
- osobowych
- dostawczych
- terenowych (4x4)
- sprzedaż
- montaż
- naprawa
- przechowalnia
Sklep Online: oponyfelgilodz.pl - nowe opony
Poczta elektroniczna:
opony@uzywaneopony.net
Danpol Łódź to firma świadcząca profesjonalne usługi w zakresie wymiany i
sprzedaży felg stalowych i aluminiowych oraz opon nowych i używanych do
samochodów osobowych, terenowych, dostawczych, motocykli zarówno dla
klientów indywidualnych jak i małych podmiotów gospodarczych oraz innych firm z
terenu województwa łódzkiego. Wykonujemy również wszelkie naprawy bieżące
(przeguby, półosie, klocki i szczęki hamulcowe, amortyzatory, sprężyny itp).
Oferujemy akcesoria do felg i opon (śruby do felg, pierścienie centrujące, nakrętki do felg,
zabezpieczenia kół, wentyle chromowane, dętki).
Nasza solidna fachowa i wyszkolona załoga służy pomocą doradczą a nowoczesne
maszyny i urządzenia wulkanizacyjne gwarantują profesjonalne i rzetelne
wykonanie usługi.
Serdecznie zapraszamy do naszej nowej strony internetowej gdzie mogą Państwo zapoznać się z proponowaną przez nas ofertą.
Serdecznie zapraszamy do współpracy!
więcej informacji na naszej oficjalnej stronie:
>> www.uzywaneopony.net <<
Шиномонтаж в Danpol легко и быстро. Наш шиномонтаж в Лодзи готов предложить Вам широкий спектр услуг по ремонту шин,правке штампованных дисков и балансировке колес и колесных дисков. Мы используем высокотехнологическое оборудование от производителей мирового класса, которое позволяет достичь высоких результатов при шиномонтаже и балансировке колес.
Предлагаем широкий спектр услуг по монтажу и демонтажу колёс, ремонту, балансировке, а так же переобувке.
Операции по демонтажу и последующей установке шин, их ремонт проводятся на ваших глазах и занимают считанные минуты, а накопленный за годы работы опыт наших сотрудников позволяет нам делать это не только быстро, но в первую очередь качественно и аккуратно, не нанося повреждений на покрытие диска.
Źrdło: https://www.money.pl/ | 13.07.2026 15:42
Źrdło: https://www.money.pl/ | 13.07.2026 14:47
Dramatyczny zwrot akcji w samych minutach końcowych wyścigu 6h Sao Paulo na torze Interlagos. Mimo seryjnych błędów i kar, które niemal przekreśliły szanse na dobry wynik, załoga Roberta Kubicy rzutem na taśmę wywalczyła znakomite piąte miejsce w klasie Hypercar. Wszystko za sprawą kolizji konkurentów tuż przed metą.
Wyścig w Brazylii od samego początku przypominał jazdę na rollercoasterze dla ekipy AF Corse #83. Choć po trudnych kwalifikacjach i starcie z 10. pozycji nastroje w zespole były umiarkowane, początek zmagań w wykonaniu Yifei Ye wlał w serca polskich kibiców spore nadzieje. Chińczyk błyskawicznie przebił się na 6. lokatę, jednak radość nie trwała długo – za przewinienie podczas procedury startowej sędziowie nałożyli na załogę 5 sekund kary.
Gdy po błędach rywali (m.in. problemach Cadillaca w boksach oraz karach przejazdu przez aleję serwisową dla fabrycznych ekip Toyoty i Ferrari) AF Corse realnie włączyło się do walki o podium, nadszedł kluczowy i bolesny moment wyścigu. Zmieniający Ye Phil Hanson popełnił fatalny błąd, uderzając w tył samochodu Aston Martin niższej klasy LMGT3. Efekt? Kolejna, tym razem aż 10-sekundowa kara, która zepchnęła zespół w głąb stawki.

FIA WEC 6 Hours of Sao Paulo 2026 (fot. DPPI)

FIA WEC 6 Hours of Sao Paulo 2026 (fot. DPPI)

FIA WEC 6 Hours of Sao Paulo 2026 (fot. DPPI)
Robert Kubica przejął kokpit żółtego Ferrari 499P na ostatnie dwie godziny rywalizacji. Strategiczny plan zakładał, że Polak, znany ze świetnej jazdy w trudnych warunkach, wykorzysta zapowiadane opady deszczu. Nad Interlagos drastycznie spadła temperatura i zgęstniały czarne chmury, jednak ulewa ostatecznie nie nadeszła.
Mimo braku sprzyjających warunków pogodowych, krakowianin pojechał profesorsko i całkowicie bezbłędnie, starając się zminimalizować straty poniesione przez zmiennika. Wydawało się, że maksimum możliwości tego dnia będzie siódma pozycja.

