów ułatwiających codzienną eksploatację.

Volkswagen California (MY 2027)

Volkswagen California (MY 2027)

Volkswagen California (MY 2027)
Podobny zakres zmian zostanie wprowadzony w Volkswagenie Multivanie i Californii. Oba modele otrzymają nową deskę rozdzielczą, centralny ekran o przekątnej 12,9 cala oraz cyfrowe zegary Digital Cockpit Pro.
Na zewnątrz pojawią się przeprojektowany przedni zderzak, nowe reflektory LED oraz nowe wzory obręczy o średnicy 17 i 18 cali.
Volkswagen zapowiada także montaż mocowania ISOFIX na przednim fotelu pasażera. To rozwiązanie może zainteresować rodziny wykorzystujące Multivana lub Californię podczas dalszych podróży, choć podczas przewożenia dziecka z przodu należy pamiętać o zasadach dotyczących dezaktywacji poduszki powietrznej.
Standardowe wyposażenie Multivana i Californii ma objąć kamerę cofania, system Light Assist, indukcyjne ładowanie telefonu oraz mocniejsze gniazda USB-C. Na liście znajdzie się również elektryczne wspomaganie domykania bocznych drzwi przesuwnych i tylnej klapy.
Volkswagen Samochody Dostawcze rozpoczyna drugą połowę 2026 roku z dwucyfrowym wzrostem sprzedaży i rejestracji. Najważniejszymi modelami pozostają Caddy oraz rodzina T7, która poprawiła wynik aż o 62 proc.
Jednocześnie marka nie zamierza opierać dalszego wzrostu wyłącznie na obecnej gamie. Rozszerzenie oferty Transportera oraz zapowiedziana modernizacja Caddy, Multivana i Californii mają pomóc utrzymać tempo także w kolejnych miesiącach.
Źrdło: https://v10.pl/ | 27.07.2026 12:43
Formuła 1 oraz Międzynarodowa Federacja Samochodowa (FIA) oficjalnie potwierdziły kluczową zmianę w kalendarzu na sezon 2026. Tor Petronas Sepang International Circuit w Malezji wraca do świata królowej motorsportu! Choć wyścig zachowa swoją historyczną nazwę Grand Prix Bahrajnu, to właśnie malezyjski obiekt przyjmie najlepszych kierowców świata jako arena zmagań tej rundy.
Przeniesienie wyścigu na kultowy tor Sepang jest efektem planowanych prac modernizacyjnych i infrastrukturalnych na torze Bahrain International Circuit w Sakhir. Chociaż runda zachowuje miano GP Bahrajnu, wybór Malezji jako zastępczego gospodarza został entuzjastycznie przyjęty zarówno przez władze serii, jak i kibiców na całym świecie.
Tor Sepang, zaprojektowany przez Hermanna Tilke, słynie z szybkich łuków, długich prostych oraz nieprzewidywalnych warunków pogodowych, co historycznie gwarantowało ogromne emocje na torze.

Porozumienie dotyczące Grand Prix Bahrajnu na torze Sepang w Malezji zadowala wszystkich (fot. Formula 1)
Powrót Malezji do kalendarza zbiega się z wejściem w życie całkowicie nowych regulacji technicznych oraz silnikowych w Formule 1. W 2026 roku bolidy przeszły rewolucję – zastosowane zostały nowe jednostki napędowe o zwiększonym udziale energii elektrycznej oraz zrównoważone paliwa w 100% syntetyczne.
Współpraca F1 z malezyjskim gigantem paliwowym Petronas – głównym partnerem tytularnym toru w Sepang – dodatkowo wpisuje się w strategię proekologiczną i technologiczną serii na nadchodzące lata.
Obecna umowa dotyczy organizacji rundy w sezonie 2026 w zastępstwie za Bahrajn, jednak pewne jest jedno: udany powrót może otworzyć drzwi do dalszych rozmów na temat przyszłości wyścigu w Azji Południowo-Wschodniej. Kto wie, czy w kalendarzu na 2027 rok nie tor Sepang nie zagości ponownie, tym razem już w ramach Grand Prix Malezji – pierwszego od 2017 roku.

Tor Sepang w Malezji (fot. Formula 1)
Źrdło: https://v10.pl/ | 27.07.2026 6:37
Formuła 1 oraz Międzynarodowa Federacja Samochodowa (FIA) oficjalnie potwierdziły kluczową zmianę w kalendarzu na sezon 2026. Tor Petronas Sepang International Circuit w Malezji wraca do świata królowej motorsportu! Choć wyścig zachowa swoją historyczną nazwę Grand Prix Bahrajnu, to właśnie malezyjski obiekt przyjmie najlepszych kierowców świata jako arena zmagań tej rundy.
Przeniesienie wyścigu na kultowy tor Sepang jest efektem planowanych prac modernizacyjnych i infrastrukturalnych na torze Bahrain International Circuit w Sakhir. Chociaż runda zachowuje miano GP Bahrajnu, wybór Malezji jako zastępczego gospodarza został entuzjastycznie przyjęty zarówno przez władze serii, jak i kibiców na całym świecie.
Tor Sepang, zaprojektowany przez Hermanna Tilke, słynie z szybkich łuków, długich prostych oraz nieprzewidywalnych warunków pogodowych, co historycznie gwarantowało ogromne emocje na torze.

Porozumienie dotyczące Grand Prix Bahrajnu na torze Sepang w Malezji zadowala wszystkich (fot. Formula 1)
Powrót Malezji do kalendarza zbiega się z wejściem w życie całkowicie nowych regulacji technicznych oraz silnikowych w Formule 1. W 2026 roku bolidy przeszły rewolucję – zastosowane zostały nowe jednostki napędowe o zwiększonym udziale energii elektrycznej oraz zrównoważone paliwa w 100% syntetyczne.
Współpraca F1 z malezyjskim gigantem paliwowym Petronas – głównym partnerem tytularnym toru w Sepang – dodatkowo wpisuje się w strategię proekologiczną i technologiczną serii na nadchodzące lata.
Obecna umowa dotyczy organizacji rundy w sezonie 2026 w zastępstwie za Bahrajn, jednak pewne jest jedno: udany powrót może otworzyć drzwi do dalszych rozmów na temat przyszłości wyścigu w Azji Południowo-Wschodniej. Kto wie, czy w kalendarzu na 2027 rok nie tor Sepang nie zagości ponownie, tym razem już w ramach Grand Prix Malezji – pierwszego od 2017 roku.

