
- osobowych
- dostawczych
- terenowych (4x4)
- sprzedaż
- montaż
- naprawa
- przechowalnia
Sklep Online: oponyfelgilodz.pl - nowe opony
Poczta elektroniczna:
opony@uzywaneopony.net
Danpol Łódź to firma świadcząca profesjonalne usługi w zakresie wymiany i
sprzedaży felg stalowych i aluminiowych oraz opon nowych i używanych do
samochodów osobowych, terenowych, dostawczych, motocykli zarówno dla
klientów indywidualnych jak i małych podmiotów gospodarczych oraz innych firm z
terenu województwa łódzkiego. Wykonujemy również wszelkie naprawy bieżące
(przeguby, półosie, klocki i szczęki hamulcowe, amortyzatory, sprężyny itp).
Oferujemy akcesoria do felg i opon (śruby do felg, pierścienie centrujące, nakrętki do felg,
zabezpieczenia kół, wentyle chromowane, dętki).
Nasza solidna fachowa i wyszkolona załoga służy pomocą doradczą a nowoczesne
maszyny i urządzenia wulkanizacyjne gwarantują profesjonalne i rzetelne
wykonanie usługi.
Serdecznie zapraszamy do naszej nowej strony internetowej gdzie mogą Państwo zapoznać się z proponowaną przez nas ofertą.
Serdecznie zapraszamy do współpracy!
więcej informacji na naszej oficjalnej stronie:
>> www.uzywaneopony.net <<
Шиномонтаж в Danpol легко и быстро. Наш шиномонтаж в Лодзи готов предложить Вам широкий спектр услуг по ремонту шин,правке штампованных дисков и балансировке колес и колесных дисков. Мы используем высокотехнологическое оборудование от производителей мирового класса, которое позволяет достичь высоких результатов при шиномонтаже и балансировке колес.
Предлагаем широкий спектр услуг по монтажу и демонтажу колёс, ремонту, балансировке, а так же переобувке.
Операции по демонтажу и последующей установке шин, их ремонт проводятся на ваших глазах и занимают считанные минуты, а накопленный за годы работы опыт наших сотрудников позволяет нам делать это не только быстро, но в первую очередь качественно и аккуратно, не нанося повреждений на покрытие диска.
Źrdło: https://www.money.pl/ | 3.06.2026 21:33
Źrdło: https://www.money.pl/ | 3.06.2026 21:02
Źrdło: https://www.money.pl/ | 3.06.2026 21:00
Źrdło: https://www.money.pl/ | 3.06.2026 20:53
Źrdło: https://www.money.pl/ | 3.06.2026 20:52
Polscy kierowcy mają nowy, poważny powód, by nie lubić początku tygodnia. Jak wynika z najnowszego, opublikowanego właśnie raportu Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego (UFG) podsumowującego pierwszy kwartał 2026 roku, na drogach doszło do wyraźnego przetasowania. Dotychczasowy lider niechlubnych statystyk – piątek – został zdetronizowany. Obecnie dniem, w którym najłatwiej o stłuczkę lub poważniejszy wypadek, stał się poniedziałek.
Zmiana „drogowych trendów” nie następuje sama – idzie w parze z drastycznym wzrostem kosztów, jakie generują zdarzenia drogowe. Skala wydatków ubezpieczycieli zaczyna przybierać gigantyczne rozmiary.
Przesunięcie punktu ciężkości drogowych zdarzeń na poniedziałek eksperci wiążą m.in. z pośpiechem towarzyszącym powrotom do pracy oraz kumulacją ruchu po weekendzie. Zupełnie inaczej sytuacja wygląda na drugim biegunie zestawienia. Najbezpieczniejszym okresem na drogach niezmiennie pozostaje niedziela – w te dni zgłaszanych jest zaledwie 6,6% szkód z ubezpieczeń obowiązkowych (OC) oraz 8,9% z polis dobrowolnych (AC). Pytanie, czy żegnamy się zatem z „niedzielnymi kierowcami” na rzecz „poniedziałkowych”?