FIA WEC 6 Hours of Sao Paulo 2026 (fot. DPPI)

FIA WEC 6 Hours of Sao Paulo 2026 (fot. DPPI)
Wtedy jednak do akcji wkroczyły nieprzewidywalne emocje końcówki wyścigu WEC. Jadący przed Kubicą Antonio Fuoco (fabryczne Ferrari) oraz Robin Frijns (BMW) wdali się w niezwykle ostrą i agresywną walkę na torze. Na ostatnich minutach doszło między nimi do kontaktu, w wyniku którego samochód Fuoco obrócił się na torze.
Kubica wykorzystał ten chaos z zimną krwią, bez problemu mijając uwikłanych w kolizję rywali i awansując o dwie pozycje. Dzięki temu załoga AF Corse minęła linię mety na rewelacyjnym, biorąc pod uwagę przebieg wyścigu, 5. miejscu.
Zwycięstwem w 6h Sao Paulo mogła cieszyć się załoga BMW M Team WRT z numerem 15 (Vanthoor/Marciello/Magnussen), dla której to już drugi triumf w tym sezonie mistrzostw świata. Na drugim stopniu podium stanęło fabryczne Ferrari #51, a czołową trójkę uzupełnił zespół Hertz Team JOTA w Cadillacu.
Źrdło: https://v10.pl/ | 13.07.2026 14:23
Marka CUPRA zdecydowała się na niespodziewany krok, który może mocno namieszać na polskim rynku motoryzacyjnym. Ceny flagowego crossovera Formentor z najnowszego rocznika produkcyjnego 2026 zostały oficjalnie obniżone o równe 10 000 złotych. Ruch ten uderza bezpośrednio w konkurencję, która wciąż próbuje wyprzedawać starsze auta z ubiegłych lat.
Polski rynek motoryzacyjny przyzwyczaił kierowców do tego, że duże rabaty dotyczą zazwyczaj starszych roczników stojących na placach dilerów. CUPRA postanowiła jednak przełamać ten schemat. Hiszpański producent ogłosił nowy cennik dla modeli z roku produkcyjnego 2026, w którym każda wersja – od bazowej po wyczynowe warianty VZ – została objęta stałym upustem w wysokości 10 000 zł brutto.
Dzięki nowej strategii cenowej próg wejścia do świata hiszpańskiej marki stał się znacznie bardziej przystępny.
Co ważne dla estetów, identyczny rabat (10 tys. zł) objął także pożądane, limitowane wersje stylistyczne Tribe Edition oraz VZ Tribe Edition.

CUPRA Formentor (fot. CUPRA)

CUPRA Formentor (fot. CUPRA)

CUPRA Formentor (fot. CUPRA)
Nowy cennik pociągnął za sobą drastyczne obniżenie kosztów finansowania przygotowanego we współpracy z Volkswagen Financial Services. Oferta została skrojona zarówno pod przedsiębiorców, jak i klientów indywidualnych.
W formule Leasing Jak Abonament (dedykowanej dla firm) bazowa wersja Formentora generuje teraz miesięczny koszt na poziomie zaledwie 487 zł netto. Niezwykle atrakcyjnie wypada popularny wariant hybrydowy o mocy 204 KM z przekładnią DSG – przedsiębiorcy mogą nim wyjechać z salonu już za 622 zł netto miesięcznie. Z kolei flagowa, 390-konna odmiana VZ5 wiąże się z ratą wynoszącą 952 zł netto.
Klienci indywidualni, wybierając Kredyt Jak Abonament, również odczują zmianę. Przykładowo, wersje z napędem typu plug-in można użytkować od 1 091 zł brutto miesięcznie, a topowy wariant VZ5 wymaga miesięcznej wpłaty od 1 646 zł brutto.
Poza obniżką bazowych cen pojazdów, CUPRA drastycznie ścięła koszty opcji dodatkowych. Najlepszym przykładem jest niezwykle bogaty pakiet Black Edition (zawierający m.in. światła Matrix LED ULTRA, adaptacyjne zawieszenie DCC, kamerę cofania, bezdotykową klapę bagażnika oraz ambientowe oświetlenie wnętrza). Jego cena została obniżona aż o 9 986 zł, co pozwala na niemal darmowe doposażenie zamawianego samochodu.
Wprowadzając tak agresywną politykę cenową dla aut z bieżącego rocznika 2026, CUPRA stawia rywali w trudnej sytuacji. Oferta dostępna jest dla klientów do wyczerpania określonej puli modeli, z kolei pełny konfigurator oraz nowe tabele cennikowe zostały już zaktualizowane na oficjalnej stronie producenta.

