
- osobowych
- dostawczych
- terenowych (4x4)
- sprzedaż
- montaż
- naprawa
- przechowalnia
Sklep Online: oponyfelgilodz.pl - nowe opony
Poczta elektroniczna:
opony@uzywaneopony.net
Danpol Łódź to firma świadcząca profesjonalne usługi w zakresie wymiany i
sprzedaży felg stalowych i aluminiowych oraz opon nowych i używanych do
samochodów osobowych, terenowych, dostawczych, motocykli zarówno dla
klientów indywidualnych jak i małych podmiotów gospodarczych oraz innych firm z
terenu województwa łódzkiego. Wykonujemy również wszelkie naprawy bieżące
(przeguby, półosie, klocki i szczęki hamulcowe, amortyzatory, sprężyny itp).
Oferujemy akcesoria do felg i opon (śruby do felg, pierścienie centrujące, nakrętki do felg,
zabezpieczenia kół, wentyle chromowane, dętki).
Nasza solidna fachowa i wyszkolona załoga służy pomocą doradczą a nowoczesne
maszyny i urządzenia wulkanizacyjne gwarantują profesjonalne i rzetelne
wykonanie usługi.
Serdecznie zapraszamy do naszej nowej strony internetowej gdzie mogą Państwo zapoznać się z proponowaną przez nas ofertą.
Serdecznie zapraszamy do współpracy!
więcej informacji na naszej oficjalnej stronie:
>> www.uzywaneopony.net <<
Шиномонтаж в Danpol легко и быстро. Наш шиномонтаж в Лодзи готов предложить Вам широкий спектр услуг по ремонту шин,правке штампованных дисков и балансировке колес и колесных дисков. Мы используем высокотехнологическое оборудование от производителей мирового класса, которое позволяет достичь высоких результатов при шиномонтаже и балансировке колес.
Предлагаем широкий спектр услуг по монтажу и демонтажу колёс, ремонту, балансировке, а так же переобувке.
Операции по демонтажу и последующей установке шин, их ремонт проводятся на ваших глазах и занимают считанные минуты, а накопленный за годы работы опыт наших сотрудников позволяет нам делать это не только быстро, но в первую очередь качественно и аккуратно, не нанося повреждений на покрытие диска.
Źrdło: https://www.money.pl/ | 3.07.2026 19:02
Źrdło: https://www.money.pl/ | 3.07.2026 19:01
Źrdło: https://www.money.pl/ | 3.07.2026 18:59
Źrdło: https://www.money.pl/ | 3.07.2026 18:58
Uważaj, Audi! Skoda już od kilku lat konsekwentnie wycofuje się z pozycji ubogiego krewnego znanych marek premium i nie boi się robić samochodów, do których polscy klienci mają pałać podobnym pożądaniem. Nowy flagowiec jest tego jak do tej pory najbardziej jednoznacznym i ambitnym sygnałem: nie pozostawia niedomówień z elektrycznym napędem z dużym akumulatorem 91 kWh, zasięgiem 640 km, komfortową przestrzenią dla siedmiu osób i zwrotnością miejskiego hatchbacka.
Skoda Peaq to nie jest po prostu kolejny elektryk na rynku – to najbardziej zaawansowany technicznie i największy model w ponad stuletniej historii tej marki i wyraźny sygnał, że jest ona gotowa stawić czoła agresywnej konkurencji z Chin… przy okazji podbierając też klientów innym markom z Europy.
Choć można by się spodziewać, że przez elektryczny napęd rynkowy oddźwięk Peaqa będzie ograniczony, to zapowiada on zmianę rozkładu sił również w Polsce. Oto dlaczego.

