
- osobowych
- dostawczych
- terenowych (4x4)
- sprzedaż
- montaż
- naprawa
- przechowalnia
Sklep Online: oponyfelgilodz.pl - nowe opony
Poczta elektroniczna:
opony@uzywaneopony.net
Danpol Łódź to firma świadcząca profesjonalne usługi w zakresie wymiany i
sprzedaży felg stalowych i aluminiowych oraz opon nowych i używanych do
samochodów osobowych, terenowych, dostawczych, motocykli zarówno dla
klientów indywidualnych jak i małych podmiotów gospodarczych oraz innych firm z
terenu województwa łódzkiego. Wykonujemy również wszelkie naprawy bieżące
(przeguby, półosie, klocki i szczęki hamulcowe, amortyzatory, sprężyny itp).
Oferujemy akcesoria do felg i opon (śruby do felg, pierścienie centrujące, nakrętki do felg,
zabezpieczenia kół, wentyle chromowane, dętki).
Nasza solidna fachowa i wyszkolona załoga służy pomocą doradczą a nowoczesne
maszyny i urządzenia wulkanizacyjne gwarantują profesjonalne i rzetelne
wykonanie usługi.
Serdecznie zapraszamy do naszej nowej strony internetowej gdzie mogą Państwo zapoznać się z proponowaną przez nas ofertą.
Serdecznie zapraszamy do współpracy!
więcej informacji na naszej oficjalnej stronie:
>> www.uzywaneopony.net <<
Шиномонтаж в Danpol легко и быстро. Наш шиномонтаж в Лодзи готов предложить Вам широкий спектр услуг по ремонту шин,правке штампованных дисков и балансировке колес и колесных дисков. Мы используем высокотехнологическое оборудование от производителей мирового класса, которое позволяет достичь высоких результатов при шиномонтаже и балансировке колес.
Предлагаем широкий спектр услуг по монтажу и демонтажу колёс, ремонту, балансировке, а так же переобувке.
Операции по демонтажу и последующей установке шин, их ремонт проводятся на ваших глазах и занимают считанные минуты, а накопленный за годы работы опыт наших сотрудников позволяет нам делать это не только быстро, но в первую очередь качественно и аккуратно, не нанося повреждений на покрытие диска.
Źrdło: https://www.money.pl/ | 18.10.2026 14:43
Źrdło: https://www.money.pl/ | 18.10.2026 13:46
To jest najciekawsza i taka najsmutniejsza historia w moim życiu. Uważam w ogóle dla Polski to za bardzo smutne. Mogliśmy mieć swoją markę komputerową – mówi Dariusz Dąbski, dziś właściciel TV Puls. Zobacz fragment "Biznes Klasy".Źrdło: https://www.money.pl/ | 18.10.2026 11:56
Źrdło: https://www.money.pl/ | 18.10.2026 10:07
Źrdło: https://www.autocentrum.pl/ | 18.10.2026 10:00
Źrdło: https://www.money.pl/ | 18.10.2026 7:29
AMG przeszło długą drogę od niezależnego warsztatu, który w 1971 r. zasłynął wyścigową „Czerwoną Świnią”, do obecnego działu Mercedesa. Jedno się nie zmieniło: w Affalterbach nadal nie lubią subtelności. Pierwszy SUV opracowany przez AMG w topowej odmianie GT 63 przekazuje na koła aż 1169 KM i 2000 Nm. Jest elektryczny, piekielnie szybki i najmocniejszy w segmencie. A ja właśnie zobaczyłam go na żywo w Stuttgarcie.
Choć zalane deszczem wydarzenie pod Mercedes-Benz Museum niedaleko centralnym zakładów marki było poświęcone celebracji 140. urodzin producenta, który opracował niedaleko stąd pierwszy samochód w historii ludzkości, to widziałam na nim tyle samo przeszłości, co i przyszłości motoryzacji. Nie tylko samego Mercedesa.
AMG po dekadach pracy jako najpierw zespół wyścigowy, następnie „nadworny tuner Mercedesa”, teraz daje swoją nazwę topowym odmianom istniejących modeli, ale ma już na koncie kilka własnych projektów.

Najpierw był SLS w 2010 r., później dwudrzwiowe GT, którego drugą generację pokazano w 2023 roku. Do rodziny dołączyło też rywalizujące z Porsche Panamerą GT 4-Door Coupé, a jego najnowsze wcielenie przeszło szokującą transformację w auto elektryczne.
Teraz te same założenia wprowadzono na wyższy poziom – dosłownie, bo przeniesiono je na SUV-a. Po osiągach trudno jednak sądzić, że ktoś tu myślał o wjeżdżaniu w teren.