CUPRA Formentor (fot. CUPRA)

CUPRA Formentor (fot. CUPRA)

CUPRA Formentor (fot. CUPRA)
Źrdło: https://v10.pl/ | 13.07.2026 14:03
Źrdło: https://www.money.pl/ | 13.07.2026 13:50
Źrdło: https://www.money.pl/ | 13.07.2026 13:49
Źrdło: https://www.money.pl/ | 13.07.2026 11:36
Nowy Lexus ES wchodzi na polski rynek jako rewolucyjna, większa od rywali o pół rozmiaru limuzyna z napędami hybrydowymi i elektrycznymi. Dobrze znany poprzednik jeszcze jednak nie schodzi ze sceny i teraz dostępny jest w wyjątkowej cenie zaczynającej się już od 199 900 zł. Sprawdziłem, który z tych dwóch modeli wybrać i z jakich powodów.
Lexus ES dość niepostrzeżenie wszedł na nasz rynek dopiero w 2019 r. jako następca przygotowanego specjalnie dla Europy Lexusa GS. W ten sposób do Polski wkroczył jeden z najważniejszych modeli w historii tej japońskiej marki, którego pierwsza generacja zadebiutowała w USA już w 1989 r., niedługo po jej pierwszym produkcie w historii, flagowym LS.
Powiązania technicznie z Toyotą Camry limuzyna szybko zdobyła dużą popularność i uznanie w Stanach za sprawą połączenia niższego pułapu cenowego z nadal pełnym doświadczeniem posiadania Lexusa, które od początku było budowane wyjątkowo staranną obsługą klientów i wysoką trwałością mechaniczną.

Lexus ES siódmej generacji kontra Lexus ES ósmej generacji: porównanie 2026

Lexus ES siódmej generacji kontra Lexus ES ósmej generacji: porównanie 2026
Kolejne generacje konsekwentnie powtarzały ten przepis, nawet gdy ES stał się już modelem globalnym i wyłącznym reprezentantem Lexusa w segmencie E. Oznacza to, że w 2019 r. bardziej charakterny GS z dużymi silnikami i tylnym napędem został zastąpiony u nas przez dużo łagodniejszego z wyglądu i usposobienia sedana z hybrydowym napędem, który dla odmiany posyłał skromniejszą moc przez bezstopniową skrzynię e-CVT na przód.
Paradoksalnie, dla polskiego klienta to była dobra zmiana. Lexus przebił się przez hegemonię uznanego niemieckiego trio pod tytułem Audi A6 – BMW serii 5 – Mercedes klasy E, gdy zaczął oferować samochód odwrotny od nich.
To właśnie skromny według liczb napęd o mocy 218 KM okazał się kluczem do sukcesu. Jak wykazują statystyki, nawet w tym segmencie aż 70 proc. limuzyn kupowanych jest u nas z napędami o mocy poniżej 220 KM.

Wpisanie się w ten trend z napędem hybrydowym przyniosło wiele sensownych korzyści: niższe obciążenie m.in. dla układu hamulcowego i przez to niższe koszty serwisowe (kolejna statystyka – tym razem dostarczona mi już przez samego producenta na podstawie danych z krajowych serwisów – wskazuje, że aż 86 proc. ES-ów schodzącej generacji przejechało po naszych drogach ponad 100 tys. km bez wymiany fabrycznych klocków hamulcowych, a prawie 20 proc. dojechało na pierwszych klockach do 150 tys. km.).
ES został doceniony nie tylko w Polsce, bo nawet niemiecki magazyn Auto Bild w jednym z najbardziej prestiżowych plebiscytów flotowych w Europie Firmenwagen Awards wskazał w 2025 r. właśnie jego na najlepsze auto w segmencie E. Ale przyjął się zwłaszcza w Polsce, która w cokolwiek zaskakującym obrocie spraw stała się najważniejszym rynkiem dla tego modelu w całej Europie. Nad Wisłę trafia aż 30 proc. wszystkich ES-ów wysyłanych z fabryki w Japonii na nasz kontynent.