Skoda Peaq (2026)

Skoda Peaq (2026)

Skoda Peaq (2026)
Jeśli (słusznie) miałeś Kodiaqa za duży samochód, to stań teraz koło tego: Skoda Peaq mierzy 487,4 cm długości, co oznacza, że jest aż o 11,6 cm dłuższa od dotychczas największego modelu marki. W kolejnych kategoriach przewaga tylko rośnie za sprawą wykorzystania dającego się wydajnie upakować elektrycznego napędu: rozstaw osi wynosi tu imponujące 296,5 cm (o 17,4 cm więcej niż w Kodiaqu i o 12,4 cm więcej niż w Superbie).
Podświadomie oczekujesz zapewne od mierzącego blisko 5 metrów SUV-a ociężałości w wyglądzie i prowadzeniu. Ale elektryczny napęd i tutaj daje pewne bonusy: ułożony pod podłogą akumulator będzie wzmacniał stabilność na zakrętach, a możliwość głębokiego skrętu przednich kół (brak silnika spalinowego przy przedniej osi) daje rewelacyjny promień skrętu, wynoszący zaledwie 9,9 metra! To wynik lepszy niż w Fabii czy innych miejskich hatchbackach – Peaq będzie się więc odnajdował i na autostardach, i na ciasnym parkingu pod galerią handlową.

Skoda Peaq (2026)

Skoda Peaq (2026)

Skoda Peaq Sportline (2026)
Dobrze znana z każdego auta elektrycznego walka o każdy kilometr zasięgu sprawia, że i taki siedmioosobowy klocek musi odznaczać się dobrą aerodynamiką. Napęd tego typu umożliwia jednak osiąganie naprawdę dobrych wyników w tym zakresie. Duży Peaq osiąga godny uznania przy tych gabarytach współczynnik oporu powietrza Cx 0,249. W bonusie przełoży się to też na niższy poziom szumu powietrza w trasie.
Przy takich parametrach napędu można się już pokusić o pociągnięcie przyczepy. W przypadku Peaqa jej maksymalna masa wynosi 1800 kg dla wersji 60 i 90 oraz całe 2000 kg dla 90x. To już wymierna zaleta dla SUV-a, który z definicji ma być wszechstronny.

Skoda Peaq (2026)

Skoda Peaq (2026)

Skoda Peaq (2026)

Skoda Peaq (2026)

Skoda Peaq (2026)
Póki co mój kontakt ze Skodą Peaq ograniczył się wyłącznie do nieruchomego egzemplarza przedprodukcyjnego, ale klimat już poczułam: zamykasz za sobą masywne drzwi (którym towarzyszy głuchy, soczysty dźwięk znany z limuzyn klasy wyższej) i przenosisz się do innej rzeczywistości. Odcinasz się od hałasu i skupiasz na wnętrzu zaprojektowanym w myśl nowego języka stylistycznego marki Modern Solid.
Starałam się, ale w środku nie znalazłam twardych plastików czy taniego skaju udającego skórę: kabinę wypełniają pozyskane w zrównoważony w sposób, a przyjemne w dotyku materiały o zgodnych z trendami kolorach i wzorach. Wśród opcji pojawia się innowacyjna tapicerka Techstone. To takie premium zgodne z duchem czasu: bezpretensjonalne i realnie przyjazne dla środowiska.
Ten sam język stylistyczny Modern Solid z zewnątrz przybliża Peaqa z wyglądu do pozostałych elektrycznych crossoverów marki, zwłaszcza pokazaną światu niewiele wcześniej Skodę Epiq. Na drodze będzie robiło wrażenie: projekt przodu, nazwany przez producenta Tech-Deck Face, buduje uznanie w hierarchii na drodze, a przy okazji zgrabnie maskuje obecność całej armii radarów i kamer dbających o bezpieczeństwo osób na pokładzie.
Co wymowne, ponad nimi na masce próżno już szukać tradycyjnego logo ze strzałą – ich miejsce zajął wyrazisty napis z nazwą marki. Tak Skoda wchodzi w przyszłość!

