
- osobowych
- dostawczych
- terenowych (4x4)
- sprzedaż
- montaż
- naprawa
- przechowalnia
Sklep Online: oponyfelgilodz.pl - nowe opony
Poczta elektroniczna:
opony@uzywaneopony.net
Danpol Łódź to firma świadcząca profesjonalne usługi w zakresie wymiany i
sprzedaży felg stalowych i aluminiowych oraz opon nowych i używanych do
samochodów osobowych, terenowych, dostawczych, motocykli zarówno dla
klientów indywidualnych jak i małych podmiotów gospodarczych oraz innych firm z
terenu województwa łódzkiego. Wykonujemy również wszelkie naprawy bieżące
(przeguby, półosie, klocki i szczęki hamulcowe, amortyzatory, sprężyny itp).
Oferujemy akcesoria do felg i opon (śruby do felg, pierścienie centrujące, nakrętki do felg,
zabezpieczenia kół, wentyle chromowane, dętki).
Nasza solidna fachowa i wyszkolona załoga służy pomocą doradczą a nowoczesne
maszyny i urządzenia wulkanizacyjne gwarantują profesjonalne i rzetelne
wykonanie usługi.
Serdecznie zapraszamy do naszej nowej strony internetowej gdzie mogą Państwo zapoznać się z proponowaną przez nas ofertą.
Serdecznie zapraszamy do współpracy!
więcej informacji na naszej oficjalnej stronie:
>> www.uzywaneopony.net <<
Шиномонтаж в Danpol легко и быстро. Наш шиномонтаж в Лодзи готов предложить Вам широкий спектр услуг по ремонту шин,правке штампованных дисков и балансировке колес и колесных дисков. Мы используем высокотехнологическое оборудование от производителей мирового класса, которое позволяет достичь высоких результатов при шиномонтаже и балансировке колес.
Предлагаем широкий спектр услуг по монтажу и демонтажу колёс, ремонту, балансировке, а так же переобувке.
Операции по демонтажу и последующей установке шин, их ремонт проводятся на ваших глазах и занимают считанные минуты, а накопленный за годы работы опыт наших сотрудников позволяет нам делать это не только быстро, но в первую очередь качественно и аккуратно, не нанося повреждений на покрытие диска.
Źrdło: https://www.money.pl/ | 12.06.2026 14:19
Źrdło: https://www.money.pl/ | 12.06.2026 14:04
Źrdło: https://www.money.pl/ | 12.06.2026 11:11
To jedna z najbardziej spektakularnych i kluczowych transakcji na polskim rynku paliwowym w ciągu ostatnich lat. Spółka Anwim, właściciel trzeciej największej sieci stacji paliw w Polsce działającej pod marką MOYA, oficjalnie zmienia właściciela. Fundusz Polish Enterprise Fund VIII, zarządzany przez powszechnie znany Enterprise Investors, zdecydował o sprzedaży stu procent swoich udziałów. Nabywcą jest potężne międzynarodowe konsorcjum, na którego czele stoi amerykański gigant inwestycyjny Stonepeak oraz wyspecjalizowany fundusz Energy Equation Partners. Nowi właściciele wchodzą do Polski z ogromnym kapitałem i bardzo konkretną wizją – chcą rzucić bezpośrednie wyzwanie dotychczasowemu układowi sił i zdetronizować obecnego wicelidera rynku.