Tor Sepang w Malezji (fot. Formula 1)
Źrdło: https://v10.pl/ | 27.07.2026 6:37
Lando Norris wygrał dramatyczny wyścig o Grand Prix Węgier, zdobywając swoje oraz McLarena pierwsze zwycięstwo w sezonie 2026. Brytyjczyk w finale pokonał Maxa Verstappena oraz Kimiego Antonelliego. Znakomity występ zespołu z Woking osłabił jednak pech i późniejsza awaria Oscara Piastriego, który przez długą część rywalizacji zmierzał po wygraną.
Mimo startu z pole position, Norris na pierwszym okrążeniu stracił prowadzenie. Tuż po zgaśnięciu czerwonych świateł wyprzedził go zespołowy partner, Oscar Piastri, popisując się udanym manewrem na wyjściu z drugiego zakrętu.
Przez pierwszą połowę wyścigu Formuły 1 Australijczyk kontrolował przebieg rywalizacji, utrzymując nieznaczną przewagę nad Norrisem. Brytyjczyk zgłaszał przez radio zdecydowanie lepsze tempo, jednak jazda w brudnym powietrzu za bolidem partnera uniemożliwiała mu przeprowadzenie skutecznego ataku.
Kluczowy moment wyścigu nadszedł po serii drugich wizyt w alei serwisowej. Piastri po wyjeździe z pitu natrafił na gęsty ruch na torze i wszedł w kontakt z dublowanym Carlosem Sainzem.
W tym samym czasie Norris, mający przed sobą czysty tor, zaczął wykręcać znakomite czasy okrążeń na mocno zużytych oponach. Wydłużenie przejazdu pozwoliło mu wyjechać z alei serwisowej przed Piastrim i objąć wirtualne prowadzenie. Dramat drugiego z kierowców McLarena dopełnił się na 56. okrążeniu, gdy w jego bolidzie doszło do awarii skrzyni biegów, co zmusiło go do zatrzymania auta na torze i wycofania się z wyścigu.

Grand Prix Węgier 2026 (fot. Alpine)

Grand Prix Węgier 2026 (fot. Scuderia Ferrari)
Zatrzymanie się auta Piastriego wywołało procedurę wirtualnego samochodu bezpieczeństwa (VSC), z której skrupulatnie skorzystali Max Verstappen oraz Kimi Antonelli, awansując na drugie i trzecie miejsce.
Sytuacja w czołówce uległa dalszym przetasowaniom przez decyzje sędziowskie. Lewis Hamilton, choć wyjechał z alei tuż przed Antonellim, musiał oddać pozycję reprezentantowi Mercedesa. Sytuację Hamiltona pogorszyła dodatkowo 5-sekundowa kara za przekroczenie prędkości w alei serwisowej, przez co po doliczeniu czasu spadł na 5. lokatę za Charlesa Leclerca.
Duże powody do zadowolenia miał George Russell, który po aktywacji systemu anti-stall na starcie spadł na sam koniec stawki, ale zdołał odrobić straty i przebić się do czołowej siódemki. Udany występ zaliczył także Nico Hülkenberg, zdobywając pierwsze punkty w barwach Audi w sezonie 2026.
Nie ukończyli: Oscar Piastri (McLaren), Sergio Perez (Cadillac), Valtteri Bottas (Cadillac).
Przed kierowcami i zespołami Formuły 1 tradycyjna przerwa wakacyjna. Do rywalizacji powrócą pod koniec sierpnia podczas Grand Prix Holandii na torze Zandvoort.

Grand Prix Węgier, które wygrał Lando Norris (fot. McLaren)
Źrdło: https://v10.pl/ | 27.07.2026 6:17
Lando Norris wygrał dramatyczny wyścig o Grand Prix Węgier, zdobywając swoje oraz McLarena pierwsze zwycięstwo w sezonie 2026. Brytyjczyk w finale pokonał Maxa Verstappena oraz Kimiego Antonelliego. Znakomity występ zespołu z Woking osłabił jednak pech i późniejsza awaria Oscara Piastriego, który przez długą część rywalizacji zmierzał po wygraną.
Mimo startu z pole position, Norris na pierwszym okrążeniu stracił prowadzenie. Tuż po zgaśnięciu czerwonych świateł wyprzedził go zespołowy partner, Oscar Piastri, popisując się udanym manewrem na wyjściu z drugiego zakrętu.
Przez pierwszą połowę wyścigu Formuły 1 Australijczyk kontrolował przebieg rywalizacji, utrzymując nieznaczną przewagę nad Norrisem. Brytyjczyk zgłaszał przez radio zdecydowanie lepsze tempo, jednak jazda w brudnym powietrzu za bolidem partnera uniemożliwiała mu przeprowadzenie skutecznego ataku.
Kluczowy moment wyścigu nadszedł po serii drugich wizyt w alei serwisowej. Piastri po wyjeździe z pitu natrafił na gęsty ruch na torze i wszedł w kontakt z dublowanym Carlosem Sainzem.
W tym samym czasie Norris, mający przed sobą czysty tor, zaczął wykręcać znakomite czasy okrążeń na mocno zużytych oponach. Wydłużenie przejazdu pozwoliło mu wyjechać z alei serwisowej przed Piastrim i objąć wirtualne prowadzenie. Dramat drugiego z kierowców McLarena dopełnił się na 56. okrążeniu, gdy w jego bolidzie doszło do awarii skrzyni biegów, co zmusiło go do zatrzymania auta na torze i wycofania się z wyścigu.

Grand Prix Węgier 2026 (fot. Alpine)

Grand Prix Węgier 2026 (fot. Scuderia Ferrari)
Zatrzymanie się auta Piastriego wywołało procedurę wirtualnego samochodu bezpieczeństwa (VSC), z której skrupulatnie skorzystali Max Verstappen oraz Kimi Antonelli, awansując na drugie i trzecie miejsce.
Sytuacja w czołówce uległa dalszym przetasowaniom przez decyzje sędziowskie. Lewis Hamilton, choć wyjechał z alei tuż przed Antonellim, musiał oddać pozycję reprezentantowi Mercedesa. Sytuację Hamiltona pogorszyła dodatkowo 5-sekundowa kara za przekroczenie prędkości w alei serwisowej, przez co po doliczeniu czasu spadł na 5. lokatę za Charlesa Leclerca.
Duże powody do zadowolenia miał George Russell, który po aktywacji systemu anti-stall na starcie spadł na sam koniec stawki, ale zdołał odrobić straty i przebić się do czołowej siódemki. Udany występ zaliczył także Nico Hülkenberg, zdobywając pierwsze punkty w barwach Audi w sezonie 2026.
Nie ukończyli: Oscar Piastri (McLaren), Sergio Perez (Cadillac), Valtteri Bottas (Cadillac).
Przed kierowcami i zespołami Formuły 1 tradycyjna przerwa wakacyjna. Do rywalizacji powrócą pod koniec sierpnia podczas Grand Prix Holandii na torze Zandvoort.