Skoda Peaq (2026)

Skoda Peaq (2026)

Skoda Peaq (2026)

Skoda Peaq (2026)
Jako elektryczny model flagowy, Peaq ma manifestować sumę wszystkich możliwości Skody w zakresie nowych technologii i rozwiązań, które staną się nam potrzebne w najbliższych latach. I rzeczywiście jest na bieżąco z nowinkami na praktycznie wszystkich frontach, a tych jest wiele.
Z jednej strony mamy tu więc duży ekran o przekątnej 13,6 cala, na którym znajduje się nowe menu z natywnym wykorzystaniem map Google’a, Spotify’a oraz Youtube’a (od teraz postoje na ładowarkach zaczną mijać wręcz za szybko…). Jest też funkcja cyfrowego klucza, którego można wgrać do smartfona albo smartwatcha.
To super rozwiązanie, które pozwala na przykład na zdalne udostępnienie auta drugiej osobie na określony wycinek czasowy. To jedno z tych rozwiązań, którymi Peaq nawiązuje do dobrych tradycji marki przybliżania elementów wyposażenia do tej pory zarezerwowanych dla aut wyższych klas… tyle tylko, że w 2026 r. oznacza to już coś całkiem innego niż w czasach pierwszych aktywnych tempomatów czy poduszki powietrznej po stronie pasażera… Swoją drogą, tych jest tutaj aż dziesięć, a kierowca może liczyć na zaktualizowanego, jeszcze bardziej rozbudowanego asystenta jazdy Travel Assist.
Zgodnie z najnowszymi trendami, Peaq wyposażony jest też funkcje V2H (ładowanie Vehicle-to-Home) raz V2G (Vehicle-to-Grid). Dzisiaj oddawanie prądu z auta elektrycznego może brzmieć bez sensu, ale już w najbliższych latach znaczenie tych rozwiązań ma bardzo wzrosnąć i pomóc w optymalnej gospodarce całej infrastruktury energetycznej. Będzie to przynosiło wymierne korzyści użytkownikom na przykład w postaci niższych opłat za prąd w taryfach dynamicznych, czy wręcz dopłatach za możliwość skorzystania z auta jak z power banku. A przy okazji użytkownikowi pozostaje jeszcze możliwość podładowania gdzieś na wakacjach e-bike’a albo podłączenia czajnika na biwaku.

Skoda Peaq (2026)

Skoda Peaq (2026)
Prawda. Co powstaje w wyniku połączenia zawsze trochę większych wnętrz niż konkurenci Skody z autem o tak dużych gabarytach? SUV mieszczący z zapasem wszystko, co tylko sobie wymyślisz. Peaq będzie występował w wydaniu pięcio- lub siedmioosobowym. Temu drugiemu nawet po zabraniu wszystkich osób na pokład dalej zostaje jeszcze 299 l miejsca na bagaże. Wariant pięcioosobowy mieści już godne dużego vana 935 l.
W jednym i drugim wariancie można złożyć wszystkie fotele aż do przedniego rzędu, co daje przestrzeń 2075 lub 2150 l. A do tego pozostaje jeszcze dodatkowy schowek pod maską z przodu o pojemności 37 l na kable i inne elementy, którymi nie chcesz zabrudzać kufra. Wytrzymałam z wypowiedzeniem magicznego „to jest Simply Clever!” aż do tego momentu tekstu, ale dłużej już nie dam rady – to jest Skoda w takiej formie, jaką lubię.

Skoda Peaq (2026)