Mercedes-AMG GT SUV (2026)

Mercedes-AMG GT SUV (2026)

Mercedes-AMG GT SUV (2026)

Mercedes-AMG GT SUV (2026)
Przy mocy 1169 KM i momencie obrotowym wynoszącym atomowe 2000 Nm, Mercedes-AMG GT 63 SUV przyspiesza od 0 do 100 km/h w 2,7 s, a do 200 km/h w 7,2 s. To już poziom egzotycznie niskich supersamochodów z Włoch. Z opcjonalnym pakietem AMG Driver’s Package elektroniczny ogranicznik pozwala rozpędzić się do 270 km/h.
Pod względem mocy odbiera koronę dotychczas liderującym w tym segmencie, elektrycznym Porsche Cayenne Turbo Electric i Lotusowi Eletre. W porównaniu do dotychczas najszybszego SUV-a Mercedesa, czyli AMG GLE 63 S, to już inna liga: on z pomocą benzynowego V8 rozwija ledwo połowę jego mocy – 612 KM.
Tu trzeba w końcu wyznać rzecz, której mogliśmy spodziewać się po tych liczbach i dzisiejszych czasach: Mercedes-AMG GT SUV jest całkowicie elektryczny. Wykorzystuje on stworzoną w tym celu płytę podłogową AMG.EA współdzieloną z nowym GT 4-Door Coupé.

Mercedes-AMG GT SUV (2026)

Mercedes-AMG GT SUV (2026)
W topowych odmianach osiągi generują trzy silniki elektryczne o strumieniu osiowym, wykorzystujące technologię brytyjskiej firmy Yasa należącej do Mercedesa. Do tego dochodzi instalacja 800 V i akumulator z cylindrycznymi ogniwami chłodzonymi bezpośrednio specjalnym płynem.
W tej układance chłodzenie ma kluczową rolę: AMG podkreśla, że chodziło o utrzymanie osiągów również wtedy, gdy kierowca wielokrotnie mocno przyspiesza albo długo jedzie z dużą prędkością. Rozgrzany akumulator i silniki potrafią przecież ostudzić zapał nawet bardzo mocnego elektryka. Dlatego obok efektownych 1169 KM zwróciłam uwagę na inną liczbę: 721 KM mocy ciągłej. To tę moc napęd ma być w stanie oddawać podczas długotrwałego obciążenia. Brzmi znacznie poważniej niż jeden popisowy start do nagrania na telefon.

W GT 63 SUV przewidziano akumulatory o pojemności użytkowej 106 lub 128 kWh. Zależnie od konfiguracji maksymalny deklarowany zasięg WLTP wynosi odpowiednio około 585 i 700 km. Oczywiście spokojny przejazd według procedury pomiarowej i korzystanie z całych 1169 KM to dwa różne scenariusze.
Równie imponująco wyglądają deklaracje dotyczące ładowania. Mniejszy akumulator przyjmie prąd stały z mocą do 600 kW, większy do 710 kW. Według AMG ten drugi pozwala odzyskać około 450 km zasięgu WLTP w 10 minut, a ładowanie od 10 do 80 proc. ma trwać około 12 minut w optymalnych warunkach.
Brzmi jak przerwa na kawę równie szybką co samo auto, tylko najpierw trzeba znaleźć jeszcze ładowarkę zdolną dostarczyć taką moc. Ale takie też się już pojawiają – przy polskich autostradach działają już stacje ładowania o mocy 1,5 MW.

GT SUV to zupełnie nowa rzeczywistość również pod względem wyglądu. Pierwszy podwyższony model zaprojektowany samodzielnie przez AMG wyraźnie odcina się od spalinowych krewnych. Rozwija pomysł znany z nowego GT 4-Door Coupé i, szczerze mówiąc, tutaj ta stylistyka bardziej mnie przekonuje. Wygląda bojowo, masywnie i bardzo futurystycznie – dokładnie tak, jak oczekiwałabym od mięśniaka z Affalterbach.
Krzykliwe detale zręcznie odciągają uwagę od wielkiego cielska. Reflektory kontynuują motyw trójramiennej gwiazdy: sygnaturę świateł dziennych tworzą trzy wydłużone elementy. Między nimi rozciąga się maska z dwoma muskularnymi przetłoczeniami, a jej boki unoszą się nad przednimi nadkolami. Jest w tym sporo demonstracji siły. W przypadku auta z taką mocą trudno mieć do projektantów pretensje, że nie chcieli go wizualnie uspokajać.

Mercedes-AMG GT SUV (2026)

Mercedes-AMG GT SUV (2026)

Mercedes-AMG GT SUV (2026)

Mercedes-AMG GT SUV (2026)
GT 63 SUV mierzy 5084 mm długości, 2001 mm szerokości i 1656 mm wysokości, a rozstaw osi wynosi 3040 mm. W porównaniu z GLE 63 S SUV jest o całe 130 mm dłuższy, o 17 mm węższy i aż o 126 mm niższy. Rozstaw osi urósł o 45 mm. Te proporcje dobrze tłumaczą, dlaczego bardziej kojarzy mi się ze sportowym GT na wyższych nogach niż z klasycznym, wysokim SUV-em.
Bagażnik ma 607 l, a po złożeniu oparć tylnej kanapy pojemność rośnie do 1740 l. Z przodu jest jeszcze dodatkowy schowek, dla którego producent podaje do 111 l. Czyli za całą tą prezentacją mięśni stoi również całkiem konkretna praktyczność. Walizki też mają tu swoje miejsce.