Grand Prix Węgier, które wygrał Lando Norris (fot. McLaren)
Źrdło: https://v10.pl/ | 27.07.2026 6:17
Polski rynek samochodów używanych przeżywa prawdziwy boom na napędy zelektryfikowane. W pierwszym półroczu 2026 roku sprzedaż używanych hybryd skoczyła o niemal 30 procent. Zmiana preferencji polskich kierowców jest widoczna gołym okiem – szukamy oszczędności, ale bez uciążliwego szukania ładowarek. Na czele zestawienia znalazł się niekwestionowany lider, który dosłownie zdominował rynek wtórny.
Obawy przed rosnącymi cenami paliw oraz drogi osprzęt starzejących się silników Diesla (DPF, wtryskiwacze, dwumasa) sprawiają, że polscy kierowcy masowo przesiadają się na auta z napędem spalinowo-elektrycznym. Jak wynika z najnowszych danych rynkowych za pierwsze półrocze 2026 roku, na polskim rynku wtórnym właścicieli zmieniło aż 76 564 używanych aut hybrydowych. To spektakularny skok o 28% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku.
Taki wynik potwierdza jednoznaczny trend: napęd hybrydowy przestał być traktowany jako skomplikowana nowinka, a stał się pierwszym wyborem dla osób szukających niezawodnego i ekonomicznego środka transportu.
Kto zdobył serca i portfele polskich kierowców? Zestawienie TOP 10 pokazuje miażdżącą przewagę Toyota Motor Corporation. Aż 7 z 10 najchętniej wybieranych modeli wyjechało z fabryk tego japońskiego giganta.
Toyota Corolla po raz kolejny udowodniła, że jest absolutnym hitem rynku wtórnego. Z wynikiem blisko 8,8 tysiąca sprzedanych aut znokautowała rywali. Drugi na podium – odważnie stylizowany crossover Toyota C-HR – zanotował wynik ponad 5,4 tys. egzemplarzy, nieznacznie wyprzedzając miejskiego Yarisa.

Toyota Corolla TS Kombi (fot. Toyota)

Toyota Corolla TS Kombi (fot. Toyota)

Toyota Corolla TS Kombi (fot. Toyota)

Toyota Corolla TS Kombi (fot. Toyota)

Toyota Corolla TS Kombi (fot. Toyota)

Toyota Corolla TS Kombi (fot. Toyota)
Na rynku wtórnym niepodzielnie rządzą samoładujące się hybrydy klasyczne (HEV). W przeciwieństwie do hybryd typu Plug-in (PHEV), nie wymagają one podłączania do gniazdka czy szukania miejskich ładowarek. Dla przypomnienia, jak działa klasyczna hybryda (HEV): auto odzyskuje energię kinetyczną podczas każdego hamowania i odpuszczenia gazu (rekuperacja), magazynując ją w baterii trakcyjnej. W ruchu miejskim auto porusza się na silniku elektrycznym, a jednostka spalinowa włącza się płynnie tylko wtedy, gdy potrzebna jest większa moc lub doładowanie akumulatora.
Dla kierowców mieszkających w bloku to idealny kompromis – samochód tankuje się tradycyjnie na stacji paliw, uzyskując w mieście realne spalanie na poziomie 3,5–4,5 l/100 km.
Wokół używanych hybryd przez lata narastały mity dotyczące kosztownej wymiany baterii. Praktyka warsztatowa dowodzi jednak czegoś zupełnie innego:
Przed zakupem używanej hybrydy kluczowe jest wykonanie testu sprawności baterii (tzw. Health Check) w wyspecjalizowanym serwisie oraz weryfikacja historii przeglądów. Nie zmienia to jednak faktu, że używana hybryda stała się dla Polaków nowym synonimem niezawodności – zajmując miejsce dawnych, wolnossących benzyniaków czy prostych diesli. Niskie koszty eksploatacji w miastach oraz wysoka wartość przy odsprzedaży sprawiają, że dominacja modeli takich jak Toyota Corolla na rynku wtórnym szybko nie przeminie.

Toyota Corolla GR Sport (fot. Toyota)

Toyota Corolla Hatchback (fot. Toyota)

Toyota Corolla Sedan (fot. Toyota)
Źrdło: https://v10.pl/ | 27.07.2026 6:03
Polski rynek samochodów używanych przeżywa prawdziwy boom na napędy zelektryfikowane. W pierwszym półroczu 2026 roku sprzedaż używanych hybryd skoczyła o niemal 30 procent. Zmiana preferencji polskich kierowców jest widoczna gołym okiem – szukamy oszczędności, ale bez uciążliwego szukania ładowarek. Na czele zestawienia znalazł się niekwestionowany lider, który dosłownie zdominował rynek wtórny.
Obawy przed rosnącymi cenami paliw oraz drogi osprzęt starzejących się silników Diesla (DPF, wtryskiwacze, dwumasa) sprawiają, że polscy kierowcy masowo przesiadają się na auta z napędem spalinowo-elektrycznym. Jak wynika z najnowszych danych rynkowych za pierwsze półrocze 2026 roku, na polskim rynku wtórnym właścicieli zmieniło aż 76 564 używanych aut hybrydowych. To spektakularny skok o 28% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku.
Taki wynik potwierdza jednoznaczny trend: napęd hybrydowy przestał być traktowany jako skomplikowana nowinka, a stał się pierwszym wyborem dla osób szukających niezawodnego i ekonomicznego środka transportu.
Kto zdobył serca i portfele polskich kierowców? Zestawienie TOP 10 pokazuje miażdżącą przewagę Toyota Motor Corporation. Aż 7 z 10 najchętniej wybieranych modeli wyjechało z fabryk tego japońskiego giganta.
Toyota Corolla po raz kolejny udowodniła, że jest absolutnym hitem rynku wtórnego. Z wynikiem blisko 8,8 tysiąca sprzedanych aut znokautowała rywali. Drugi na podium – odważnie stylizowany crossover Toyota C-HR – zanotował wynik ponad 5,4 tys. egzemplarzy, nieznacznie wyprzedzając miejskiego Yarisa.

Toyota Corolla TS Kombi (fot. Toyota)

Toyota Corolla TS Kombi (fot. Toyota)

Toyota Corolla TS Kombi (fot. Toyota)

Toyota Corolla TS Kombi (fot. Toyota)

Toyota Corolla TS Kombi (fot. Toyota)

Toyota Corolla TS Kombi (fot. Toyota)
Na rynku wtórnym niepodzielnie rządzą samoładujące się hybrydy klasyczne (HEV). W przeciwieństwie do hybryd typu Plug-in (PHEV), nie wymagają one podłączania do gniazdka czy szukania miejskich ładowarek. Dla przypomnienia, jak działa klasyczna hybryda (HEV): auto odzyskuje energię kinetyczną podczas każdego hamowania i odpuszczenia gazu (rekuperacja), magazynując ją w baterii trakcyjnej. W ruchu miejskim auto porusza się na silniku elektrycznym, a jednostka spalinowa włącza się płynnie tylko wtedy, gdy potrzebna jest większa moc lub doładowanie akumulatora.
Dla kierowców mieszkających w bloku to idealny kompromis – samochód tankuje się tradycyjnie na stacji paliw, uzyskując w mieście realne spalanie na poziomie 3,5–4,5 l/100 km.
Wokół używanych hybryd przez lata narastały mity dotyczące kosztownej wymiany baterii. Praktyka warsztatowa dowodzi jednak czegoś zupełnie innego:
Przed zakupem używanej hybrydy kluczowe jest wykonanie testu sprawności baterii (tzw. Health Check) w wyspecjalizowanym serwisie oraz weryfikacja historii przeglądów. Nie zmienia to jednak faktu, że używana hybryda stała się dla Polaków nowym synonimem niezawodności – zajmując miejsce dawnych, wolnossących benzyniaków czy prostych diesli. Niskie koszty eksploatacji w miastach oraz wysoka wartość przy odsprzedaży sprawiają, że dominacja modeli takich jak Toyota Corolla na rynku wtórnym szybko nie przeminie.