Skoda Peaq (2026)
Podzielę się z Wami kolejnym górnolotnym stwierdzenie: z modelem Peaq Skoda otwiera nowy rozdział w swojej historii. Ale piszę to bez przesady, bo to duże wydarzenie dla całego rynku – tej konstrukcji powinni z uwagą przyjrzeć się też inżynierowie konkurencyjnych, o wiele droższych marek. Ceny nie są jeszcze znane, ale z rozmów z przedstawicielami marki podczas premiery modelu wynika, że będą spozycjonowane na bardzo konkurencyjnym poziomie. Peaq zapowiada się więc na przemyślaną pod każdym względem i naprawdę sensowną opcją na polskim rynku.
Jeśli miałabym wskazać, kto najbardziej się powinien zainteresować tym modelem, wskazałabym:
Nowoczesne rodziny ceniące przestrzeń i technologię: Peaq daje dostęp do nowinek technicznych i wielu aplikacji wyświetlanych na dużym ekranie, a przy tym nie zapomina o tradycyjnej specjalizacji Skody, to jest wprost ogromnej przestrzeni dla wszystkich na pokładzie.
Osoby uprawiające sporty outdoorowe: akumulator o pojemności znanej do tej pory tylko z dużo droższych SUV-ów pozwoli dojechać na jednym ładowaniu nad morze czy w góry, a na miejscu doceni się możliwość ładowania sprzętów z gniazdka, zdalnej aktywacji ogrzewania postojowego oraz zastosowania kluczyka w smartwatchu.
Użytkwników z wallboxem i magazynem energii: z pomocą tak dużego akumulatora i funkcji V2G już teraz koszty ładowania przy wykorzystaniu dynamicznych taryf można zbijać do poziomu, przy którym koszt pokonania 100 km w praktyce będzie wynosił tylko kilka złotych. W kolejnych latach rozdźwięk pomiędzy kosztami eksploatacji takiej eksploatacji a spalinowego odpowiednika będzie tylko rósł.
Peaq to ostateczny dowód na to, że Skoda osiągnęła w zakresie nowych technologii już tytułowy szczyt: akumulator o pojemności użytkowej 91 kWh i moc sięgająca 300 KM zapewniają mu osiągi SUV-a premium. Na to wszystko nałożona została tymczasem mega-pojemna kabina, która nie pozostawia konkurencji szans w zakresie funkcjonalności – no chyba, że mówimy o jakimś dużym vanie. Widać, że Skoda jest dumna ze swojego osiągnięcia, bo i Peaq ma bardzo pewną siebie prezencję na drodze.
Julia Mikołajczyk
Dziennikarka
Źrdło: https://v10.pl/ | 3.07.2026 18:37
Źrdło: https://www.money.pl/ | 3.07.2026 17:39
Oficjalny polski cennik trzeciej generacji Nissana Leafa właśnie ujrzał światło dzienne. Japoński pionier elektromobilności, który przez lata kojarzył się z miejskim hatchbackiem, przeszedł całkowitą metamorfozę – nowy model na rok 2026 to modny, futurystyczny crossover.
Cena startowa na poziomie 149 900 zł brzmi bardzo konkurencyjnie, a pierwsi klienci mogą liczyć na dodatkowe upusty w przedsprzedaży.
Trzecie wcielenie Leafa zbudowano na nowoczesnej platformie CMF-EV (znanej z modelu Ariya). Choć auto urosło „w górę”, to jego długość skróciła się o 14 cm (wynosi teraz 4350 mm), a rozstaw osi zmniejszył się zaledwie o centymetr. Wizualnie samochód stawia na zaawansowaną aerodynamikę i odważny design – przód zdobi pas świetlny i reflektory w kształcie litery V, a tył z kwadratowymi LED-ami przypomina pojazd koncepcyjny.
Wewnątrz znajdziemy cyfrowy kokpit z dwoma dużymi ekranami, choć projektanci na szczęście zachowali część fizycznych przycisków. Bagażnik oferuje solidne 437 litrów pojemności (1052 litry po złożeniu kanapy).
Decydując się na Nissana Leaf, polscy klienci będą mieli do wyboru dwie konfiguracje baterii i mocy (obie z napędem na przód):
W obu przypadkach naładowanie baterii od 20% do 80% na szybkiej ładowarce zajmuje zaledwie 27 minut. Standardem jest pokładowa ładowarka AC 11 kW z technologią V2L (zasilanie urządzeń zewnętrznych) oraz gotowością do systemów V2G i V2H.