Lexus ES 350h (2023)

Lexus ES 350h (2023)

Lexus ES 350h (2023)
Z czego wynika ta polska specjalność tego modelu? Zapewne z realnie nie aż tak silnego sentymentu klientów do limuzyn z Niemiec. Wymowny jest fakt, że drugim największym rynkiem na ES-a w Europie jest Wielka Brytania, która również nie posiada rodzimego reprezentanta w tym segmencie, przez co kupujący zamiast kierować się względami sentymentalnymi patrzą na cechy pragmatyczne.
A w tym zakresie ES Lexus broni się za sprawą skutecznych starań polskiego oddziału Toyoty o dobre narzędzia leasingowe i wynajmu, które w połączeniu z niskimi kosztami eksploatacji i wysoką wartością rezydualną sumują się na sensowne warunki finansowania.
Schodzący ES 300h zgadza się nie tylko w Excelu. To ostatni z rodu amerykańskich ES-ów, a więc czuć w nim ten konserwatywny charakter i trochę inne postrzeganie premium niż w przypadku aut z Europy.

Lexus ES 350h (2023)

Lexus ES 350h (2023)

Lexus ES 350h (2023)

Lexus ES 350h (2023)
Z zewnątrz zachowuje bryłę najbardziej tradycyjnego z możliwych sedanów; nie jest liderem w zakresie funkcjonalności (miejsca jest po prostu ok – podobnie jak w Mercedesie, ciut mniej niż w BMW i Audi), zdecydowanie nie jest trendsetterem w zakresie innowacji technicznych – kto choć raz korzystał ze stosowanego przez ostatnią dekadę we wszystkich modelach koncernu Toyoty systemu multimedialnego z ekranem o nie za dużej rozdzielczości ten wie, co mam na myśli.
Ale nie zapominajmy, że mówimy o konstrukcji debiutującej na rynku w 2019 r., a więc w gruncie rzeczy jeszcze naprawdę świeżej. Design nadwozia dla mnie wdzięcznie zniósł próbę czasu i jego płynne linie są miłe memu oku. Takie samo jest prowadzenie, w którym wcale nie brakuje mi twardego zawieszenia i narwanego tylnego napędu na siłę wpychanego nam przez innych producentów.
ES-em z roczników 2019 – 2026 przyjemnie płynie się nad drogą i o dziwo w tym doświadczeniu pomaga nawet skrzynia e-CVT, która po latach poprawek wydobywa z hybrydowego napędu wysoką kulturę pracy i składa się na ogólnie płynną, cichą jazdę. Jeśli dodać do tego jeszcze uczciwie wykonane wnętrze z dobrych materiałów to kończymy z autem, które spokojnie mogłoby jeszcze trochę pobyć na rynku.

Lexus ES 350h (2023)

Lexus ES 350h (2023)

Lexus ES 350h (2023)

Lexus ES 350h (2023)
Optymalnie skonfigurowana wersja Business Edition zawiera już elektrycznie regulowane i podgrzewane fotele, dwunastocalowy ekran dotykowy, aktywny tempomat i elektryczny szyberdach – to wszystko w autach już dostępnych w polskich salonach od ręki, z krótkim czasem oczekiwania. W magazynach jest ich jeszcze kilkaset, ale warto się spieszyć, bo więcej już fabryka nie doprodukuje – drugiej szansy na taki deal nie będzie.
Za kilka miesięcy w salonach Lexusa zostanie już tylko ósma generacja Lexusa ES, która wprowadza tę nazwę już w inne miejsce na rynku. Choć polski dystrybutor robi wiele, aby ceny pozostały na poziomie jak najbardziej zbliżonym do schodzącej generacji i już na dzień dobry gwarantuje rabaty na poziomie 40 – 50 tys. zł, to jednak nowy model i tak jest troszkę droższy od poprzednika: poziom wejściowy ustawiono na 260 100 zł, a bogato wyposażone wersje przekraczają 300 tys. zł.