Toyota Corolla GR Sport (fot. Toyota)

Toyota Corolla Hatchback (fot. Toyota)

Toyota Corolla Sedan (fot. Toyota)
Źrdło: https://v10.pl/ | 27.07.2026 6:03
W ten weekend odbywa się Rajd Polski – po raz pierwszy na Śląsku. Z tej okazji żegnamy się z kultowymi odcinkami na Mazurach, które gościły go przez ostatnie 20 lat. I przy okazji staramy się znaleźć odpowiedź na kluczowe pytanie o przyszłość rajdów.
Elektromobilność i motorsport mają ze sobą nie po drodze. Gdy tylko włodarze Formuły 1 postanowili w tym roku zmienić jej formułę i zwiększyć rolę elektrycznej części napędu, cały świat zobaczył, jak bardzo jest to głupie i wręcz niewykonalne. Część zespołów i kierowców zaczęło przyrównywać to nowe ściganie do Formuły E, tak jak by to była jakaś najgorsza obelga.
To był nieoczekiwany przypływ szczerości. Prawda jest taka, że pomimo starań całego przemysłu motoryzacyjnego i wielu innych gigantów technologicznych, Formuła E nie jest i nigdy nie będzie popularna. Zaprojektowana z wielkim rozmachem i przy wsparciu najgłośniejszych nazwisk na świecie seria Extreme E, w której mieszane załogi męsko-damskie w elektrycznych buggy rywalizowały w rajdach cross-country w najbardziej egzotycznych zakątkach Ziemi, wytrzymała tyko cztery sezony i zawinęła się pod koniec 2025 r. Nie obchodziło Cię to wtedy i nie obchodzi teraz.

Do tego zadania wybrałem akurat to auto, bo uważam go za najfajniejszego elektryka na rynku. Te hiperauta o mocach po dwa tysiące koni? Dajcie spokój, na co to komu potrzebne. Tutaj mamy dalej więcej niż wystarczający potencjał: napęd jest z topowego Mustanga Mach-E GT, a więc na cztery koła przekazywane jest 487 KM i 950 Nm (dla porównania – obecne auta WRC mają około 380 KM i 420 Nm). W wirtualnym wyścigu taki rajdowy elektryk na prostej szedłby łeb w łeb z maszyną urzędujących Mistrzów Świata – do 100 km/h przyspiesza w 3,5 s.

Ford Mustang Mach-E Rally (2026) na trasie Rajdu Polski

Ford Mustang Mach-E Rally (2026) na trasie Rajdu Polski

Ford Mustang Mach-E Rally (2026) na trasie Rajdu Polski
Co jednak dużo ciekawsze to co robi ten Mustang po tym, gdy prosta przejdzie w zakręt. Mam wrażenie, że na całym świecie nie ma drugiej takiej firmy jak Ford, która potrafiłaby z absolutnie zwyczajnych aut robić tak genialne zabawki. Pomijam Escorta Mexico czy Sierrę RS500 z przedpotopowych czasów, ale nawet lista z czasów współczesnych jest imponująco długa. Zobaczcie, jakich trudnych nawet do wyobrażenia wcześniej supermocy nabrała Fiesta ST czy Ranger Raptor. Cholera, nawet Transit Custom MS-RT im wyszedł.
Mówię z ręką na sercu, że wszystkie z tych aut z normalnych konstrukcji nagle stały się najlepiej jeżdżącymi autami na całym rynku. Jak się miałem nie raz i nie dwa osobiście przekonać, w dziale od 2025 r. nazywanym Ford Racing pracują osoby naprawdę znające się na robocie i absolutnie zafiksowane na jej punkcie.
…ale żeby od razu brać się za elektryka? To nie mogło być takie proste, prawda? Wskazują na to obiektywne fakty. Po pierwsze waga: elektryki są ciężkie i ten też jest. W wersji z napędem na cztery koła, większym akumulatorem i całym tym rajdowym osprzętem jego waga zbliża się do całkiem absurdalnie brzmiących 2,3 tony. Po drugie: sportowe elektryki nie są interesujące. Tylko spójrzcie na wyniki oglądalności Formuły E.

Ford Mustang Mach-E Rally (2026) na trasie Rajdu Polski

Ford Mustang Mach-E Rally (2026) na trasie Rajdu Polski

Ford Mustang Mach-E Rally (2026) na trasie Rajdu Polski
Myślę jednak, że Mustang Mach-E trochę niesprawiedliwie obrywa tutaj w ramach zbiorczej odpowiedzialności, bo pod pewnymi względami to ciekawy elektryk. Na pewno nie jest najlepszy w tradycyjnych kategoriach aut tego typu: przestronność kabiny jest ok jak na auto rodzinne, ale bagażniki o pojemności 402 l z tyłu (przy wersji AWD) i 100 l z przodu nie tak duże jak w Tesli. Multimedia też są ok, ale zdążyli się już poprawić konkurenci z nowocześniejszymi systemami. Ale Ford ma jednak w sobie coś, co jest teraz autom elektrycznym potrzebne bardziej niż duży akumulator i domowy wallbox dorzucany w cenie.
W okolicach czasowych premiery Mustanga Mach-E pod koniec 2019 r. prezes Forda Jim Farley wyznał, że po tym gdy zobaczył wstępne modele 3D historycznego, pierwszego elektryka tej marki, powiedział „zabierajcie to z moich oczu”. I projektanci zabrali, a następnie wrócili z tym. I wpadli na pomysł, by z kolejnego anonimowego kompaktowego crossovera, który nikogo nie obchodzi, zrobić Mustanga.

Dokleili jego światła z przodu i z tyłu, koniki na masce i klapie bagażnika, dali Mustanga w nazwie. Niby głupie, ale jednak genialne, bo zadziałało. A działało przynajmniej na początku, bo w pierwszych latach model schodził jak świeże bułeczki i dobrze się przyjął też w Polsce.
Ostatnie wyniki wskazują duży spadek jego popularności (winne wygasanie programów dopłat i ta nieznośna konkurencja z Chin). Sam producent nie dalej jak miesiąc temu wyznał, że model ten nie doczeka się następcy. Prezentowaną wersję potraktujmy więc jako „ostatni taniec” tego w gruncie rzeczy dobrego modelu, który sam tak naprawdę w niczym nie zawinił – tylko otaczająca go rzeczywistość się zmieniła.