Mercedes-AMG GT SUV (2026)

Mercedes-AMG GT SUV (2026)
Kokpit przejęto z czterodrzwiowego GT, co oznacza, że łączy on odważny i czasem nawet balansujący na krawędzi z dobrym smakiem styl z wyścigową funkcjonalnością i po prostu efektem WOW.
Gdy zasiadam za kierownicą, przed sobą widzę 10,2-calowy zestaw cyfrowych wskaźników, a obok 14-calowy ekran centralny. Pasażer może dostać własny, również 14-calowy wyświetlacz. Technologicznie jest więc bardzo współcześnie, chociaż w takim samochodzie najbardziej interesuje mnie to, co można ustawić dla samej jazdy.

Jazda dopiero przede mną, ale lista pytań czekających na odpowiedzi jest już długa. Zależnie od akumulatora GT 63 SUV waży od 2585 do 2695 kg. Przy takim balaście nawet tysiąc koni może być mało: one same nie sprawią, ze samochód zacznie skręcać, a nadwozie nie zacznie własnej, niezależnej podróży.
Kto jak kto, ale akurat AMG ma długą historię w radzeniu sobie z maskowaniem wielkiej masy i panowaniu nad wielką mocą. W nowym SUV-ie firma mogła skorzystać z szeregu już gotowych rozwiązań.
Pierwszym jest aktywna aerodynamika, która do 150 km/h za priorytet stawia niski opór powietrza i powyżej tej prędkości aktywuje spojler dachowy, który pomaga w utrzymaniu stabilności i trakcji. Zawieszenie AMG ACTIVE RIDE CONTROL+ tymczasem aktywnie ogranicza przechyły boczne i wzdłużne. Ma więc pilnować zarówno zachowania nadwozia w zakręcie, jak i jego ruchów podczas przyspieszania czy hamowania.

Obietnica jest ambitna: komfort w podróży i precyzja wtedy, gdy kierowca ma ochotę pojechać bardziej sportowo. Przy niemal 2,7 t będę szczególnie ciekawa, jak przekłada się to na odczucia za kierownicą.
Jest też rozwiązanie, które zapewne rozpali najwięcej dyskusji: AMGFORCE Sport+. Program odtwarza brzmienie silnika AMG V8 albo jednostki sześciocylindrowej (zależnie od tego, za który poziom mocy zapłaci klient – zabawne!), symuluje zmiany biegów i dodaje wibracje fotela. Całość uzupełnia odpowiednia grafika wyświetlaczy, a efekty mają reagować na sytuację podczas jazdy w czasie rzeczywistym.

I tutaj mam znak zapytania. Rozumiem, po co AMG to robi, i sama lubię, kiedy samochód daje się poczuć więcej niż jednym zmysłem. Tylko czy elektryk, który ma 1169 KM, naprawdę potrzebuje jeszcze symulować spalinowy spektakl? Nie wiem, czy to już nie krok za daleko. Chcę sprawdzić ten system w ruchu, zanim wydam wyrok.
Tak samo jak działanie systemu AMG RACE ENGINEER, ale tu już z własnej ciekawości. Trzy pokrętła pozwalają dostosować reakcje napędu, zachowanie auta w zakrętach i dopuszczalny uślizg kół. Taki zakres regulacji zapowiada sporą swobodę w dopasowaniu samochodu do własnych preferencji. Zapowiada się naprawdę pysznie.