Żeby dobrze zrozumieć skalę tego wydarzenia, warto cofnąć się do 2018 roku. Kiedy fundusz Enterprise Investors decydował się na wejście kapitałowe do spółki Anwim, sieć MOYA liczyła skromne 180 placówek i była postrzegana jako solidny, ale wciąż lokalny gracz. Przez niespełna osiem lat zrealizowano tam jednak podręcznikowy wręcz przykład agresywnego, ale niezwykle przemyślanego skalowania biznesu.
W ciągu tego okresu sieć urosła trzykrotnie. Na koniec marca 2026 roku niebiesko-czerwone stacje paliw można było spotkać już w 540 lokalizacjach w całym kraju, co pozwoliło marce wyprzedzić zagranicznych gigantów, takich jak Shell czy Circle K. Anwim przestał być jedynie operatorem stacji – przekształcił się w zintegrowaną grupę paliwową zajmującą się importem, eksportem, hurtem oraz detalem. Równolegle firma mocno postawiła na rozwój nowoczesnego konceptu gastronomicznego Caffe MOYA, który stał się motorem napędowym marży detalicznej. Kwota, za jaką udziały zostały sprzedane, została objęta ścisłą tajemnicą handlową, jednak eksperci rynkowi nie mają wątpliwości, że wartość tej transakcji opiewa na miliardy złotych.
Nowy właściciel Anwimu, amerykański Stonepeak, to globalna firma zarządzająca aktywami o wartości dziesiątek miliardów dolarów, specjalizująca się w strategicznej infrastrukturze oraz aktywach rzeczowych. Partnerujący mu fundusz Energy Equation Partners (EEP) skupia się z kolei na nowoczesnych i dynamicznych przedsiębiorstwach z szeroko pojętego sektora energetycznego.
Co niezwykle istotne w kontekście tej transakcji, to samo konsorcjum w 2025 roku dokonało innego głośnego przejęcia na rynku europejskim – zakupiło sieć około tysiąca stacji paliw JET, działających głównie w Niemczech i Austrii. Pojawienie się w portfolio inwestorów polskiej sieci MOYA stwarza gigantyczne możliwości synergii operacyjnej, wspólnych zakupów paliw oraz transgranicznego rozwoju technologii.
Nowi inwestorzy deklarują wprost, że ich celem na rynku polskim jest dynamiczna ekspansja i walka o pozycję wicelidera rynku. Oznacza to bezpośrednie uderzenie w pozycję brytyjskiego koncernu BP, który od lat zajmuje w Polsce drugie miejsce, ustępując jedynie państwowemu Orlenowi.
Amerykanie zamierzają wykorzystać swoje globalne doświadczenie i potężne zaplecze finansowe, by przyspieszyć rozwój organiczny oraz potencjalne dalsze przejęcia mniejszych, niezależnych operatorów w Polsce.