To znaczy: trochę jest. Podczas podróży na trasę rajdu z Warszawy nie odkryliśmy nagle cudownego rozwiązania i po przejechaniu 300 km do Mikołajek okazało się, że właśnie na mniej więcej taki dystans żwawej jazdy pozwala duży przecież akumulator 91 kWh. Maksymalna moc ładowania wynosi tu mocno średnie jak na dzisiejsze standardy 150 kW, ale na całych Mazurach i Warmii w trójkącie Olsztyn – Suwałki – jeden Greenway pod przypadkowym blokiem w Łomży i tak nie ma mocniejszej ładowarki.
Na upartego jednak rajd elektryków zorganizujesz, ale to tylko dlatego, że dzisiejsze rajdy i tak stały się już absurdalnie krótkie. Ostatnia runda Mistrzostw Polski zorganizowana w tych stronach liczyła 800 km, z czego niecałe 200 km odcinków specjalnych rozbitych na trzy dni.
Podczas postoju na ładowarce mam przynajmniej czas pocmokać nad tymi naprawdę przekonującymi nowymi częściami, które zostały wpuszczone w wersję Rally. Tych wbrew pozorom nie ma aż tak dużo, ale udaje im się znana z Fordów z dopiskami ST, Raport itd. sztuka transformacji Clarka Kenta w supermana.

Ku mojemu zaskoczeniu zawieszenie nie zostało wymienione na jakieś wyczynowe amortyzatory Foxa jak w Rangerze Raptorze, a tylko magnetoreologiczny (trudne słowo – chodzi o aktywny) zestaw znany z Mustanga GT zyskał o cal większy prześwit oraz inne ustawienia dostosowane do jazdy poza asfaltem. W tym samym celu zmieniono jeszcze tylko tuleje i drążki stabilizacyjne, a cały hardware przykryto od spodu solidną płytą, by go nie zniszczyć latającymi kamieniami.
Pomijając to krzykliwe i dodające CO NAJMNIEJ 20 koni malowanie nadwozia, z zewnątrz nowe są tylko detale. Ale za to jakie! Rasowy splitter z przodu poprawiający kąt natarcia, białe felgi udające kultowe OZ Rally z Focusa WRC świętej pamięci Colina McRae, a z tyłu skrzydło rzewnie wspominające czasy świętej pamięci Focusa RS. W jego czasach mówiłem, że kolejny raz taki spojler zobaczymy już na elektryku i się nie myliłem. I to jest zła wiadomość, a dobra jest taka, że mogło wyjść gorzej.
W środku zmian jest jeszcze mniej. Ograniczają się one właściwie do jednego elementu, ale o tyle świetnie wyglądających, co i wyprofilowanych foteli kubełkowych. Ford w takich modelach nie cacka się w pozorowanie zmian, tylko poprawia to, co naprawdę jest potrzebne, i tak jest i tym razem. Chwała Panu, że nie ma tu żadnych obciachowych czerwonych przycisków i gadki o analogowych doznaniach.

Ford Mustang Mach-E Rally (2026) na trasie Rajdu Polski

Ford Mustang Mach-E Rally (2026) na trasie Rajdu Polski

Ford Mustang Mach-E Rally (2026) na trasie Rajdu Polski
Mijamy ostatnie domy za Mrągowem bez wydania z siebie choćby szmeru i mierzymy się z pierwszym odcinkiem szutrowym. Wybieram nowy tryb jazdy RallySport, który został pomyślany właśnie na takie chwile w życiu: ustawiony jest na maksymalną moc reakcji napędu, ale z wyraźnym przesunięciem na oś tylną, oczekującą nawet całkiem głębokich uślizgów tylnej osi.
Wciśnij gaz na takiej drodze i wszystkie cztery koła będą szukały trakcji aż do prędkości około 50 km/h. Otwieram oczy z zaskoczenia, ale nie onieśmielam się tym, bo wiem, że – jak to w nowych autach – tu wszystko jest na pokaz, jako wynik precyzyjnie kontrolującej tak naprawdę każdy ruch elektroniki. Takie JP na 50 procent: daje już adrenalinkę, ale nie na tyle, żeby było ryzyko zrobienia sobie krzywdy.
Podczas gdy elektryczny napęd zaczyna już wydawać jakieś bojowe odgłosy z głośników, na cichych bohaterów wyrastają dwa inne składniki: drogie w takim rozmiarze, ale absolutnie świetne i dużo bardziej wszechstronne niż wskazywałby na to ich bieżnik opony Michelin Crossclimate 2 oraz to zawieszenie.

Pomimo dużej masy elektryka, jak i dużej masy nieresorowanej kół z takim ogumieniem, doskonale kontroluje ono całą kinematykę. Przechyłów jest dokładnie tyle, ile potrzeba, by zachować przyczepność nawet na szybkich łukach na luźnej nawierzchni, a przy wolniejszych sekcjach ustawić sobie tył do profesorskiego złożenia się w zakręt. Solidne elementy podwozia ewidentnie nie mają też problemu ze zbieraniem bęcków podczas ostrej jazdy – wręcz przeciwnie.
Praw fizyki ostatecznie nie da się jednak oszukać i trzeba uważać zwłaszcza na dohamowaniach, bo pomimo nowych hamulców Brembo tę dużą masę czuć. Niemniej w takich warunkach składa się to na naprawdę profesjonalną całość, która pozwala mi szybko złapać rytm i bawić się dobrymi osiągami dużo bardziej, niż w elektryku powinienem mieć prawo.

Ford Mustang Mach-E Rally (2026) na trasie Rajdu Polski

Ford Mustang Mach-E Rally (2026) na trasie Rajdu Polski
Można tutaj poczuć się jak w rajdówce, ale można też jak w jednej z tych zabawek ze zwiększonym prześwitem powstałych na bazie aut sportowych. Tak, zestawiam w jednym zdaniu elektrycznego Forda z Porsche 911 Dakarem i Lamborghini Huracanem Sterrato. Jak pokazał ich sukces, potrzebujemy więcej takich aut, ale z jakiegoś powodu nadal dostajemy je w śladowych ilościach. Jeszcze będzie z tego moda, zobaczycie.
Zanim ktoś powie „super, ale dopiero co by to było za auto, gdyby mu wsadzić silnik spalinowy”, to ja mówię, że gorsze. Elektryczny, rajdowy Mustang może być ciężki, ale zdecydowana większość z tych ponad dwóch ton ulokowana jest między osiami i tuż przy podłodze, przez co nawet w takich warunkach koła mają zapewnioną dobrą przyczepność. Na hopie Rosochackie, jakkolwiek bym się nie starał, Mustang nie oderwie kół od nawierzchni.
Przez wiele lat byłem zdania, że elektryczne napędy na cztery koła bez fizycznego połączenia pomiędzy kołami nigdy nie będą tak dobre jak mechaniczne odpowiedniki. Jeździłem nawet kiedyś potwierdzającą moją teorię rajdową Skodą Fabią R5 z Mistrzostw Austrii, która została przerobiona na napęd elektryczny, ale dalej przekazywała go przez klasyczne dyfry.