Opisywana wersja GT 63 SUV to topowa odmiana z całej gamy, która obejmuje również te o przydomkach 55 i 53. GT 55 SUV rozwija 816 KM i 1860 Nm, a od 0 do 100 km/h przyspiesza w 3,1 s. Nadal trudno nazwać to rozsądną dawką emocji, choć w zestawieniu z wersją 63 wygląda niemal powściągliwie.
Podstawowy GT 53 SUV ma inny napęd: dwa konwencjonalne silniki synchroniczne z magnesami trwałymi, po jednym przy każdej osi. Łącznie dają 544 KM i 800 Nm, wystarczające do osiągnięcia 100 km/h w 4,2 s. Jak na próg wejściowy do gamy, poprzeczka nadal wisi kosmicznie wysoko.
W Niemczech zamówienia na GT 53 SUV ruszają 20 października 2026 roku, z ceną od 113 050 euro brutto. Mocniejsze odmiany 55 i 63 mają dołączyć w kwietniu 2027 roku. Na tym AMG nie zamierza kończyć. Już na początek 2027 roku planowana jest premiera odmiany SUV Coupé z opadającą linią dachu.
Premiera GT SUV-a otwiera kolejny rozdział w historii AMG, który coraz śmielej zajmuje kolejne segmenty. I robi to naprawdę dobrze: po pierwszym spotkaniu mam przede wszystkim ochotę sprawdzić, ile z charakteru klasycznych AMG udało się zamknąć w tej elektrycznej konstrukcji. Do sztucznego V8, które komputerowo ryczy, wibruje i trzęsie całym wnętrzem wciąż podchodzę z rezerwą, ale sam fakt, że ten chociaż sztuczny dźwięk stanie się rzeczywistością i samochód ten już wkrótce wyjedzie na polskie drogi naprawdę robi wrażenie.
Julia Mikołajczyk
Dziennikarka
| Mercedes-AMG GT 63 SUV (2027) – dane techniczne | |
|---|---|
| Napęd | |
| Silniki | Trzy elektryczne silniki o strumieniu osiowym: jeden z przodu i dwa z tyłu |
| Maksymalna moc | 1169 KM (860 kW) w trybie boost |
| Moc ciągła | 721 KM (530 kW) |
| Maksymalny moment obrotowy | 2000 Nm |
| Napędzane osie | Obie; w pełni zmienny napęd AMG Performance 4MATIC+ |
| Skrzynia biegów | Jednostopniowe przekładnie redukcyjne |
| Czas działania boost | Do 63 s |
| Akumulator i ładowanie | |
| Typ akumulatora | Litowo-jonowy NCMA, z bezpośrednim chłodzeniem ogniw |
| Pojemność akumulatora brutto | Nie podano |
| Pojemność akumulatora netto | 106 kWh lub 128 kWh |
| Napięcie instalacji | 800 V |
| Maksymalna moc ładowania AC | 11 kW |
| Maksymalna moc ładowania DC | 600 kW (106 kWh); 710 kW (128 kWh) |
| Czas ładowania AC 0–100% | Nie podano |
| Czas ładowania DC 10–80% | ok. 11 min (106 kWh); ok. 12 min (128 kWh), przy maksymalnej mocy ładowania |
| Czas ładowania DC 10–80% na stacji 400 kW | ok. 14 min (106 kWh); ok. 16 min (128 kWh) |
| Zasięg uzupełniany w 10 minut według WLTP | Do 386 km (106 kWh); do 454 km (128 kWh), przy maksymalnej mocy ładowania |
| Osiągi i zużycie energii | |
| Przyspieszenie 0–100 km/h | 2,7 s ze startu zatrzymanego |
| Przyspieszenie 0–100 km/h z procedurą 1-foot rollout | 2,5 s; pomiar z pominięciem pierwszych 30,48 cm ruchu |
| Przyspieszenie 0–200 km/h | 7,2 s ze startu zatrzymanego |
| Prędkość maksymalna | 270 km/h z pakietem AMG Driver’s Package |
| Zużycie energii według WLTP | 20,9–23,4 kWh/100 km (106 kWh); 21,2–23,8 kWh/100 km (128 kWh) |
| Zasięg według WLTP | 525–585 km (106 kWh); 620–700 km (128 kWh) |
| Emisja CO2 | 0 g/km |
| Współczynnik oporu aerodynamicznego Cx | 0,27 |
| Masy i wymiary | |
| Długość | 5084 mm |
| Szerokość (bez lusterek) | 2001 mm |
| Wysokość | 1656 mm |
| Rozstaw osi | 3040 mm |
| Masa własna DIN | 2585 kg (106 kWh); 2695 kg (128 kWh) |
| Pojemność bagażnika | 607 l (VDA) |
| Pojemność bagażnika po złożeniu siedzeń | Do 1740 l |
| Pojemność przedniego bagażnika | 78 l (VDA) |
| Liczba miejsc | 5 |
| Podwozie | |
| Zawieszenie | AMG ACTIVE RIDE CONTROL+ z pneumatyką i aktywną hydrauliczną stabilizacją przechyłów oraz ruchów wzdłużnych nadwozia; standard |
| Skrętna tylna oś | Standard; kąt skrętu do 6° |
| Hamulce | Układ ceramiczno-kompozytowy na obu osiach; standard |
| Ceny | |
| Cena od | Cena Mercedesa-AMG GT 63 SUV w Polsce nie została jeszcze ogłoszona |
| Planowany początek sprzedaży w Europie | Wiosna 2027 |
| Pozostałe | |
| Gwarancja na akumulator trakcyjny | Nie podano warunków |
| Gwarantowana pojemność akumulatora | Nie podano |
| Wynik testu zderzeniowego Euro NCAP | Brak opublikowanej oceny modelu |
| Kraj produkcji | Niemcy (Sindelfingen) |
| Status danych | Wstępne dane producenta z premiery 17.10.2026; przed zakończeniem homologacji |
Źrdło: https://v10.pl/ | 17.10.2026 22:22
Zobaczyłem Teslę Roadster i powiem Wam, że jestem już naprawdę zmęczony tym, co robi Elon Musk. Już od dobrych dziesięciu lat gra z nami w grę, której celem wcale nie jest sprzedaż aut. My patrzymy na niego jak na producenta samochodów i to jest zasadniczy błąd. Oto dlaczego Tesla robi to co robi i do czego jesteśmy jej w tym potrzebni.
Niniejsza treść ma charakter felietonu przedstawiającego prywatną opinię autora.
Na początek: kilka najważniejszych faktów o tym nowym cudzie, o którym od kilku dni mówi cały świat. Tesla Roadster, którą zaprezentował światu kilka dni temu Elon Musk, to według niego produkcyjna wersja modelu, na który pierwsze zaliczki od klientów pobrał dziewięć lat temu, a teraz obiecuje, że już za kolejne dwa lata dostarczy im auto o całkiem innym wyglądzie i funkcjach (tak właściwie, to nawet nie jest roadster). Ale mniejsza z tym – najciekawsza jest oczywiście obecność silników odrzutowych z programu SpaceX, z którymi Roadster może latać i rozpędza się do stu kilometrów na godzinę w osiem dziesiątych sekundy.
Brzmi to KOSMICZNIE dobrze, prawda? Patrzcie jak się robi samochody, zwykli i nudni producenci, którzy nie zmieniliście nic od początku XX wieku! Wystarczył jeden wizjoner, żeby wywrócić dotychczasowy porządek do góry nogami i dzięki niemu już niedługo latające samochody na stałe się wpiszą w krajobraz naszych miast.