Lexus ES 500e (2026)

Lexus ES 500e (2026)

Lexus ES 500e (2026)
Trochę wyższa cena przekłada się jednak na nadal konkurencyjną relację ceny do tego, co dostajemy w zamian, bo zaszedł tu skokowy postęp właściwie na wszystkich frontach. Po pierwsze, ES został radykalnie unowocześniony. W tej historii przeskoczyliśmy nagle o jakieś dwa rozdziały do przodu.
Z zewnątrz ta transformacja w futurystycznego liftbacka (formalnie to dalej sedan – klapa bagażnika otwiera się bez szyby) będzie wymagała u niektórych przyzwyczajenia, ale na pewno nikt nie powie, że teraz Japończycy robią nudne i niewyróżniające się na ulicy auta.
Wnętrze również zmieniło się nie do poznania. Płynne krzywizny i pękate kształty ustąpiły miejsca prostym liniom i trendowi shy-tech (czyli mody na ukrywanie technologii: podświetlane przyciski zatopione w skórzanej tapicerce na konsoli środkowej znikają, gdy nie są używane).

Lexus ES 500e (2026)

Lexus ES 500e (2026)

Lexus ES 500e (2026)
Zgodnie z trendami pojawiły się tu też duże ekrany: centralny o przekątnej 14 cali i za kierownicą o przekątnej 12,3 cala. Wyświetlany jest na nich system wsparty na znanym już z kilku modeli Toyoty, całkowicie nowym OS-ie Arene, który otwiera drogę do nowych funkcji i asystentów prowadzenia, niedostępnych z poprzednią architekturą cyfrową tego koncernu.
Drugi istotny przełom nastąpił na polu napędów. Ósma generacja jest pierwszą, w której pojawiają się napędy elektryczny oraz na cztery koła. Opcje elektryczne są dwie: ES 350e z FWD o mocy 224 KM raz ES 500e z AWD o mocy 343 KM. Różnica w cenie jest na tyle niewielka, że warto brać od razu tę mocniejszą.
To jest – o ile pomijasz hybrydę, która pozostanie tu domyślnym wyborem. Nowa, szósta generacja układu Toyoty nie wprowadza żadnej rewolucji, ale konsekwentne, małe poprawki na wszystkich frontach: trochę większy udział w pracy części elektrycznej, co przekłada się na trochę niższe zużycie paliwa (4,8 l/100 km średnio) i lepsze przyspieszenie do 100 km/h (8 s).

Lexus ES 500e (2026)

Lexus ES 350h (2023)
Zmniejszenie roli i optymalizacja spalinowej jednostki o pojemności 2,5 l przyniosła lepszą kulturę pracy. Po raz pierwszy dostępna jest też tutaj opcja AWD, po którą zapewne będzie chciało sięgnąć wielu polskich klientów.
I w końcu najbardziej oczywista zmiana, czyli wymiary. ES zdecydowanie urósł w każdą stronę: na długość mierzy 514 cm, czyli o całe 16,5 cm więcej niż poprzednik. Rozstaw osi urósł o całe 8 cm do 295 cm. Do tego szerokość i wysokość również słuszne: kolejno 192 i 155,5 cm.
To świadoma strategia producenta wynikająca z wygaszania flagowej limuzyny LS (w polskiej sieci nie kupimy go już od dobrego roku – Japończycy powrócą do tego segmentu, ale tylko z SUV-em).

Lexus ES 500e (2026)

Lexus ES 500e (2026)

Lexus ES 500e (2026)
Producent twierdzi, że ES w takim rozmiarze ma po części odpowiadać na potrzeby klientów klasy wyższej. Tak naprawdę to tak do końca tego nie robi, bo nie reprezentuje jeszcze poziomu wykończenia i opcji, które pozwoliłyby mu rywalizować z Mercedesem klasy S albo BMW serii 7 (topowa wersja wyposażenia Onometashi z indywidualnymi fotelami z tyłu nie występuje w Europie i nie wiadomo czy i kiedy dotrze).
Na standardy segmentu E jest to jednak przekonująca kabina z kilkoma ciekawym detalami, i rzeczywiście duża. Tak na miejsca z tyłu, jak i bagażnika, który urósł z 454 do 493 l, czy też… wysokość. Wszystkie Lexusy ES nowej generacji niezależnie od źródła energii wychodzą z fabryki z wysoko poprowadzoną podłogą, pod którą jest miejsce na duży akumulator dla wersji elektrycznej.
To pierwsze, na co zwracam uwagę za kierownicą: siedzisko jest zlokalizowane o kilka centymetrów wyżej, co przekłada się też na bardziej dowodzącą pozycję za kierownicą, znaną z crossoverów. Rzecz niespodziewana dla mnie, ale ogólnie wielu osobom takie wrażenie górowania nad innym użytkownikami drogi się podoba.