Ford Mustang Mach-E Rally (2026) na trasie Rajdu Polski

Ford Mustang Mach-E Rally (2026) na trasie Rajdu Polski
Dzięki temu w jednym trybie jazdy możemy się bawić stawianiem auta bokiem do zakrętu i następnie utrzymywaniem go w tym wychyle samym pedałem gazu, a w innym spiąć obydwie osie jak we współczesnej rajdówce. Oczywiście można też zrobić wszystko źle i wypłużyć przodem, ale profesjonalny kierowca rajdowy by się odnalazł za kierownicą tej trudnej do zakwalifikowania, ale ostatecznie poważnej konstrukcji.

Ford Mustang Mach-E Rally (2026) na trasie Rajdu Polski

Ford Mustang Mach-E Rally (2026) na trasie Rajdu Polski

Ford Mustang Mach-E Rally (2026) na trasie Rajdu Polski
Z Mazur wracam (po kolejnej godzince spędzonej na ładowarce, ale przynajmniej na dobrej kolacji w restauracji Mazurski Dwór – polecam!) z ważnymi obserwacjami. Czas Mikołajek jako rajdowej stolicy Polski już minął. Jeszcze przez cały czas świeży i zadbany tor Mikołajki Arena stoi pusty. Na setkach kilometrów szutrowych dróg płynie normalne życie: na odcinkach, na których dla przyjezdnych nieodzowne są drogie SUV-y, kurierzy i miejscowi codziennie pokonują dostawczakami i zapakowanymi po dach Passatami.
Infrastruktura pozbawionych asfaltu dróg jest tu dla mnie fascynująca: w niektórych miejscach tworzy duże skrzyżowania z wieloma znakami i wiaduktami, w innych bajkowe obrazki z kamienną posadzką pamiętającą czasy Prus.
Tymczasem czas takich aut jak Ford Mustang Mach-E Rally jeszcze nie nastąpił. Do tego potrzeba jednak niczego innego jak czasu. W obiektywnych kategoriach Ford w końcu już udowodnił, że rajdówki na prąd mogą mieć sens jako coś więcej niż tylko zdalnie sterowane zabawki. I nie mówię tutaj o swojej heroicznej podróży, a wyniku ostatniego Pikes Peak. 21 czerwca 104. edycję kultowego amerykańskiego wyścigu górskiego do chmur wygrał nikt inny jak Romain Dumas za sterami Forda Super Mustanga Mach-E.

Nasza ocena
Plusy
Minusy
Choć wydaje się to przeciwne logice, elektryczny napęd w połączeniu z wprowadzonymi do tej wersji zmianami przyniosły zadziwiająco sensowny efekt. To dobre auto sportowe do zabaw na trasach Rajdu Polski, gdy ten jeszcze był rozgrywany na słynnych na cały świat szutrach biegnących przez mazurskie wsie i pola. To też najlepszy Mustang Mach-E, który w wersji Rally zyskał dużo więcej wszechstronności i charakteru. Oczywiście takie nieudawane podzespoły muszą swoje kosztować. Tak dokładnie to 321 100 zł. Z jednej strony – drogo, z drugiej – taniej od BMW M2. Crossover Forda raczej nie zabierze żadnych klientów koncernowi z Monachium, ale dowiedzieliśmy się, że elektryki mają na to już przynajmniej matematyczne szanse.

Źrdło: https://v10.pl/ | 25.07.2026 18:20
W ten weekend odbywa się Rajd Polski – po raz pierwszy na Śląsku. Z tej okazji żegnamy się z kultowymi odcinkami na Mazurach, które gościły go przez ostatnie 20 lat. I przy okazji staramy się znaleźć odpowiedź na kluczowe pytanie o przyszłość rajdów.
Elektromobilność i motorsport mają ze sobą nie po drodze. Gdy tylko włodarze Formuły 1 postanowili w tym roku zmienić jej formułę i zwiększyć rolę elektrycznej części napędu, cały świat zobaczył, jak bardzo jest to głupie i wręcz niewykonalne. Część zespołów i kierowców zaczęło przyrównywać to nowe ściganie do Formuły E, tak jak by to była jakaś najgorsza obelga.
To był nieoczekiwany przypływ szczerości. Prawda jest taka, że pomimo starań całego przemysłu motoryzacyjnego i wielu innych gigantów technologicznych, Formuła E nie jest i nigdy nie będzie popularna. Zaprojektowana z wielkim rozmachem i przy wsparciu najgłośniejszych nazwisk na świecie seria Extreme E, w której mieszane załogi męsko-damskie w elektrycznych buggy rywalizowały w rajdach cross-country w najbardziej egzotycznych zakątkach Ziemi, wytrzymała tyko cztery sezony i zawinęła się pod koniec 2025 r. Nie obchodziło Cię to wtedy i nie obchodzi teraz.

Do tego zadania wybrałem akurat to auto, bo uważam go za najfajniejszego elektryka na rynku. Te hiperauta o mocach po dwa tysiące koni? Dajcie spokój, na co to komu potrzebne. Tutaj mamy dalej więcej niż wystarczający potencjał: napęd jest z topowego Mustanga Mach-E GT, a więc na cztery koła przekazywane jest 487 KM i 950 Nm (dla porównania – obecne auta WRC mają około 380 KM i 420 Nm). W wirtualnym wyścigu taki rajdowy elektryk na prostej szedłby łeb w łeb z maszyną urzędujących Mistrzów Świata – do 100 km/h przyspiesza w 3,5 s.

Ford Mustang Mach-E Rally (2026) na trasie Rajdu Polski

Ford Mustang Mach-E Rally (2026) na trasie Rajdu Polski

Ford Mustang Mach-E Rally (2026) na trasie Rajdu Polski
Co jednak dużo ciekawsze to co robi ten Mustang po tym, gdy prosta przejdzie w zakręt. Mam wrażenie, że na całym świecie nie ma drugiej takiej firmy jak Ford, która potrafiłaby z absolutnie zwyczajnych aut robić tak genialne zabawki. Pomijam Escorta Mexico czy Sierrę RS500 z przedpotopowych czasów, ale nawet lista z czasów współczesnych jest imponująco długa. Zobaczcie, jakich trudnych nawet do wyobrażenia wcześniej supermocy nabrała Fiesta ST czy Ranger Raptor. Cholera, nawet Transit Custom MS-RT im wyszedł.
Mówię z ręką na sercu, że wszystkie z tych aut z normalnych konstrukcji nagle stały się najlepiej jeżdżącymi autami na całym rynku. Jak się miałem nie raz i nie dwa osobiście przekonać, w dziale od 2025 r. nazywanym Ford Racing pracują osoby naprawdę znające się na robocie i absolutnie zafiksowane na jej punkcie.
…ale żeby od razu brać się za elektryka? To nie mogło być takie proste, prawda? Wskazują na to obiektywne fakty. Po pierwsze waga: elektryki są ciężkie i ten też jest. W wersji z napędem na cztery koła, większym akumulatorem i całym tym rajdowym osprzętem jego waga zbliża się do całkiem absurdalnie brzmiących 2,3 tony. Po drugie: sportowe elektryki nie są interesujące. Tylko spójrzcie na wyniki oglądalności Formuły E.