Nowy Nissan Leaf (Fot. Nissan)

Nowy Nissan Leaf (Fot. Nissan)

Nowy Nissan Leaf (Fot. Nissan)

Nowy Nissan Leaf (Fot. Nissan)

Nowy Nissan Leaf (Fot. Nissan)
Standardowy cennik obejmuje cztery wersje wyposażenia. Jeśli jednak zdecydujesz się na zakup w przedsprzedaży, na wybranych wariantach (oznaczonych poniżej) zaoszczędzisz 5000 zł:
| Wersja wyposażenia | Bateria 52 kWh | Bateria 75 kWh |
| Engage | 149 900 zł | 169 900 zł |
| Advance | 162 900 zł (w przedsprzedaży: 157 900 zł) | 179 900 zł |
| Evolve | 174 900 zł | 194 900 zł |
| Evolve Plus | 184 900 zł (w przedsprzedaży: 179 900 zł) | 204 900 zł (w przedsprzedaży: 199 900 zł) |
Nissan w modelu Leaf podszedł do tematu wyposażenia bardzo bezkompromisowo. Już bazowa wersja Engage oferuje m.in. pakiet asystentów jazdy (w tym tempomat Stop&Go, asystenta martwego pola i kamerę 360 stopni), dwustrefową klimatyzację, tryb jazdy e-Pedal, dwa ekrany 12,3 cala oraz 18-calowe felgi. Ważna uwaga: Pompa ciepła oraz system dogrzewania/chłodzenia baterii są standardem tylko przy wyborze większego akumulatora (75 kWh) – w mniejszym wymagają dopłaty.
Wyższe wersje wnoszą do gry m.in. większe, 14-calowe ekrany z wbudowanymi usługami Google (Advance), dach panoramiczny z funkcją przyciemniania i wyświetlacz HUD (Evolve) czy nagłośnienie Bose oraz fotele z masażem (Evolve Plus).
Nowy Leaf z tak skrojoną ofertą i nowoczesną sylwetką zamierza mocno namieszać w segmencie kompaktowych crossoverów, stając w szranki z takimi rywalami jak Volkswagen ID.3, Renault Megane E-Tech czy Hyundai Kona Electric.
Źrdło: https://v10.pl/ | 3.07.2026 10:58
Koncern Stellantis zdecydował się na potężne uderzenie rynkowe w Polsce. Gigant motoryzacyjny ogłosił wprowadzenie nowego, bezpłatnego programu gwarancji specjalnej, który zabezpiecza pojazdy aż przez 8 lat lub do osiągnięcia limitu 160 tysięcy kilometrów (w zależności od tego, co nastąpi wcześniej). Warunek jest klasyczny dla tego typu ofert – regularne serwisowanie auta w Autoryzowanych Stacjach Obsługi (ASO) zgodnie z wytycznymi producenta. Ochrona odnawia się automatycznie po każdym zrealizowanym przeglądzie.
Program został podzielony na dwa poziomy:
Co istotne dla rynku wtórnego, wydłużona gwarancja przechodzi na kolejnych właścicieli pojazdu, o ile zachowana zostanie ciągłość serwisowa w ASO. To ogromny argument sprzedażowy, który może znacząco podnieść wartość rezydualną aut koncernu. Eksperci upatrują w tym ruchu chęci odbudowania pełnego zaufania klientów po głośnych w ostatnich latach problemach m.in. z silnikami z rodziny PureTech.
Choć komunikat Stellantis brzmi niezwykle optymistycznie, prawdziwe zaskoczenie kryje się w przypisach. Nowy program gwarancyjny całkowicie pomija markę Leapmotor – chińskiego producenta, z którym Stellantis ściśle współpracuje i którego modele (takie jak T03, B10, C10 czy wchodzący na rynek B05) coraz śmielej oferuje europejskim i polskim kierowcom. Nabywcy chińskich samochodów dystrybuowanych przez koncern muszą zadowolić się standardową, podstawową ochroną dwuletnią.