Stacja paliw MOYA (fot. MOYA)

Stacja paliw MOYA (fot. MOYA)

Stacja paliw MOYA (fot. MOYA)

Stacja paliw MOYA (fot. MOYA)
Kupując Anwim, Amerykanie nie patrzą jednak wyłącznie w przeszłość i na tradycyjną sprzedaż oleju napędowego czy benzyny. Transakcja ta ma kluczowy wymiar w kontekście nadchodzącej rewolucji energetycznej. Strategia Stonepeak i EEP zakłada przekształcenie sieci MOYA w nowoczesną platformę multienergetyczną, gotową na wyzwania dekarbonizacji.
Inwestorzy chcą mocno postawić na huby nowej mobilności. Wykorzystana zostanie do tego rozwijana przez Anwim infrastruktura szybkich ładowarek dla pojazdów elektrycznych – spółka zapowiedziała, że do końca roku będzie zarządzać siecią około 180 takich punktów. Ponadto ogromnym atutem transakcji jest przejęta wcześniej przez Anwim holenderska platforma kart flotowych The Fuel Company, która pozwala na integrację usług płatniczych i rozliczeniowych na poziomie międzynarodowym. Nowy kapitał ma pozwolić na stworzenie zintegrowanego systemu, w którym kierowcy aut osobowych i ciężarowych będą mogli w prosty sposób korzystać z różnych źródeł energii w całej Europie Środkowo-Wschodniej.
Z punktu widzenia przeciętnego klienta rewolucja nie nastąpi z dnia na dzień. Marka MOYA jest zbyt silna i dobrze rozpoznawalna na polskim rynku, by nowi właściciele chcieli z niej rezygnować – to właśnie wokół tego brandu budowane będą kolejne projekty.
Co jednak istotne, wejście tak potężnego kapitału zwiastuje zaostrzenie walki konkurencyjnej na polskich drogach. Dla kierowców oznacza to przede wszystkim szereg potencjalnych korzyści – przyspieszenie modernizacji stacji, powstawanie kolejnych punktów gastronomicznych oraz znacznie szybszy rozwój infrastruktury do ładowania samochodów elektrycznych przy głównych szlakach komunikacyjnych. Silna konkurencja ze strony zasilanej amerykańskim kapitałem sieci MOYA może również zmusić pozostałych graczy na rynku do walki o klienta atrakcyjniejszymi programami lojalnościowymi, nowoczesnymi aplikacjami mobilnymi, a w okresach wzmożonego ruchu – także agresywniejszą polityką cenową.
Oficjalne i ostateczne sfinalizowanie transakcji planowane jest na drugą połowę 2026 roku. Do tego czasu transakcja musi przejść standardową procedurę weryfikacyjną i uzyskać niezbędne zgody ze strony urzędów regulacyjnych oraz antymonopolowych, w tym polskiego Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK).
Źrdło: https://v10.pl/ | 12.06.2026 11:06
Marka Volkswagen Samochody Dostawcze zaprezentowała gruntownie zmodernizowane wersje swoich trzech kluczowych modeli, które wprowadzają zupełnie nową jakość w segmentach pojazdów użytkowych, rodzinnych oraz rekreacyjnych. Miejski van Caddy, luksusowy Multivan oraz kultowy kamper California zyskały wyraziste zmiany w stylistyce zewnętrznej, zaawansowane systemy wsparcia kierowcy oraz całkowicie przeprojektowane, cyfrowe kokpity.
Wszystkie nowości technologiczne czerpią z rozwiązań znanych z w pełni elektrycznej rodziny ID., a producent standardowo obejmuje nowe pojazdy pięcioletnią fabryczną gwarancją. Przyjrzyjmy się nieco bliżej każdemu z nich…
Pierwszy z opisywanych modeli, nowy Volkswagen Caddy, przeszedł kompletną metamorfozę wnętrza, stawiając na nowoczesne multimedia i wyższy komfort codziennego użytkowania. Najbardziej widoczną zmianą w kokpicie jest powiększony, wolnostojący centralny wyświetlacz o przekątnej 12,9 cala z intuicyjną strukturą menu. Tuż pod nim znalazł się wygodniejszy w obsłudze, podświetlany panel regulacji temperatury i głośności z dotykowymi suwakami, a do standardowego wyposażenia wszystkich linii dołączył wirtualny kokpit Digital Cockpit Pro.
Na pokładzie pojawiła się indukcyjna ładowarka o wysokiej mocy oraz podwójne złącza USB-C z przodu obsługujące szybkie ładowanie, które zastąpiło dotychczasowe gniazdo dwunastowoltowe na desce rozdzielczej. Wersje osobowe oraz nowa odmiana Flexible zyskały dodatkowo praktyczne uchwyty na wszystkich słupkach B, ułatwiające wsiadanie.
Zmiany widać również na zewnątrz pojazdu, gdzie pojawił się zmodyfikowany zderzak przedni, nowe wzory felg aluminiowych oraz cztery metaliczne lakiery. Samochód dostępny jest w wielu wariantach, w tym Cargo, Edition czy jako mini-kamper Caddy California z łóżkiem na sprężynach talerzowych. Obok sprawdzonych jednostek TDI i TSI kluczową nowością jest hybryda typu plug-in, czyli eHybrid, zapewniająca zasięg całkowity ponad 620 kilometrów, w tym do 122 kilometrów w trybie czysto elektrycznym.