Ford Mustang Mach-E Rally (2026) na trasie Rajdu Polski

Ford Mustang Mach-E Rally (2026) na trasie Rajdu Polski

Ford Mustang Mach-E Rally (2026) na trasie Rajdu Polski
Myślę jednak, że Mustang Mach-E trochę niesprawiedliwie obrywa tutaj w ramach zbiorczej odpowiedzialności, bo pod pewnymi względami to ciekawy elektryk. Na pewno nie jest najlepszy w tradycyjnych kategoriach aut tego typu: przestronność kabiny jest ok jak na auto rodzinne, ale bagażniki o pojemności 402 l z tyłu (przy wersji AWD) i 100 l z przodu nie tak duże jak w Tesli. Multimedia też są ok, ale zdążyli się już poprawić konkurenci z nowocześniejszymi systemami. Ale Ford ma jednak w sobie coś, co jest teraz autom elektrycznym potrzebne bardziej niż duży akumulator i domowy wallbox dorzucany w cenie.
W okolicach czasowych premiery Mustanga Mach-E pod koniec 2019 r. prezes Forda Jim Farley wyznał, że po tym gdy zobaczył wstępne modele 3D historycznego, pierwszego elektryka tej marki, powiedział „zabierajcie to z moich oczu”. I projektanci zabrali, a następnie wrócili z tym. I wpadli na pomysł, by z kolejnego anonimowego kompaktowego crossovera, który nikogo nie obchodzi, zrobić Mustanga.

Dokleili jego światła z przodu i z tyłu, koniki na masce i klapie bagażnika, dali Mustanga w nazwie. Niby głupie, ale jednak genialne, bo zadziałało. A działało przynajmniej na początku, bo w pierwszych latach model schodził jak świeże bułeczki i dobrze się przyjął też w Polsce.
Ostatnie wyniki wskazują duży spadek jego popularności (winne wygasanie programów dopłat i ta nieznośna konkurencja z Chin). Sam producent nie dalej jak miesiąc temu wyznał, że model ten nie doczeka się następcy. Prezentowaną wersję potraktujmy więc jako „ostatni taniec” tego w gruncie rzeczy dobrego modelu, który sam tak naprawdę w niczym nie zawinił – tylko otaczająca go rzeczywistość się zmieniła.

To znaczy: trochę jest. Podczas podróży na trasę rajdu z Warszawy nie odkryliśmy nagle cudownego rozwiązania i po przejechaniu 300 km do Mikołajek okazało się, że właśnie na mniej więcej taki dystans żwawej jazdy pozwala duży przecież akumulator 91 kWh. Maksymalna moc ładowania wynosi tu mocno średnie jak na dzisiejsze standardy 150 kW, ale na całych Mazurach i Warmii w trójkącie Olsztyn – Suwałki – jeden Greenway pod przypadkowym blokiem w Łomży i tak nie ma mocniejszej ładowarki.
Na upartego jednak rajd elektryków zorganizujesz, ale to tylko dlatego, że dzisiejsze rajdy i tak stały się już absurdalnie krótkie. Ostatnia runda Mistrzostw Polski zorganizowana w tych stronach liczyła 800 km, z czego niecałe 200 km odcinków specjalnych rozbitych na trzy dni.
Podczas postoju na ładowarce mam przynajmniej czas pocmokać nad tymi naprawdę przekonującymi nowymi częściami, które zostały wpuszczone w wersję Rally. Tych wbrew pozorom nie ma aż tak dużo, ale udaje im się znana z Fordów z dopiskami ST, Raport itd. sztuka transformacji Clarka Kenta w supermana.

Ku mojemu zaskoczeniu zawieszenie nie zostało wymienione na jakieś wyczynowe amortyzatory Foxa jak w Rangerze Raptorze, a tylko magnetoreologiczny (trudne słowo – chodzi o aktywny) zestaw znany z Mustanga GT zyskał o cal większy prześwit oraz inne ustawienia dostosowane do jazdy poza asfaltem. W tym samym celu zmieniono jeszcze tylko tuleje i drążki stabilizacyjne, a cały hardware przykryto od spodu solidną płytą, by go nie zniszczyć latającymi kamieniami.
Pomijając to krzykliwe i dodające CO NAJMNIEJ 20 koni malowanie nadwozia, z zewnątrz nowe są tylko detale. Ale za to jakie! Rasowy splitter z przodu poprawiający kąt natarcia, białe felgi udające kultowe OZ Rally z Focusa WRC świętej pamięci Colina McRae, a z tyłu skrzydło rzewnie wspominające czasy świętej pamięci Focusa RS. W jego czasach mówiłem, że kolejny raz taki spojler zobaczymy już na elektryku i się nie myliłem. I to jest zła wiadomość, a dobra jest taka, że mogło wyjść gorzej.
W środku zmian jest jeszcze mniej. Ograniczają się one właściwie do jednego elementu, ale o tyle świetnie wyglądających, co i wyprofilowanych foteli kubełkowych. Ford w takich modelach nie cacka się w pozorowanie zmian, tylko poprawia to, co naprawdę jest potrzebne, i tak jest i tym razem. Chwała Panu, że nie ma tu żadnych obciachowych czerwonych przycisków i gadki o analogowych doznaniach.

Ford Mustang Mach-E Rally (2026) na trasie Rajdu Polski

Ford Mustang Mach-E Rally (2026) na trasie Rajdu Polski

Ford Mustang Mach-E Rally (2026) na trasie Rajdu Polski
Mijamy ostatnie domy za Mrągowem bez wydania z siebie choćby szmeru i mierzymy się z pierwszym odcinkiem szutrowym. Wybieram nowy tryb jazdy RallySport, który został pomyślany właśnie na takie chwile w życiu: ustawiony jest na maksymalną moc reakcji napędu, ale z wyraźnym przesunięciem na oś tylną, oczekującą nawet całkiem głębokich uślizgów tylnej osi.
Wciśnij gaz na takiej drodze i wszystkie cztery koła będą szukały trakcji aż do prędkości około 50 km/h. Otwieram oczy z zaskoczenia, ale nie onieśmielam się tym, bo wiem, że – jak to w nowych autach – tu wszystko jest na pokaz, jako wynik precyzyjnie kontrolującej tak naprawdę każdy ruch elektroniki. Takie JP na 50 procent: daje już adrenalinkę, ale nie na tyle, żeby było ryzyko zrobienia sobie krzywdy.
Podczas gdy elektryczny napęd zaczyna już wydawać jakieś bojowe odgłosy z głośników, na cichych bohaterów wyrastają dwa inne składniki: drogie w takim rozmiarze, ale absolutnie świetne i dużo bardziej wszechstronne niż wskazywałby na to ich bieżnik opony Michelin Crossclimate 2 oraz to zawieszenie.