W pierwszych trzech miesiącach 2026 roku do towarzystw ubezpieczeniowych wpłynęła lawina zgłoszeń – poszkodowani zgłosili ponad 480 tysięcy szkód (w tym 263 tys. z OC i 220 tys. z AC). Łączna wartość wypłaconych odszkodowań zamknęła się w astronomicznej kwocie niemal 5,7 miliarda złotych. To aż o 11,4% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.
Sam segment polis OC pochłonął ponad 3,2 mld zł (z czego 406 mln zł przeznaczono na odszkodowania za szkody osobowe, czyli leczenie i rehabilitację poszkodowanych). Z kolei z tytułu autocasco wypłacono blisko 2,5 mld zł.
Za tak gwałtownym wzrostem kosztów nie stoi wyłącznie liczba kolizji, ale przede wszystkim technologia. Nowoczesne samochody są naszpikowane zaawansowaną elektroniką. Laserowe lub matrycowe reflektory LED, radary systemów autonomicznych, kamery cofania oraz czujniki parkowania umiejscowione w pasie przednim i tylnym sprawiają, że nawet z pozoru niegroźne, parkingowe najechanie na zderzak generuje koszty naprawy rzędu kilkunastu tysięcy złotych.
Choć ubezpieczyciele na razie utrzymują ceny polis na względnie stabilnym poziomie, to głośno alarmują: marże drastycznie spadły, a utrzymanie tego trendu w obliczu rosnących kosztów części zamiennych i robocizny nieuchronnie doprowadzi do podwyżek składek w najbliższych latach.
Źrdło: https://v10.pl/ | 3.06.2026 17:42
W dobie wszechobecnej elektryfikacji i redukcji cylindrów, koncern Stellantis zdecydował się na ruch, którego mało kto się spodziewał, ale na który wszyscy fani amerykańskiej motoryzacji czekali. Jak wynika z nieoficjalnych informacji prosto z Detroit, legendarny Dodge Charger w wersji Hellcat powróci na rynek z potężnym, doładowanym silnikiem V8. Koncern ugiął się pod presją rynku i zamierza dać klientom to, co kochają najbardziej – ryk prawdziwego, mechanicznego kompresora.
Podczas gdy uwaga branży motoryzacyjnej skupiona była na nowym, elektrycznym Chargerze Daytona R/T oraz wersjach wyposażonych w rzędowe, sześciocylindrowe silniki Hurricane, w głębi struktur Stellantisu przygotowywano plan awaryjny. Gigant motoryzacyjny ogłosił gigantyczną ofensywę modelową (zakładającą premierę aż 60 nowości oraz 50 głębokich modernizacji), w której kluczową rolę na rynku północnoamerykańskim odegrać ma właśnie nowa odsłona ekstremalnego Chargera.
Jak donosi amerykański dziennik The Detroit Free Press, gotowy prototyp nowego Hellcata został już zaprezentowany wąskiemu gronu w zamkniętym ośrodku projektowym Stellantis Design Dome. Samochód ma charakteryzować się znacznie bardziej agresywną stylistyką niż zaprezentowane dotychczas warianty – otrzyma głębokie wloty powietrza na masce oraz monumentalne tylne skrzydło, które mają jasno dawać do zrozumienia, z jak potężną maszyną mamy do czynienia.

Najważniejsze zmiany kryją się jednak pod maską. Producent miał już wewnętrznie potwierdzić, że topowy wariant Chargera zachowa klasyczny układ napędowy: doładowane mechanicznie V8 z kompresorem, którego moc bezdyskusyjnie przekroczy barierę 700 KM.
Eksperci rynkowi wskazują, że Dodge najprawdopodobniej nie będzie projektował silnika od zera, lecz zaadaptuje sprawdzoną, 6,2-litrową jednostkę, która zasila m.in. najnowsze odsłony potężnych pick-upów – odświeżonego Rama TRX oraz model Rumble Bee. W tamtych konstrukcjach silnik generuje oszałamiające 777 KM. Przeniesienie tej jednostki do lżejszego nadwozia Chargera uczyniłoby z niego prawdziwego potwora na torach wyścigowych i ulicach.