Nowy Volkswagen Caddy (fot. Volkswagen Samochody Dostawcze)

Nowy Volkswagen Caddy (fot. Volkswagen Samochody Dostawcze)

Nowy Volkswagen Caddy (fot. Volkswagen Samochody Dostawcze)

Nowy Volkswagen Caddy (fot. Volkswagen Samochody Dostawcze)
Nowy Volkswagen Multivan z kolei zyskał unowocześnione oblicze i technologie, które redefiniują pojęcie komfortowej podróży biznesowej i rodzinnej. Projektanci mocno zmodyfikowali pas przedni poniżej linii maski, wprowadzając większe reflektory LED o ostrzejszym kształcie, które spaja centralny, pokryty szkłem i opcjonalnie podświetlany pas. Zderzak został zoptymalizowany aerodynamicznie, zyskując lakierowane poziome wloty powietrza oraz pionowe kurtyny boczne. Do oferty trafiają nowe wzory felg, elegancki dwukolorowy lakier oraz po raz pierwszy w historii modelu lakier matowy Indium Grey.
Wewnątrz pojazdu deska rozdzielcza została wykonana z materiałów wyższej jakości z ozdobnym ściegiem, a ekran infotainment o przekątnej 12,9 cala zyskał nową grafikę. Automatyczna przekładnia DSG sterowana jest teraz przełącznikiem na kolumnie kierownicy, co zwolniło przestrzeń w konsoli centralnej i ułatwiło poruszanie się po kabinie.
Flagową nowością w dziedzinie bezpieczeństwa jest system Travel Assist nowej generacji, który po raz pierwszy automatycznie rozpoznaje sygnalizację świetlną i asystuje przy zmianie pasa ruchu na autostradzie, ściśle współpracując z układem Emergency Assist. Zreorganizowano także układ wnętrza – w wersji ośmioosobowej debiutuje układ foteli vis-à-vis, z kolei wersje siedmiomiejscowe w liniach Life i Style otrzymały seryjnie obustronne podłokietniki w drugim rzędzie.

Nowy Volkswagen Multivan i California (fot. Volkswagen Samochody Dostawcze)

Nowy Volkswagen Multivan i California (fot. Volkswagen Samochody Dostawcze)

Nowy Volkswagen Multivan i California (fot. Volkswagen Samochody Dostawcze)