Stoisko Leapmotor na targach (fot. Leapmotor)

Gama samochodów Leapmotor (fot. Leapmotor)

Leapmotor B05 (fot. Leapmotor)

Leapmotor B05 (fot. Leapmotor)
Powody tej decyzji nie zostały oficjalnie sprecyzowane, jednak klucza należy szukać w strukturze biznesowej. Stellantis nie jest pełnoprawnym właścicielem chińskiej marki – posiada w niej nieco ponad 20% udziałów. Za dystrybucję i produkcję na Starym Kontynencie odpowiada spółka joint venture Leapmotor International (w której Stellantis ma 51% udziałów, a Leapmotor 49%). Zawiłości korporacyjne i rozliczanie kosztów ewentualnych napraw gwarancyjnych między podmiotami z Amsterdamu i Hangzhou stanowią tu prawdopodobnie barierę formalną.
Warto zauważyć, że problem ten nie jest nowy. Gdy analogiczny program ruszał w połowie ubiegłego roku we Francji, tamtejsze kierownictwo Stellantis przyznawało, że wyłączenie Leapmotora z promocji jest faktem, ale „grupa nad tym pracuje”. Jak widać, po wielu miesiącach impas w tej sprawie wciąż nie został przełamany.
Decyzja koncernu stawia markę Leapmotor w trudnym położeniu marketingowym. Z jednej strony Stellantis intensywnie promuje chińskie modele jako nowoczesną i przystępną cenowo alternatywę dla europejskiej konkurencji. Z drugiej – wykluczając ją z programu 8-letniej gwarancji, wysyła do klientów niepokojący sygnał wizerunkowy.
Brak długoterminowej ochrony może negatywnie wpłynąć na dynamikę sprzedaży nowych egzemplarzy oraz znacząco utrudnić ich późniejszą odsprzedaż na rynku wtórnym, gdzie obawy przed chińskimi technologiami wciąż bywają silne. Ironią losu pozostaje fakt, że to właśnie nowe konstrukcje Leapmotora, wolne od wcześniejszych chorób wieku dziecięcego niektórych europejskich silników Stellantis, mogłyby teoretycznie bez trudu sprostać rygorom 8-letniej eksploatacji.
Źrdło: https://v10.pl/ | 3.07.2026 10:16
Ministerstwo Infrastruktury szykuje największą od dekad rewolucję w systemie szkolenia i egzaminowania kierowców w Polsce. Projekt nowelizacji ustawy o kierujących pojazdami (o numerze UD402), nad którym trwają właśnie intensywne prace legislacyjne, zakłada całkowite odejście od dotychczasowej formuły opartej na mechanicznym zapamiętywaniu testów i schematycznym objeżdżaniu pachołków. Kluczowe zmiany mają wchodzić w życie etapami w latach 2027–2029.
Choć z perspektywy przyszłych kierowców samochodów szykuje się gigantyczna ulga – z egzaminu państwowego dla kategorii B zniknąć ma m.in. jazda po łuku czy ruszanie na wzniesieniu (tzw. „górka”) – to kandydaci na motocyklistów nie mają co liczyć na taryfę ulgową.
Zgodnie z nowymi założeniami resortu, plac manewrowy w całości zniknie z egzaminów państwowych na kategorię B i B1. Powód? Statystyki pokazują, że nawet 30-40 proc. kursantów „obliewa” egzamin właśnie na placu, przez co egzaminatorzy nie mają szansy zweryfikować ich realnych umiejętności w ruchu miejskim.
Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w przypadku jednośladów. Dla kategorii A, A1 oraz A2 (a także dla kierowców ciężarówek i autobusów) plac manewrowy pozostanie obowiązkowym i kluczowym elementem egzaminu państwowego. Eksperci i ustawodawcy zgadzają się, że precyzja, utrzymanie równowagi, hamowanie awaryjne czy umiejętność pokonywania łuków to fundamenty bezpieczeństwa motocyklistów. Na jednośladzie błędy w technice jazdy wybacza się znacznie rzadziej niż w samochodzie, stąd wymóg bezbłędnego opanowania placu przed wyjazdem do miasta.
Decyzja ta cieszy ekspertów od techniki jazdy, jednak budzi spore obawy branży szkoleniowej. Konieczność utrzymywania drogiej infrastruktury placów manewrowych przez Ośrodki Szkolenia Kierowców (OSK) wyłącznie na potrzeby kandydatów na motocyklistów może drastycznie wywindować ceny kursów kategorii A.