Tesla Roadster (2026)

Tesla Roadster (2026)
…no nie do końca. Pozwólcie, że będę tym Kapitanem Marudą, który przypomni kilka nieznośnych faktów z praw fizyki. Po pierwsze – Roadster w takiej wersji ma trafić do sprzedaży tylko w bardzo, bardzo ograniczonej puli do samodzielnie wybranych przez Teslę odbiorców. Ci z kolei nie będą mogli korzystać z przedstawionej na premierze funkcji latania choćby w pobliżu dróg, czy w ogóle ludzi. Kto choć raz przebywał w okolicy pasa startowego, ten wie, z jak wielkim odrzutem, a przede wszystkim hałasem jest związane działanie takiego napędu. Tutaj byłby on jeszcze większy: jeśli wierzyć danym przedstawionym przez Muska, to wynikałoby z nich, ze gaz wyrzucany z dysz w aucie przekracza prędkość dźwięku.
Po drugie: to nie jest przypadek, że na prezentacji Roadster miał czarne szyby. Nawet do kilku sekund działania tego systemu potrzebne jest sprężone powietrze w takiej ilości, że jego zbiorniki wypełniają dokładnie całe miejsce w aucie. W praktyce oznacza to, że zbiorniki z gazem stłoczonym pod ogromnym ciśnieniem znajduje się tuż obok kierowcy; nie ma tu nawet miejsca na fotel pasażera. Elon Musk sam z zadowoleniem przyznał, że to rozwiązanie „nie jest zoptymalizowane pod kątem bezpieczeństwa w żaden sposób”.
Nie jest też przede wszystkim mądre. To nie jest tak, że dostrzegł on coś, o czym nikt inny w motoryzacji nie widział lub nie odważył się myśleć. Wręcz przeciwnie: koncepcja silników odrzutowych w aucie nie jest nowa. Pierwszy taki pojazd zrobił już blisko sto lat temu nikt inny niż Opel (bolid RAK 2 z 1928 r.), po II wojnie światowej testował Fiat (prototyp Turbina z 1954 r.), w ostatnich latach patrzył na nią Mate Rimac.

Nikt jednak nie zdecydował się wprowadzić jej do produkcji, bo to po prostu bez sensu. Pomijając aspekt bezpieczeństwa, gaz sprężony w aucie wystarczy na dosłownie kilka sekund działania systemu odrzutowego. Co po ich opróżnieniu? Zostajemy po prostu z zwykłym autem, które wozi ze sobą kilkaset kilogramów (pustych) pancernych butli. Nie brzmi to jak przepis na auto sportowe, które wywróci stolik.
Dlaczego więc takim autem chwali się teraz Tesla? Odpowiedź jest brutalna: Elonowi Muskowi nie zależy już na sprzedaży samochodów. On dobrze wie, że to, co Tesla miała do osiągnięcia w przemyśle motoryzacyjnym, ma już za sobą, a teraz jej rola będzie się tylko zmniejszała. Jej rolę lidera innowacji i sprzedaży aut elektrycznych przejęli z jednej strony tacy chińscy giganci jak BYD, a z drugiej strony również europejscy producenci już nadrobili straty i teraz to Volkswagen jest liderem sprzedaży aut elektrycznych w Europie.