Nowy Volkswagen Multivan i California (fot. Volkswagen Samochody Dostawcze)
Bazująca na dłuższym wariancie nadwoziowym Nowa California przejmuje wszystkie wizualne, technologiczne i systemowe udoskonalenia Multivana, dostosowując je do najwyższych wymagań miłośników kempingu. Model oferowany będzie w szerokiej palecie wersji, obejmującej odmiany Beach, Beach Tour, Beach Camper, Coast oraz topową specyfikację Ocean.
Ogromnym atutem nowej gamy turystycznej jest zaawansowany napęd hybrydowy typu plug-in z napędem na cztery koła – eHybrid 4MOTION o mocy systemowej 245 koni mechanicznych. Wersja ta dysponuje rozbudowanym, elektrycznym układem klimatyzacji postojowej, który pozwala na chłodzenie, wentylację lub ogrzewanie wnętrza nawet przez 8 godzin podczas postoju. Tradycyjne wersje spalinowe TDI oraz TSI od wersji Beach Tour posiadają natomiast niezależne ogrzewanie postojowe zasilane z układu paliwowego.
Podobnie jak w Multivanie, także w nowej Californii drastycznie wzrosła wydajność ładowania urządzeń mobilnych poprzez mocniejsze porty indukcyjne i USB-C. Dodatkowo, w opcji z fotelami AGR ErgoComfort, funkcje pamięci oraz masażu po raz pierwszy stały się dostępne również dla pasażera siedzącego z przodu.
Premiera zmodernizowanej gamy pojazdów Volkswagen Samochody Dostawcze z pewnością wzbudza duże zainteresowanie na rynku, a tym, co interesuje kierowców są nie tylko osiągi i komfort samochodu, ale też sugerowana przez producenta cena. Oficjalne polskie cenniki oraz szczegółowe informacje na temat specyfikacji i uruchomienia zamówień na nowe modele zostaną opublikowane przez producenta na przełomie czerwca i lipca bieżącego roku.
Źrdło: https://v10.pl/ | 12.06.2026 10:21
Źrdło: https://www.money.pl/ | 12.06.2026 9:59
W sieci zawrzało po tym, jak do mediów społecznościowych trafiły zdjęcia najnowszego modelu Audi A5, który został w pełni przystosowany do realiów pracy w polskiej Policji jako nieoznakowany radiowóz. Kierowcy – jak zawzse – zaczęli zastanawiać się nad numerami rejestracyjnymi nowej patrolówki oraz regionami, w których rzekomo można już spotkać ten pojazd. Czy grupy „SPEED” rzeczywiście przesiadają się do nowych niemieckich maszyn? Wyjasniamy, jaka jest prawda.
Dotychczas na polskich drogach w roli nieoznakowanych „łowców piratów drogowych” widywaliśmy głównie modele BMW serii 3, Škody Superb, a sporadycznie także Cupry. Pojawienie się luksusowego i nowoczesnego Audi A5 wywołało więc spore zaskoczenie i falę spekulacji o rzekomych nowych zakupach realizowanych przez Komendę Główną Policji.
Jak się okazuje, sfotografowane auto nie jest częścią oficjalnej floty policyjnej i – przynajmniej na ten moment – nie wyjedzie na drogi w celu wystawiania mandatów. Pojazd to wspólna inicjatywa dilera Audi Grupa Plichta oraz firmy Transfed, która na co dzień specjalizuje się w profesjonalnej adaptacji aut na pojazdy uprzywilejowane.
Stworzone przez nich Audi A5 pełni funkcję tzw. demonstratora (konceptu). Zostało ono od podstaw zaprojektowane w taki sposób, aby spełniać surowe, formalne kryteria polskiej specyfikacji policyjnej. Twórcy zadbali o odpowiednią ergonomię wnętrza, systemy łączności, montaż zakamuflowanego oświetlenia ostrzegawczego oraz rygorystyczne wymogi bezpieczeństwa, które są niezbędne podczas pełnienia służby na autostradach i drogach ekspresowych.

Policyjne Audi A5 (fot. Audi Grupa Plichta)

Policyjne Audi A5 (fot. Audi Grupa Plichta)

Policyjne Audi A5 (fot. Audi Grupa Plichta)
Projektanci nie oszczędzali również na konfiguracji technicznej. Radiowóz przyszłości bazuje na wersji z mocnym, 272-konnym silnikiem benzynowym, który współpracuje z legendarnym napędem na cztery koła quattro. Taka specyfikacja gwarantuje świetną trakcję w każdych warunkach pogodowych i osiągi, które bez problemu pozwoliłyby na dogonienie większości piratów drogowych.
Trzeba przyznać, że wizualnie auto w policyjnym rynsztunku prezentuje się wyjątkowo agresywnie i nowocześnie.
Choć opisywane Audi A5 na razie nie zasili szeregów policji, projekt ten nie powstał bez celu. Stanowi on gotową propozycję i pokaz technologicznych możliwości firm odpowiedzialnych za jego przygotowanie. Bardzo prawdopodobne, że gdy policja ogłosi kolejne oficjalne przetargi na dostawę szybkich, nieoznakowanych samochodów patrolowych, zaprezentowana konfiguracja Audi A5 stanie do walki o państwowe zamówienie.
Na ten moment kierowcy mogą więc odetchnąć z ulgą – charakterystyczny przód nowego A5 w lusterkach wstecznych nie oznacza jeszcze kłopotów, choć w przyszłości sytuacja ta może się zmienić.