Zmiana tego typu nie wpłynęła jednak na charakter prowadzenia, który nie stracił na swoim komforcie: dobrze wyciszona kabina i ustawienia zawieszenia dalej dobrze izolują od nierówności. Samo prowadzenie stało się jednak trochę bardziej precyzyjne i dynamiczne za sprawą zastosowania układu wspomagania o zmiennym przełożeniu i doinwestowanego zawieszenia z kolumnami McPhersona z przodu i układem wielowahaczowym z tyłu.
Może ta moja pierwsza opinia to po części zasługa wersji napędowej, którą jeździłem. ES 500e AWD to najszybszy ES w historii: sprint do 100 km/h zajmuje mu godne już jakiejś wersji ze sportowym oznaczeniem 5,7 sekundy, a intensywność reakcji napędu na pedał gazu nie osłabia się nawet na autostradzie, którą również biegł kawałek naszego testu. Nawet w takich warunkach chwilowy pomiar zużycia energii sugerował dobrą ekonomikę jazdy, ale na dokładne dane musimy poczekać do dłuższego kontaktu z tym modelem.

Na tę chwilę oferta schodzącej generacji jest dla mnie po prostu za dobra, żeby eksperymentować. Po sześciu latach na rynku to dalej reprezentacyjna z wyglądu, wygodna i po prostu godna zaufania limuzyna. Nawet jeśli wobec następcy ma kilka obiektywnych braków: nie ma elektrycznej klapy, wentylacji foteli i cyfrowej deski rozdzielczej; ma mniejsze o jeden cal koła (18” w starym ES w bazowej wersji, 19” w standardzie w nowym), mniejszy ekran centralny i mniejszy szyberdach.
Modele te są tak różne, że tak naprawdę najlepiej, gdyby zostały obok siebie na rynku na dłużej. Byłoby to też z korzyścią dla krajowego przedstawiciela japońskiego koncernu, bo ten prognozuje w tym roku rekordowe wyniki sprzedaży ES-a (a właściwie dwóch ES-ów): o ile jeszcze niedawno reprezentant Lexusa deptał po piętach domyślnym rywalom z Niemiec, teraz Lexus planuje podwoić sprzedaż tego modelu i zwiększyć swój udział w segmencie E do aż 25 proc.
Tak silnej pozycji Japończycy nie mieli w tym zakątku rynku jeszcze nigdy, co chyba najwięcej mówi o formie zarówno wchodzącego, jak i schodzącego modelu.
Źrdło: https://v10.pl/ | 11.07.2026 15:11
Zarząd Grupy Volkswagen zaprezentował radykalną strategię reorganizacji, która ma uratować rentowność niemieckiego giganta. Do 2030 roku koncern zamierza zredukować swoją ofertę modelową nawet o połowę, a konfiguratory opcji zostaną obcięte aż o 75 procent. Za drastycznym odchudzeniem portfolio idą bolesne cięcia strukturalne – redukcja produkcji o miliony sztuk, widmo zamknięcia fabryk i zwolnienia, które mogą dotknąć nawet 100 tysięcy pracowników.
Dotychczasowe programy oszczędnościowe w Wolfsburgu okazały się niewystarczające w obliczu brutalnych realiów rynkowych. Dyrektor finansowy i operacyjny Grupy przyznał wprost, że obecne otoczenie gospodarcze oraz geopolityczne zmusza firmę do fundamentalnej zmiany modelu biznesowego. Odpowiedzią na kryzys ma być nowy, bezwzględny „Plan na Przyszłość”.
Kluczowym filarem nowej strategii jest bezprecedensowe uproszczenie oferty (tzw. de-kompleksyfikacja). Volkswagen zamierza wycofać z rynku najmniej dochodowe modele i skupić wszystkie nakłady inwestycyjne na kluczowych technologiach oraz najbardziej zyskownych segmentach (sektor automotive core).
Dla klientów oznacza to rewolucję w salonach:
Taki ruch ma drastycznie obniżyć koszty projektowania, logistyki i samej produkcji, pozwalając koncernowi reagować szybciej na ruchy azjatyckiej konkurencji.