I Elon Musk nie ma na tę sytuację żadnej odpowiedzi: Tesla Model 3 ma blisko 10 lat na karku i już dawno utraciła swoje przewagi nad konkurencją, Model S zszedł z rynku i nie ma następcy, sieć ładowania Tesla Supercharger o mocy 150 – 250 kW nie jest już w jakikolwiek sposób super.
Tesla ma jednak nadal jedną rzecz, której nie ma żadna inna firma na rynku: kapitalizację giełdową na poziomie 1500 miliardów dolarów, 6 razy większą od największego producenta samochodów na świecie, czyli Toyoty. Żeby Elon Musk pozostał najbogatszym człowiekiem na świecie, nie potrzebuje sprzedawać więcej samochodów, tylko utrzymać notowania Tesli na giełdzie. Stąd te opowieści o latających samochodach, samobieżnych taksówkach, produkcji robotów w miejscu aut i tak dalej. Tak długo, jak giełda będzie kupowała te historie, a my wszyscy będziemy chcieli słuchać kolejnych bajek Elona Muska, tak długo on będzie je opowiadał. I będzie się dalej bogacił nawet bez sprzedaży prawdziwych aut.
Źrdło: https://v10.pl/ | 17.10.2026 19:16
Źrdło: https://www.autocentrum.pl/ | 17.10.2026 18:00
Chińska ofensywa na polskim rynku motoryzacyjnym wchodzi w kolejny etap, a na celowniku pojawiają się auta, które mają kusić przede wszystkim jednym: ceną. Kiedy Jetour zaprezentował cenniki swojego nowego samochodu, bez wątpienia przyciągały uwagę ciągiem cyfr, jaki można było w nich znaleźć. Model Jetour X50 kosztuje w bazie zaledwie 76 900 zł. Brzmi jak hit dla kogoś, kto szuka nowego SUV-a, a nie chce wydawać fortuny. Ale czy niska cena idzie w parze z komfortem na co dzień? Właśnie sprawdziłem to auto i mam na jego temat bardzo mieszane uczucia.
Przy długości niespełna 4,4 m, Jetour X50 to od teraz najmniejszy model w polskiej gamie marki, która w ostatnich 12 miesiącach zdążyła już zostać dobrze przyjęta za sprawą topowego modelu T2 (znacie go – ten udający Defendera). Teraz marka idzie za ciosem i przedstawia swoją odpowiedź na takie tuzy jak Volkswagen T-Roc czy Toyota Corolla Cross…czy raczej, tak realnie, MG ZS albo GAC-a Emzooma.
Pierwsze, co zwróciło moją uwagę w kontakcie z tym samochodem, to jego proporcje: ten kompaktowy SUV w ruchu miejskim prezentuje się nadspodziewanie nowocześnie. Zarówno z zewnątrz, jak i z perspektywy kierowcy to małe, zwinne auto, które jako daily powinno sprawdzić się w zupełności. A skoro już mowa o wnętrzu i perspektywie kierowcy – pora na kolejne zaskoczenie: w cenie poniżej 77 tysięcy złotych dostajemy klimatyzację sterowaną elektronicznie, nawiewy z tyłu, a nawet ekologiczną skórę na fotelach i nowoczesne ekrany z obsługą Apple CarPlay oraz Android Auto. Póki co – same dobre wiadomości.

Jetour X50 (fot. Przemysław Garczyński / V10.pl)

Jetour X50 (fot. Przemysław Garczyński / V10.pl)

Jetour X50 (fot. Przemysław Garczyński / V10.pl)

Jetour X50 (fot. Przemysław Garczyński / V10.pl)
O ile brzmi to przepięknie, sam panel sterowania klimatyzacją jest zorganizowany w najgorszy możliwy sposób. Fajnie, że dotykowy. Fajnie, że nowoczesny. Szkoda, że w słoneczny dzień nijak nie jesteśmy w stanie dostrzec poszczególnych ikon, bo całość skutecznie odbija promienie słoneczne i robi za niechciane lusterko.
W środku jest więc tanio, ale przynajmniej jest go dużo. Przy rozstawie osi wynoszącym tuż ponad 2,6 m to już SUV segmentu C, które pod względem przestrzeni w środku może być tanią alternatywą dla Dacii Duster (kuriozalnie to brzmi, prawda?). Nie ma może jej prześwitu (tutaj jest mniejszy o 2 cm – dokładnie 186 mm) ani jej bagażnika (ten akurat nie jest za duży – 398 l), ale ostatecznie wystarczy na wypady całą rodziną również w miejsca, do których nie dochodzi asfalt.
Skoro wewnątrz wygląda drogo, gdzieś musi być haczyk, prawda? Krótka przejażdżka po mieście i poza nim pokazała, że oszczędności kryją się pod błyszczącym opakowaniem. W najtańszej wersji modelu X50 (wolnossący silnik 1.5 o mocy 113 KM spięty z archaiczną już, 5-biegową skrzynią manualną), zgodnie ze specyfikacją techniczną, ten wolnossący silnik potrafi spalić średnio aż 8,4 litra benzyny na 100 km! Mocniejsza, turbodoładowana odmiana (147 KM z automatem 6DCT za 87 900 zł), którą miałem okazję krótko pojeździć, pali niespełna 8,2 litra (choć przyznam, że w moim wykonaniu z przodu była dziewiątka…). Przy nowoczesnych hybrydach czy doładowanych maluchach (i obecnych cenach paliw) konkurencji wygląda blado.

Jetour X50 (fot. Przemysław Garczyński / V10.pl)

Jetour X50 (fot. Przemysław Garczyński / V10.pl)

Jetour X50 (fot. Przemysław Garczyński / V10.pl)

Jetour X50 (fot. Przemysław Garczyński / V10.pl)

Jetour X50 (fot. Przemysław Garczyński / V10.pl)
Dodajmy, że prędkość maksymalna wersji bazowej to 160 km/h, z kolei wersji z dopłatą – 185 km/h. W pakiecie kierowca zyska też trzy tryby jazdy: Eco, normalny/komfortowy i Sport.
Wsiadając za kierownicę wersji bazowej, szybko uwagę zwraca także fakt dotyczący wyposażenia z zakresu bezpieczeństwa. Najtańszy Jetour X50 ma na pokładzie wyłącznie przednie poduszki powietrzne. Dopiero dopłata 11 000 zł do wersji droższej (87 900 zł) otwiera drogę do poduszek bocznych, kurtyn, reflektorów LED oraz bogatego pakietu asystentów jazdy (m.in. monitorowania martwego pola czy kamery 360 stopni). Takie wyposażenie każe przypuszczać, że X50 jest wprowadzane do obrotu w Polsce na zasadzie dopuszczenia indywidualnego – bez pełnej homologacji.