Przypomnijmy, że schodząca generacja Chargera Hellcat w swojej najbardziej ekstremalnej odmianie Redeye Jailbreak legitymowała się mocą aż 807 KM. Zapowiadane „ponad 700 KM” dla nowego modelu może oznaczać, że Dodge przyjmie strategię stopniowego dawkowania emocji. Na początku w salonach zadebiutuje wersja bazowa nowego Hellcata, pozostawiając inżynierom otwartą furtkę do zaprezentowania jeszcze mocniejszych, limitowanych edycji w nadchodzących latach.
Chociaż oficjalna data premiery rynkowej nie została jeszcze ogłoszona, harmonogram Stellantisu przewiduje intensywne wdrażanie nowości na przełomie obecnej i kolejnej dekady. Oznacza to, że debiutu nowego króla amerykańskich „muscle cars” możemy spodziewać się już w najbliższych kilkunastu miesiącach. Jedno jest pewne: era czystego, benzynowego szaleństwa w Ameryce jeszcze się nie skończyła.
Źrdło: https://v10.pl/ | 3.06.2026 17:27
Źrdło: https://moto.wp.pl/ | 2.06.2026 7:32
Koncern Stellantis ogłosił gigantyczny plan modernizacji swoich zakładów we wschodniej Francji. Inwestycja przekraczająca miliard euro ma przekształcić fabrykę w Mulhouse w kluczowe centrum produkcyjne dla nowej generacji samochodów elektrycznych. Oficjalne ogłoszenie tej decyzji przez samego prezydenta Emmanuela Macrona podkreśla strategiczną rangę projektu dla europejskiego przemysłu motoryzacyjnego.
Pałac Elizejski traktuje tę inwestycję jako historyczny sukces. Podczas wystąpienia w Paryżu prezydent Emmanuel Macron zadeklarował: „Oferujemy fabryce w Mulhouse prawdziwą przemysłową przyszłość”. I nie są to puste słowa, bo skala przedsięwzięcia rzeczywiście robi wrażenie – kwota miliarda euro ponad dwukrotnie przewyższa flagową inwestycję konkurencyjnego koncernu Renault, który na początku dekady przeznaczył około 550 milionów euro na transformację swoich zakładów w Douai.
Choć kierownictwo Stellantisa nie odsłoniło jeszcze wszystkich kart w kwestii konkretnej gamy modelowej, kluczem do zrozumienia tej inwestycji jest technologia. Fabryka zostanie przystosowana do obsługi najnowszej architektury koncernu – platformy STLA One. Tak, tej samej, na której ma bazować następca modelu Alfa Romeo Giulietta.
Ta elastyczna baza została zaprojektowana specjalnie z myślą o segmentach aut małych, kompaktowych oraz średnich (segmenty B i C). Zgodnie z zapowiedziami, pierwszym pojazdem, który w pełni wykorzysta możliwości nowej architektury, będzie nowa generacja elektrycznego Peugeota 208.
Decyzja o wpisaniu miliardowej inwestycji Stellantisa i rządu w kalendarz Mulhouse siłą rzeczy wymusi głęboką reorganizację dotychczasowego portfolio fabryki. Obecnie zakłady montują modele Peugeot 308 oraz Peugeot 408 (zarówno w wariantach spalinowych, jak i w pełni elektrycznych). W ramach modernizacji z linią produkcyjną w Mulhouse definitywnie pożegna się SUV DS 7, dodatkowo oficjalnie potwierdzono, że produkcja jego bezpośredniego następcy – roboczo określanego jako projekt „No. 7” – zostanie całkowicie przeniesiona do włoskich zakładów w Melfi.
Inwestycja w Mulhouse nie jest oderwanym projektem biznesowym, lecz integralnym elementem szeroko zakrojonej strategii francuskiego rządu. Paryż dąży do masowego uniezależnienia gospodarki od paliw kopalnych poprzez elektryfikację transportu, przemysłu oraz budownictwa.