Rewolucja dotknie również egzamin teoretyczny. Obecna, gigantyczna baza pytań zostanie mocno odchudzona – docelowo ma liczyć maksymalnie około 1500 pozycji opracowanych m.in. we współpracy z Instytutem Transportu Samochodowego (ITS). Pytania mają sprawdzać realne rozumienie sytuacji i przepisów, a nie umiejętność bezmyślnego zapamiętywania odpowiedzi. Powstanie także specjalne Centrum Egzaminowania koordynowane przez ITS.
Bardzo ważną zmianą dla osób odkładających egzamin praktyczny na później będzie okres ważności teorii. Wynik egzaminu teoretycznego przestanie być ważny bezterminowo – od momentu wejścia w życie przepisów jego ważność wygaśnie po 24 miesiącach.
Nowelizacja ma dodatkowo uderzyć w nieuczciwe szkoły jazdy, wprowadzając pełną cyfryzację procesu szkolenia. Tradycyjne papierowe dokumenty zastąpi w pełni Cyfrowa Karta Kursanta. Każda godzina jazdy, numer kursanta, dane instruktora oraz trasa zarejestrowana przez GPS będą musiały być zatwierdzone elektronicznie przez obie strony zaraz po zakończeniu lekcji. Ma to całkowicie wyeliminować proceder tzw. „wyjeżdżania fikcyjnych godzin”.
Wprowadzony zostanie również obowiązek rejestrowania (nagrywania) egzaminów państwowych dla wszystkich kategorii, który obejmie także motocykle (obecnie obowiązkowe dla kat. B) oraz egzaminów wewnętrznych w OSK. Nagrania wideo będą przechowywane przez 90 dni, stanowiąc kluczowy dowód w przypadku procedur odwoławczych.
To jeszcze nie wszystko – projekt wprowadza rygorystyczną zasadę: kandydat będzie mógł przystąpić do egzaminu praktycznego tylko raz w ciągu jednego dnia. Ponowne podejście tego samego dnia będzie możliwe wyłącznie w sytuacjach nadzwyczajnych, np. w razie awarii pojazdu egzaminacyjnego.
Aby zwiększyć przejrzystość na rynku, Ministerstwo Infrastruktury planuje stworzenie oficjalnych i publicznych rankingów szkół jazdy oraz Wojewódzkich Ośrodków Ruchu Drogowego (WORD), opartych o realne wskaźniki zdawalności.
Pierwszy etap tej gigantycznej reformy, obejmującej prawo jazdy, zacznie obowiązywać od 1 stycznia 2027 roku. Ostateczny profil systemu ma zostać ukształtowany w 2029 roku, co ma bezpośredni związek z wdrażaniem unijnych dyrektyw transportowych. Choć przepisy wciąż przechodzą przez rządową machinę legislacyjną, wyznaczony przez ministerstwo kierunek jest bezpowrotny.