Pomimo dużej masy elektryka, jak i dużej masy nieresorowanej kół z takim ogumieniem, doskonale kontroluje ono całą kinematykę. Przechyłów jest dokładnie tyle, ile potrzeba, by zachować przyczepność nawet na szybkich łukach na luźnej nawierzchni, a przy wolniejszych sekcjach ustawić sobie tył do profesorskiego złożenia się w zakręt. Solidne elementy podwozia ewidentnie nie mają też problemu ze zbieraniem bęcków podczas ostrej jazdy – wręcz przeciwnie.
Praw fizyki ostatecznie nie da się jednak oszukać i trzeba uważać zwłaszcza na dohamowaniach, bo pomimo nowych hamulców Brembo tę dużą masę czuć. Niemniej w takich warunkach składa się to na naprawdę profesjonalną całość, która pozwala mi szybko złapać rytm i bawić się dobrymi osiągami dużo bardziej, niż w elektryku powinienem mieć prawo.

Ford Mustang Mach-E Rally (2026) na trasie Rajdu Polski

Ford Mustang Mach-E Rally (2026) na trasie Rajdu Polski
Można tutaj poczuć się jak w rajdówce, ale można też jak w jednej z tych zabawek ze zwiększonym prześwitem powstałych na bazie aut sportowych. Tak, zestawiam w jednym zdaniu elektrycznego Forda z Porsche 911 Dakarem i Lamborghini Huracanem Sterrato. Jak pokazał ich sukces, potrzebujemy więcej takich aut, ale z jakiegoś powodu nadal dostajemy je w śladowych ilościach. Jeszcze będzie z tego moda, zobaczycie.
Zanim ktoś powie „super, ale dopiero co by to było za auto, gdyby mu wsadzić silnik spalinowy”, to ja mówię, że gorsze. Elektryczny, rajdowy Mustang może być ciężki, ale zdecydowana większość z tych ponad dwóch ton ulokowana jest między osiami i tuż przy podłodze, przez co nawet w takich warunkach koła mają zapewnioną dobrą przyczepność. Na hopie Rosochackie, jakkolwiek bym się nie starał, Mustang nie oderwie kół od nawierzchni.
Przez wiele lat byłem zdania, że elektryczne napędy na cztery koła bez fizycznego połączenia pomiędzy kołami nigdy nie będą tak dobre jak mechaniczne odpowiedniki. Jeździłem nawet kiedyś potwierdzającą moją teorię rajdową Skodą Fabią R5 z Mistrzostw Austrii, która została przerobiona na napęd elektryczny, ale dalej przekazywała go przez klasyczne dyfry.

Ford Mustang Mach-E Rally (2026) na trasie Rajdu Polski

Ford Mustang Mach-E Rally (2026) na trasie Rajdu Polski
Dzięki temu w jednym trybie jazdy możemy się bawić stawianiem auta bokiem do zakrętu i następnie utrzymywaniem go w tym wychyle samym pedałem gazu, a w innym spiąć obydwie osie jak we współczesnej rajdówce. Oczywiście można też zrobić wszystko źle i wypłużyć przodem, ale profesjonalny kierowca rajdowy by się odnalazł za kierownicą tej trudnej do zakwalifikowania, ale ostatecznie poważnej konstrukcji.

Ford Mustang Mach-E Rally (2026) na trasie Rajdu Polski

Ford Mustang Mach-E Rally (2026) na trasie Rajdu Polski

Ford Mustang Mach-E Rally (2026) na trasie Rajdu Polski
Z Mazur wracam (po kolejnej godzince spędzonej na ładowarce, ale przynajmniej na dobrej kolacji w restauracji Mazurski Dwór – polecam!) z ważnymi obserwacjami. Czas Mikołajek jako rajdowej stolicy Polski już minął. Jeszcze przez cały czas świeży i zadbany tor Mikołajki Arena stoi pusty. Na setkach kilometrów szutrowych dróg płynie normalne życie: na odcinkach, na których dla przyjezdnych nieodzowne są drogie SUV-y, kurierzy i miejscowi codziennie pokonują dostawczakami i zapakowanymi po dach Passatami.
Infrastruktura pozbawionych asfaltu dróg jest tu dla mnie fascynująca: w niektórych miejscach tworzy duże skrzyżowania z wieloma znakami i wiaduktami, w innych bajkowe obrazki z kamienną posadzką pamiętającą czasy Prus.
Tymczasem czas takich aut jak Ford Mustang Mach-E Rally jeszcze nie nastąpił. Do tego potrzeba jednak niczego innego jak czasu. W obiektywnych kategoriach Ford w końcu już udowodnił, że rajdówki na prąd mogą mieć sens jako coś więcej niż tylko zdalnie sterowane zabawki. I nie mówię tutaj o swojej heroicznej podróży, a wyniku ostatniego Pikes Peak. 21 czerwca 104. edycję kultowego amerykańskiego wyścigu górskiego do chmur wygrał nikt inny jak Romain Dumas za sterami Forda Super Mustanga Mach-E.

Nasza ocena
Plusy
Minusy
Choć wydaje się to przeciwne logice, elektryczny napęd w połączeniu z wprowadzonymi do tej wersji zmianami przyniosły zadziwiająco sensowny efekt. To dobre auto sportowe do zabaw na trasach Rajdu Polski, gdy ten jeszcze był rozgrywany na słynnych na cały świat szutrach biegnących przez mazurskie wsie i pola. To też najlepszy Mustang Mach-E, który w wersji Rally zyskał dużo więcej wszechstronności i charakteru. Oczywiście takie nieudawane podzespoły muszą swoje kosztować. Tak dokładnie to 321 100 zł. Z jednej strony – drogo, z drugiej – taniej od BMW M2. Crossover Forda raczej nie zabierze żadnych klientów koncernowi z Monachium, ale dowiedzieliśmy się, że elektryki mają na to już przynajmniej matematyczne szanse.

Źrdło: https://v10.pl/ | 25.07.2026 18:20
Źrdło: https://moto.wp.pl/ | 24.07.2026 9:54
Źrdło: https://moto.wp.pl/ | 24.07.2026 9:40
Funkcjonariusze z Niska zauważyli motocyklistę, który jechał zdecydowanie za szybko. Postanowili go zatrzymać, ale mężczyzna zignorował sygnały i zaczął uciekać. Akcja przerodziła się w kilkukilometrowy pościg, podczas którego kierujący złamał szereg przepisów.Źrdło: https://moto.wp.pl/ | 23.07.2026 8:30
Źrdło: https://moto.wp.pl/ | 22.07.2026 13:58
Źrdło: https://moto.wp.pl/ | 19.07.2026 13:54
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22
klimatyzacja samochodowa w Łodzi