Volkswagen T-Roc R-Line (2026) (fot. Mateusz Żuchowski/V10.pl)

Volkswagen Tiguan Allspace (fot. V10.pl)

Volkswagen Passat Variant (fot. V10.pl)

Volkswagen CC R-Line 2.0 TDI (fot. V10.pl)

Volkswagen Multivan 2.0 BiTDI (fot. V10.pl)
Volkswagen rezygnuje z pogoni za wolumenem na rzecz walki o marżę. Jeszcze przed pandemią ambicją koncernu było osiągnięcie pułapu produkcyjnego na poziomie 12 milionów pojazdów rocznie. Nowy plan redefiniuje te cele. Docelowe moce produkcyjne mają zostać trwale obniżone do 9 milionów aut rocznie (obecnie limit ten wynosił około 10 milionów).
Cięcia wydajności dotkną zakłady zarówno w Europie, jak i w Chinach, gdzie niemiecki producent traci udziały na rzecz lokalnych marek aut elektrycznych.
Najbardziej dramatycznym elementem restrukturyzacji są jej koszty społeczne. Choć oficjalnie zarząd unika jeszcze wskazywania konkretnych lokalizacji przeznaczonych do likwidacji, nieoficjalne doniesienia mówią o planach zamknięcia czterech fabryk na terenie Niemiec.
Według agencji Reuters, skala redukcji etatów może okazać się dwukrotnie wyższa, niż pierwotnie szacowano. Pracę w strukturach Grupy VW może stracić nawet 100 tysięcy osób. W zakładach produkcyjnych i strukturach związkowych już teraz panuje ogromne napięcie, a zapowiadane zwolnienia niemal na pewno doprowadzą do ostrych konfliktów społecznych w Niemczech.

Oliver Blume, Prezes zarządu Grupy Volkswagen (fot. Volkswagen AG)
Prezes zarządu Grupy Volkswagen, Oliver Blume, broni radykalnych decyzji, argumentując, że jest to jedyna droga do przetrwania na dynamicznie zmieniającym się rynku. Poprzez szczuplejsze struktury, redukcję nadwyżek produkcyjnych oraz silniejsze dopasowanie produktów do rynków regionalnych, koncern ma stać się szybszy, bardziej odporny i przede wszystkim konkurencyjny.
„Do 2030 roku uczynimy Grupę Volkswagen najbardziej atrakcyjną firmą motoryzacyjną na świecie – z ikonicznymi markami, inspirującymi produktami, wiodącymi technologiami, solidnymi wynikami finansowymi, wiarygodnymi rezultatami na rynku kapitałowym i duchem zespołowym w działaniu. Z naszym planem na przyszłość wchodzimy w kolejną fazę transformacji.”
Wtóruje mu zresztą Arno Antlitz, CFO i COO Grupy Volkswagen. Jego zdaniem:
„Mimo osiągniętych postępów zaplanowane dotychczas redukcje kosztów w ramach uzgodnionych programów nie są wystarczające w obecnym otoczeniu gospodarczym i geopolitycznym. Zamiast tego musimy fundamentalnie zmienić nasz model biznesowy i przeprowadzić trwałe usprawnienia. Obejmuje to poprawę struktury kosztowej naszych pojazdów bez uszczerbku dla ich wartości jakościowej, znaczące obniżenie kosztów ogólnych, zwiększenie efektywności zakładów oraz przyspieszenie rozwoju technologii i procesów decyzyjnych. Możemy to osiągnąć wyłącznie poprzez istotne ograniczenie złożoności – w portfelu produktowym i platformach technologicznych oraz w liczbie jednostek i szczebli decyzyjnych. Te obszary działań są przedmiotem przedstawionego planu na przyszłość. Kluczowe jest szybkie i konsekwentne wdrożenie”.
Czy drastyczna kuracja odchudzająca przywróci blask największemu europejskiemu producentowi samochodów? To się okaże. Pewne jest jedno – najbliższe miesiące będą dla Wolfsburga testem rynkowej i społecznej wytrzymałości.
Źrdło: https://v10.pl/ | 11.07.2026 8:09
Pierwsza połowa 2026 roku przynosi fascynujące przetasowania na rynku samochodów luksusowych. Choć krajobraz makroekonomiczny zmusza producentów do elastyczności, giganci z Monachium i Stuttgartu idą łeb w łeb, realizując skrajnie różne strategie sukcesu. Najnowsze dane sprzedażowe pokazują wyraźnie: nad Wisłą niepodzielnie rządzi BMW, podczas gdy Mercedes-Benz buduje imponujące fundamenty pod globalną dominację w segmencie aut na prąd.
Bawarski producent dosłownie „nagniata” na polskim rynku, zamykając pierwsze półrocze 2026 roku z historycznym, rekordowym wynikiem. Nad Wisłą zarejestrowano aż 20 417 nowych pojazdów z portfolio BMW Group (wliczając MINI oraz motocykle BMW Motorrad).
Samo BMW odpowiada za 16 715 rejestracji, co oznacza potężny, ponad 12-procentowy wzrost rok do roku. Przekładając to na rynkową rzeczywistość: niemal co czwarty samochód klasy premium wyjeżdżający z polskich salonów nosi na masce charakterystyczne biało-niebieskie śmigło.
Kołem zamachowym sukcesu okazały się SUV-y (SAV-y). Absolutnym hitem nad Wisłą jest model X3, który zanotował astronomiczny, 108-procentowy wzrost rejestracji (3 659 sztuk). Polacy pokochali też mniejsze X1 (2 693 sztuki) oraz klasyczną serię 3. Równolegle BMW świetnie radzi sobie w segmencie czysto elektrycznym (BEV), notując w Polsce blisko 89-procentowy skok zainteresowania, napędzany debiutem w pełni elektrycznego BMW i3 nowej generacji (rodzina Neue Klasse), oferującego zasięg przekraczający 900 km.