Egzamin na prawo jazdy na motocykle (fot. GettyImages)
Źrdło: https://v10.pl/ | 3.07.2026 9:56
Fani włoskiej motoryzacji i złotej ery wyścigów samochodów turystycznych (DTM) mają powody do świętowania. Podczas tegorocznych targów motoryzacyjnych MiMo 2026 zaprezentowano projekt, który elektryzuje nie tylko wyglądem, ale i bezkompromisową technologią. Manufaktura SGT Automobili tchnęła nowe życie w kultową Alfę Romeo 155 V6 TI – auto, które w 1993 roku rzuciło na kolana niemiecką konkurencję. Poznajcie 55-SGT, czyli torową bestię przystosowaną do ruchu drogowego.
Przypomnijmy: na początku lat 90. niemiecka seria DTM była absolutnym królestwem lokalnych marek. Wszystko zmieniło się w 1993 roku, gdy na tory wjechała krwistoczerwona Alfa Romeo 155 V6 TI. Za jej kierownicą zasiadł Nicola Larini, a włoska maszyna w spektakularnym stylu zmiażdżyła rywali, zapewniając marce z Mediolanu historyczny tytuł. Oryginalny bolid można dziś podziwiać jedynie za barierkami w Alfa Romeo Museum w Arese. Jednak za sprawą SGT Automobili, duch tamtej legendy wraca – i to wprost na publiczne drogi.
Z zewnątrz 55-SGT wygląda jak żywy monument wyścigowej Alfy 155, jednak poddany nowoczesnej kuracji odmładzającej. Konstruktorzy postawili na ekstremalną aerodynamikę. Samochód charakteryzuje się:
Co kluczowe, wszystkie panele nadwozia oraz elementy aerodynamiczne zostały wykonane z ultralekkiego włókna węglowego.

SGT 55-SGT (fot, SGT Automobili)

SGT 55-SGT (fot, SGT Automobili)

SGT 55-SGT (fot, SGT Automobili)
Prawdziwa rewolucja kryje się jednak pod karbonową powłoką. Zamiast budować auto od zera na przestarzałym podwoziu, inżynierowie SGT wykorzystali nowoczesną, powszechnie cenioną architekturę Giorgio – tę samą, na której bazują współczesna Alfa Romeo Giulia oraz SUV Stelvio.
Również układ napędowy to technologia z najwyższej półki. Do napędu 55-SGT posłużył podwójnie doładowany silnik 2.9 V6, znany z wersji Quadrifoglio. Włoscy inżynierowie uznali jednak, że seryjne 520 KM to za mało dla projektu tej rangi. Jednostka została ekstremalnie zmodyfikowana i generuje teraz oszałamiające 750 KM. Moc przenoszona jest na obie osie (napęd AWD) za pośrednictwem błyskawicznie działającej, 8-biegowej automatycznej skrzyni biegów ZF. Choć oficjalne osiągi przyspieszenia nie zostały jeszcze ujawnione, przy tak niskiej masie i ogromnej mocy auto bez wątpienia zaoferuje osiągi na poziomie współczesnych hipersamochodów.
Jak można się spodziewać, projekt o tak bezkompromisowym charakterze nie będzie autem masowym. SGT Automobili planuje niezwykle limitowaną produkcję. W pierwszej fazie na rynek trafi zaledwie 10 egzemplarzy, a docelowo cała produkcja ma zamknąć się w liczbie zaledwie 55 sztuk na całym świecie.
Cena za ten unikatowy miks nostalgii i nowoczesnej inżynierii została ustalona na poziomie około 500 000 euro (co w przeliczeniu daje blisko 2,15 miliona złotych). Dla motoryzacyjnych purystów i kolekcjonerów z grubym portfelem możliwość wyjechania na ulice współczesną repliką legendy DTM jest jednak warta każdej kwoty.
Źrdło: https://v10.pl/ | 2.07.2026 13:46
Źrdło: https://moto.wp.pl/ | 29.06.2026 11:42
Źrdło: https://moto.wp.pl/ | 26.06.2026 16:34
Źrdło: https://moto.wp.pl/ | 22.06.2026 11:21
Źrdło: https://moto.wp.pl/ | 22.06.2026 11:20
Źrdło: https://moto.wp.pl/ | 9.06.2026 12:44
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22