Jetour X50 (fot. Przemysław Garczyński / V10.pl)

Jetour X50 (fot. Przemysław Garczyński / V10.pl)

Jetour X50 (fot. Przemysław Garczyński / V10.pl)

Jetour X50 (fot. Przemysław Garczyński / V10.pl)

Jetour X50 (fot. Przemysław Garczyński / V10.pl)

Jetour X50 (fot. Przemysław Garczyński / V10.pl)

Jetour X50 (fot. Przemysław Garczyński / V10.pl)

Jetour X50 (fot. Przemysław Garczyński / V10.pl)

Jetour X50 (fot. Przemysław Garczyński / V10.pl)
Czy cena zaczynająca się od 76 900 zł pozwoli przymknąć oko na te niedociągnięcia i będzie czynić cuda? Cóż, problemem Jetoura X50 jest fakt, że nie jest jedynym tak tanim autem na rynku. Tańszy od niego jest BAIC 3, który kosztuje od 74 900 zł (ale reprezentuje on porównywalny poziom jakości i wyposażenia), ale też MG ZS. Ten schodzi z ceną jeszcze niżej (do godnego uznania poziomu 72 500 zł), a oferuje za to wymagany na rynku unijnym poziom bezpieczeństwa. Nie zapominajmy też o europejskiej marce, która dzielnie próbuje odpierać ekspansję chińskiej konkurencji – Seat Arona jest co prawda o cały rozmiar mniejszy, ale też o całą ligę jakości i klimatu kabiny wyżej.
Nowy Jetour X50 (objęty zresztą solidną, 7-letnią gwarancją z limitem 150 000 km) to samochód pełen kontrastów. Z jednej strony kusi bezkonkurencyjną ceną i bogatym, nieco gadżeciarskim wyposażeniem w wyższej specyfikacji. Z drugiej – surowa baza z 5-biegowym manualem w czasach, gdy – nie ukrywajmy – automat to podstawa, brak poduszek bocznych w standardzie i dość spory apetyt na paliwo sprawiają, że dokładnie trzeba przeliczyć koszty eksploatacji.
Szukasz taniego auta do spokojnej jazdy wokół komina? Jeśli zaakceptujesz kompromisy konstrukcyjne, X50 może być ciekawą alternatywą. Jeśli jednak liczy się ekonomia – na stacji benzynowej możesz przeżyć bolesne zderzenie z rzeczywistością.
Przemysław Garczyński
Redaktor
| Jetour X50 1.5T 147 KM 6DCT (2026) – dane techniczne | |
|---|---|
| Napęd | |
| Silnik | Benzynowy, turbodoładowany |
| Układ i liczba cylindrów | Rzędowy, 4 cylindry |
| Pojemność skokowa | 1499 cm³ (według polskiego cennika) |
| Maksymalna moc | 147 KM (108 kW) |
| Maksymalny moment obrotowy | 230 Nm przy 2000–4000 obr./min |
| Napędzana oś | Przednia |
| Skrzynia biegów | Automatyczna, dwusprzęgłowa, 6-biegowa (6DCT) |
| Rodzaj paliwa | Benzyna |
| Pojemność zbiornika paliwa | 45 l |
| Osiągi i zużycie paliwa | |
| Przyspieszenie 0–100 km/h | Nie podano w polskim cenniku |
| Prędkość maksymalna | 185 km/h |
| Średnie zużycie paliwa według producenta | 8,2 l/100 km |
| Emisja CO2 według producenta | 187 g/km |
| Norma emisji spalin | Euro 6 |
| Masy i wymiary | |
| Długość | 4397 mm |
| Szerokość | 1841 mm |
| Wysokość | 1654 mm |
| Rozstaw osi | 2601 mm |
| Minimalny prześwit | 186 mm |
| Masa własna według polskiego cennika | 1485 kg |
| Dopuszczalna masa całkowita | 1785 kg |
| Pojemność bagażnika | 398 l |
| Pojemność bagażnika po złożeniu siedzeń | 1262 l |
| Liczba miejsc | 5 |
| Liczba drzwi | 5 |
| Podwozie | |
| Zawieszenie przednie | Niezależne, kolumny MacPhersona |
| Zawieszenie tylne | Niezależne, wielowahaczowe |
| Hamulce przednie | Tarczowe wentylowane |
| Hamulce tylne | Tarczowe |
| Seryjne koła i opony | Felgi aluminiowe 18 cali; opony 215/55 R18 |
| Ceny | |
| Cena od | 87 900 zł (Jetour X50 1.5T 147 KM 6DCT, polska specyfikacja) |
| Pozostałe | |
| Gwarancja na samochód | 7 lat/150 000 km |
| Wynik testu zderzeniowego Euro NCAP | Brak opublikowanej oceny Jetoura X50 (stan na 16.10.2026) |
| Kraj produkcji | Fuzhou, Chiny |
Źrdło: https://v10.pl/ | 16.10.2026 21:55
Elektryczna rewolucja w Zuffenhausen właśnie mocno wyhamowała. Koncern Porsche zaprezentował światu koncept Mission S – nową flagową linię supersamochodów. Wbrew wcześniejszym deklaracjom, sercem najpotężniejszych odmian nie będzie wyłącznie napęd elektryczny, lecz kultowy silnik spalinowy umieszczony centralnie.
Dla fanów tradycyjnej motoryzacji i charakterystycznego ryków wydechu to wieść, na którą czekali od lat.
Projekt Porsche Mission S to bezpośrednie pokłosie nowej strategii marki pod nazwą Sportwagenschmiede ’35. Niemiecki gigant wyraźnie koryguje dotychczasowy kurs szybkej e-mobilności. Zamiast stawiać wyłącznie na baterie, marka deklaruje równoległy rozwój tradycyjnych jednostek napędowych oraz nowoczesnych hybryd.
Mission S ma być duchowym spadkobiercą takich legend jak Carrera GT, Porsche 959 czy 918 Spyder – aut, które wyznaczały granice możliwości w swoich epokach.