BMW X3 M40i (fot. V10.pl)

BMW 540i (fot. V10.pl)

BMW i3 94Ah (fot. V10.pl)

BMW 320d (fot. V10.pl)

BMW M4 (fot. V10.pl)
Choć w polskich statystykach BMW świeci najjaśniejszym blaskiem, Mercedes-Benz absolutnie nie zamierza składać broni i prezentuje imponującą formę w ujęciu globalnym. Oficjalne wyniki koncernu ze Stuttgartu za drugi kwartał 2026 roku dowodzą, że strategia oparta na wartości, a nie tylko na wolumenie, przynosi owoce.
Mercedes-Benz dostarczył na całym świecie 511 900 samochodów osobowych i dostawczych. Kluczowym wskaźnikiem jest tu dynamika poza rynkiem chińskim – sprzedaż na pozostałych rynkach globalnych wzrosła o 3% rok do roku.
To, co jednak najbardziej imponuje w strukturze sprzedaży Mercedesa, to eksplozja popularności pojazdów w pełni elektrycznych, która wzrosła o ponad 50%. Stuttgart zbiera plony z mocno rozwiniętej i dojrzałej już gamy modeli EQ oraz nowych elektrycznych interpretacji swoich klasyków. Dla Mercedesa elektromobilność przestała być niszowym dodatkiem – stała się głównym motorem napędowym wzrostów, co pozwala marce z optymizmem patrzeć na nadchodzące unijne restrykcje emisyjne.

Mercedes S560 L 4Matic (fot. V10.pl)

Mercedes GLE 350d (fot. V10.pl)

Mercedes-Benz Vito Tourer 4×4 (fot. V10.pl)

Mercedes S500 Hybrid (fot. V10.pl)

Mercedes GLA 200 CDI 4Matic (fot. V10.pl)
Analizując wyniki obu gigantów, widać wyraźną polaryzację strategii operacyjnych:
Wojna w segmencie premium w 2026 roku wchodzi w najciekawszą fazę. BMW udowadnia, że potrafi idealnie trafić w tradycyjne, ale i nowoczesne gusta lokalnych rynków, takich jak Polska. Mercedes pokazuje z kolei, jak skalować biznes globalnie w dobie nieuchronnej transformacji energetycznej. Wygranymi tego pojedynku są przede wszystkim kierowcy, którzy otrzymują najbardziej dopracowane i zaawansowane technologicznie samochody w historii obu marek.
Źrdło: https://v10.pl/ | 11.07.2026 7:48
Źrdło: https://moto.wp.pl/ | 29.06.2026 11:42
Źrdło: https://moto.wp.pl/ | 26.06.2026 16:34
Źrdło: https://moto.wp.pl/ | 22.06.2026 11:21
Źrdło: https://moto.wp.pl/ | 22.06.2026 11:20
Źrdło: https://moto.wp.pl/ | 9.06.2026 12:44
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22