Policyjne Audi A5 (fot. Audi Grupa Plichta)

Policyjne Audi A5 (fot. Audi Grupa Plichta)

Policyjne Audi A5 (fot. Audi Grupa Plichta)
Źrdło: https://v10.pl/ | 12.06.2026 9:36
Źrdło: https://www.money.pl/ | 12.06.2026 7:02
Toyota już od wielu lat jest liderem polskiego rynku i jej dobra sprzedaż nie powinna nikogo dziwić, niemniej japońskich gigant sprawił niemałą niespodziankę zajmując w maju pierwszą pozycję w segmencie aut elektrycznych, i to od razu zarówno w kategorii modeli osobowych, jak i dostawczych. Sprawdzamy, jak to możliwe.
O ile samochody elektryczne przez cały czas nie są na polskim rynku istotną siłą same w sobie, to stanowią decydujący wyznacznik tego, co będzie się z nim działo w kolejnych latach. Niezależnie od tego, czy tego chcemy czy nie, i wyzwań, które pojawiają się na tej drodze, to ostatecznie elektromobilność stanowi przyszłość motoryzacji.
Właśnie dostaliśmy najlepszy dowód na potwierdzenie tej tezy, który przekłada się zarówno na sytuację globalną, jak i na naszym podwórku: fakt, że samochody elektryczne na serio zaczęła traktować Toyota. Tak, ta Toyota, która do tej pory podchodziła do nich – zdawać się mogło – z rezerwą.

Toyota C-HR+ (2026)

Toyota C-HR+ (2026)

Toyota C-HR+ (2026)
Teraz wychodzi jednak na to, że budowane przez dekady doświadczenie w opanowanych przez Japończyków do perfekcji układów hybrydowych zaowocowało również w modelach, z których wyciągnięto już element spalinowy. Gdy Toyota już się za nie wzięła, to pierwsze efekty widoczne na polskim rynku wprawiły w osłupienie nawet osoby zajmujące się nim na co dzień – w tym mnie.
Wyniki rejestracji z maja pokazały nam przetasowanie, którego chyba nikt się nie spodziewał: po wzroście aż o 569 proc., na pierwsze miejsce w kategorii elektrycznych samochodów osobowych wskoczyła Toyota, która w minionym miesiącu znalazła 234 nabywców, i wyprzedziła tym samym Mercedesa (224 rejestracje) oraz zamykającego podium BYD (203 rejestracje).
Utożsamiany z tym segmentem wieloletni lider – Tesla – ze 184 rejestracjami spadł na miejsce czwarte. Poważne spadki zaliczył również zeszłoroczny lider rynku samochodów elektrycznych w Polsce – BMW z modelami iX1 oraz iX2 (o 61 proc.) oraz Hyundai (aż o 74 proc.).

Toyota bZ4X (2026)

Toyota bZ4X (2026)
Podstawowe pytanie brzmi: czym Toyota wykręciła taki wynik? Okazuje się, że obok dobrze już znanego na polskim rynku elektrycznego modelu bZ4X, który właśnie się rozkręca w całkowicie odmienionej i poprawionej formie, świetnie przyjęty został mniejszy C-HR+.
Całkowicie nowy model Toyoty bez bezpośredniego poprzednika z miejsca stał się drugim najpopularniejszym elektrykiem w Polsce i goni przez długo domyślny wybór, czyli Teslę Model Y.
Godny odnotowania jest fakt również bardzo mocnej pozycji Toyoty na obecnie bardzo szybko rosnącym w Polsce rynku elektrycznych samochodów dostawczych. Japońska marka jest obecna nim już od dłuższego czasu z bezemisyjnymi wersjami dobrze znanych modeli Proace City, Proace i Proace Max. Przy 122 rejestracjach w maju rosła prawie dokładnie tak szybko jak cały rynek (wzrost o 110 proc.), co pozwoliło jej utrzymać pozycję absolutnie dominującego lidera, z ponad pięćdziesięcioprocentowym udziałem w skali całego kraju. Drugi w tej kategorii Mercedes odnotował 34 rejestracje, a trzecie Renault – 22.