Porsche Mission S (fot. Porsche)

Porsche Mission S (fot. Porsche)

Porsche Mission S (fot. Porsche)
Za wyrazistą linię nadwozia Mission S odpowiada Tobias Sühlmann (nowy szef Style Porsche). Koncept czerpie garściami z historycznego dziedzictwa marki:

Porsche Mission S (fot. Porsche)

Porsche Mission S (fot. Porsche)

Porsche Mission S (fot. Porsche)
Największe zaskoczenie czeka wewnątrz. Zamiast szerokich, cyfrowych ekranów zdominowanych przez wielkie wyświetlacze, Porsche postawiło na analogowy puryzm inspirowany modelami 550 Spyder i 356.
Choć dane techniczne samej jednostki spalinowej i dokładna data debiutu rynkowego pozostają owiane tajemnicą, Porsche wysłało jasny sygnał całemu branżowemu światu: silniki spalinowe w samochodach sportowych najwyższej klasy nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa.

Porsche Mission S (fot. Porsche)

Porsche Mission S (fot. Porsche)

Porsche Mission S (fot. Porsche)
Źrdło: https://v10.pl/ | 16.10.2026 12:30
Po blisko dekadzie spekulacji Tesla wraca do projektu swojego najbardziej ekstremalnego auta. Nowa Tesla Roadster ma nie tylko przyspieszać szybciej niż jakikolwiek seryjny samochód spalinowy, ale też otrzymać funkcje, które dotychczas istniały wyłącznie na kartach powieści science-fiction – w tym systemy docisku rodem z bolidów F1 oraz zapowiedź wersji „latającej”.
Zapowiedziana pierwotnie w 2017 roku Tesla Roadster miała trafić na rynek już w 2020 r. Ostatecznie projekt utonął w ciszy na dziewięć długich lat. Teraz Elon Musk wraca do tematu, rzucając na stół parametry, które wprawiają w osłupienie zarówno inżynierów, jak i tradycyjnych fanów motoryzacji.
Nowe elektryczne coupe przeszło również ewolucję stylistyczną. Przód pojazdu stał się bardziej kanciasty i agresywny (przypominający sylwetką egzotyczne supersamochody), zyskał unoszone drzwi oraz potężne, niemal absurdalne skrzydło z tyłu. Wnętrze zredukowano do absolutnego minimum – króluje w nim prostota i wolant inspirowany lotnictwem.

Nowa Tesla Roadster (2026) (fot. Tesla)
Tesla nie byłaby sobą, gdyby nie obiecywała rekordów. Najnowsze zapowiedzi dotyczące Roadstera brzmią wręcz niewiarygodnie:

Nowa Tesla Roadster (2026) (fot. Tesla)
Choć oficjalny debiut seryjny wciąż pozostaje wielką niewiadomą (a wielu ekspertów podchodzi do śmiałych obietnic Muska z rezerwą), Tesla oficjalnie rozpoczęła przyjmowanie zamówień.
Wejście na listę oczekujących wymaga jednak sporej zaliczki. Zwrotny depozyt wynosi aż 50 000 dolarów (w przeliczeniu ok. 194 tysiące złotych). Kwota ta dotyczy wszystkich trzech zapowiadanych wariantów: bazowego, Performance oraz ekstremalnego Rocket.

Nowa Tesla Roadster (2026) (fot. Tesla)
Źrdło: https://v10.pl/ | 16.10.2026 11:35
Źrdło: https://www.autocentrum.pl/ | 16.10.2026 9:03
Źrdło: https://www.autocentrum.pl/ | 15.10.2026 17:00
Źrdło: https://www.autocentrum.pl/ | 15.10.2026 7:30
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22