Toyota ProAce City Electric (2026)

Toyota ProAce MAX Electric (2026)
Wyniki te są ciekawe o tyle, że Toyota jeszcze nie rozkręciła się w elektromobilności na dobre: na rynku pojawiają się pierwsze sztuki nowych bZ4X oraz C-HR+, ale już w najbliższych tygodniach gamę uzupełnią z dwóch stron większy i bardziej praktyczny bZ4X Touring oraz mniejszy Urban Cruiser.
Nie oznacza to jednak, że Toyota całkowicie konwertuje się teraz na elektromobilność. Raczej – jako największy producent samochodów na świecie – musi zapewniać swoim klientom na wszystkich rynkach maksymalną wolność wyboru, która obejmuje wszystko od silników spalinowych, przez hybrydy i elektryki, po napędy wodorowe, z którymi przecież również to właśnie ta marka była obecna w Polsce jako jedna z pierwszych.
Na korytarzach Toyota Motor Poland redakcja V10.pl słyszy, że w tej chwili fundament sprzedaży na naszym rynku będzie opierał się dalej o modele hybrydowe, bo ta strategia się po prostu sprawdza: liczby wskazują, że Polacy zaufali tej technologii i cenią ją za niezawodność i niskie koszty eksploatacji, które my również widzimy w naszych testach (zobacz mój test Corolli Cross).

Podwyższona pochodna Corolli w teorii ma wszystko to, czego potrzeba, by odnieść sukces. Mimo wszystko już od trzech lat nie może się za bardzo przebić na polskim rynku. Czy pierwsza…
Już teraz rośnie jednak znaczenie napędów o konsekwentnie zwiększającym się udziale prądu w napędzie: na rynku debiutuje w tej chwili na przykład nowa generacja bestsellerowej RAV4, która w nowym wydaniu dostępna będzie jako klasyczna hybryda bądź plug-in. I docelowo to właśnie ta druga opcja ma być wybierana przez połowę klientów. Krok po kroku rynek dojrzewa do elektryków, na co polski oddział Toyoty reaguje z jak widać znaną sobie skutecznością.
Pamiętam dobrze moje rozmowy z przedstawicielami Toyoty na poziomie krajowym i europejskim, którzy przez lata powtarzali mi "Elektryki? Tak, ale wtedy, gdy będzie gotowy rynek i technologia". Można to było traktować jako zasłonę dymną, ale w maju zobaczyliśmy jak na dłoni, że to był jednak prawdziwy plan, który właśnie osiągnął swój punkt kulminacyjny i jest wprowadzany w życie – i nie jest to dobra wiadomość dla konkurencji. Fakt, że te wyniki Toyota osiąga właśnie teraz – czyli już po definitywnym zakończeniu programu MojEauto i zniekształceniach rzeczywistego obraz rynku wynikającego z działania dopłat – każe nam przypuszczać, że lider polskiego rynku może zachować tę bardzo silną pozycję w tej kategorii na dłużej, nawet jeśli w kolejnych miesiącach i latach rynek ten będzie się bardzo szybko rozwijał i doznawał dynamicznych fluktuacji. Tym bardziej, że Toyota ma tutaj specyficzną przewagę psychologiczną. W ostatnich latach często obserwowaliśmy stopniową adaptację polskich kierowców do aut elektrycznych po przejściu przez hybrydy plug-in. Mówiąc po ludzku: myśleli sobie "nie jestem jeszcze gotowy na pełnoprawnego elektryka, najpierw sprawdzę samochód, który da się ładować, ale można też tankować. Jak się z tym oswoję, kolejne auto może być już bez silnika spalinowego." W przypadku Toyoty ta droga może być skrócona ze względu na jej wyjątkową pozycję na rynku hybryd i oswojenie Polaków z nimi ze względu na ich wieloletnią obecność na drogach i wysoki poziom zaufania do nich. Teraz ich sukces może być naturalnie przeniesiony na nowy grunt. Majowy wynik zdecydowanie nie jest dziełem przypadku.
Mateusz Żuchowski
Redaktor naczelny V10.pl
Źrdło: https://v10.pl/ | 11.06.2026 16:42
Źrdło: https://www.autocentrum.pl/ | 11.06.2026 15:00
Źrdło: https://www.autocentrum.pl/ | 11.06.2026 14:12
Wokół nowej generacji Dodge’a Chargera narosło w ostatnich miesiącach mnóstwo kontrowersji, a drastyczne spadki sprzedaży zmusiły Amerykanów do przedefiniowania strategii. Efekt? Dodge trafi do Polski! Co ciekawe, za ruchem tym nie stoi sam koncern Stellantis (choć ten i tak z pewnością szuka nowych rynków zbytu), ale…. uznany importer KW Automotive, który oficjalnie wprowadza tego kultowego muscle cara do naszego kraju i pozostałych części Europy. Co najważniejsze dla tradycjonalistów – obok bezemisyjnej odmiany Daytona, na Starym Kontynencie zadebiutuje potężna wersja spalinowa.
Debiut nowego Chargera w Europie zbiega się z wyjątkowym jubileuszem – model powraca na tutejszy rynek dokładnie w 60. rocznicę narodzin tej motoryzacyjnej legendy. Jak podkreśla Fabio Catone, szef marki Dodge w Europie, powrót ikony nie jest jedynie nostalgicznym zabiegiem marketingowym. Ma to być realne wzmocnienie portfolio marki i zaoferowanie europejskim klientom bezkompromisowego auta o wyrazistym, stricte amerykańskim charakterze, ubranego w nowoczesne technologie.
Amerykanie promują wejście do Europy hasłem elastyczności napędowej. Choć w ofercie zabraknie tradycyjnego, wolnossącego V8 (co w dużej mierze wynika z restrykcyjnych, europejskich norm emisji spalin), fani benzyny nie zostaną zepchnięti na margines.
Pod maskę spalinowego Chargera trafi nowa, podwójnie doładowana jednostka rzędowa o sześciu cylindrach z rodziny Hurricane. Silniki te, ochrzczone mianem Sixpack, będą oferowane w dwóch wariantach mocy:

Dla tych, którzy są gotowi na rewolucję prądową, przygotowano całkowicie elektryczną linię Dodge Charger Daytona. Stellantis chwali się, że to obecnie najmocniejszy i najszybszy elektryczny muscle car na rynku. Tutaj również do wyboru będą dwie specyfikacje z napędem na cztery koła:
Europejska gama Chargera będzie bardziej zróżnicowana niż dotychczas, co ma pomóc w walce o klienta segmentu premium i aut sportowych. Samochód będzie dostępny zarówno jako klasyczne, dwudrzwiowe coupe, jak i bardziej praktyczny, czterodrzwiowy sedan. Co ciekawe, niezależnie od wybranego wariantu napędowego czy nadwoziowego, każdy Charger trafiający oficjalnie do Europy będzie standardowo wyposażony w napęd na cztery koła (AWD).
Kluczową informacją dla potencjalnych nabywców jest fakt, że samochody nie będą pochodzić z prywatnego, szarego importu. Za dystrybucję, budowę autoryzowanej sieci dealerskiej oraz pełną obsługę serwisową na kluczowych rynkach europejskich odpowiadać będzie oficjalny, uznany importer KW Automotive. Z kolei o stałą dostępność i logistykę oryginalnych części zamiennych zadba wyspecjalizowana firma Iron Parts.
Cenniki nowego Dodge’a Chargera na rynku europejskim pozostają jeszcze tajemnicą, jednak oficjalny start sprzedaży ma nastąpić już niebawem. Powrót tej legendy to jasny sygnał, że mimo rygorystycznych przepisów, w Europie wciąż jest miejsce na prawdziwy, amerykański charakter.
Źrdło: https://v10.pl/ | 11.06.2026 9:58
Źrdło: https://www.autocentrum.pl/ | 10.06.2026 13:42
Źrdło: https://www.autocentrum.pl/ | 9.06.2026 19:00
Źrdło: https://www.autocentrum.pl/ | 8.06.2026 17:52
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22
klimatyzacja samochodowa w Łodzi