Co ciekawe, Francja równolegle modyfikuje system wsparcia dla konsumentów. Choć tradycyjne dotacje dla najbogatszych nabywców są sukcesywnie obcinane, rząd kładzie ogromny nacisk na tzw. leasing społeczny. Program ten umożliwia uboższym gospodarstwom domowym wynajem nowoczesnego auta elektrycznego za kwotę poniżej 100 euro miesięcznie. Skala tego przedsięwzięcia jest ogromna – rządowy program napędza francuski rynek wolumenem aż 50 tysięcy samochodów elektrycznych dostarczanych rocznie.
Ruch koncernu Stellantis pokazuje, że mimo zawirowań na globalnym rynku EV i rosnącej presji ze strony marek azjatyckich (koncern podpisał niedawno także głośną umowę o współpracy z chińskim Dongfengiem), Europa Zachodnia nie zamierza oddawać pola walki o miano technologicznego hubu nowej ery motoryzacji.
Źrdło: https://v10.pl/ | 2.06.2026 5:27
Po sześciu latach od zakończenia produkcji kultowej Giulietty, Alfa Romeo szykuje wielki powrót do segmentu C. Włoska marka oficjalnie potwierdziła, że trwają zaawansowane prace nad nowym, klasycznym hatchbackiem. Choć rynkiem niepodzielnie rządzą dziś SUV-y, producent z Mediolanu widzi w tradycyjnych kompaktach ogromną szansę na ugruntowanie swojej pozycji w klasie premium.
Segment kompaktowych samochodów z logo Alfy Romeo to historia pełna sukcesów i emocji. Modele takie jak 147 (zdobywca prestiżowego tytułu Samochodu Roku 2001) czy produkowana do 2020 roku Giulietta były przez lata filarami sprzedaży marki w Europie. Nowy projekt ma nawiązać do tej tradycji, ale w zupełnie nowej, technologicznej odsłonie.
Nowy hatchback zadebiutuje na rynku przed końcem obecnej dekady. Kluczem do realizacji tego projektu jest wykorzystanie globalnych zasobów koncernu Stellantis. Samochód zostanie oparty na nowoczesnej architekturze STLA One – zunifikowanej platformie, która ma docelowo obniżyć koszty produkcji i uproszczyć procesy konstrukcyjne wewnątrz grupy.
Dzięki modułowości tej bazy, nowa Alfa zaoferuje pełną synergię napędową. Klienci otrzymają do wyboru zarówno klasyczne silniki spalinowe, jak i zelektryfikowane układy hybrydowe oraz wersje w pełni elektryczne (BEV).
Wprowadzenie platformy STLA One oznacza, że nowość z Włoch będzie technologicznym krewniakiem przyszłych generacji Peugeota 308 czy Opla Astry. Przedstawiciele marki Alfa Romeo zapewniają jednak, że auto zachowa swój bezkompromisowy, włoski charakter i unikalne właściwości jezdne. Alfa Romeo nie zamierza konkurować z markami popularnymi – nowy kompakt jest projektowany jako bezpośrednia, bardziej prestiżowa alternatywa dla niemieckiej czołówki: Mercedesa Klasy A oraz BMW Serii 1.
Zapowiedź powrotu do segmentu C to tylko część szerszej strategii marki. Włoski producent zanotował ostatnio spore sukcesy sprzedażowe w Europie, do czego mocno przyczynił się debiutujący w 2024 roku mniejszy crossover Junior (który doczeka się wkrótce modernizacji). Równolegle trwają prace nad nowym SUV-em segmentu C, który w przyszłości zastąpi model Tonale.
Co ciekawe, fani tradycyjnych linii mogą odetchnąć z ulgą również w kontekście wyższych segmentów. Modele Giulia oraz Stelvio otrzymały kolejny zastrzyk rynkowego życia – producent zdecydował o wydłużeniu ich cyklu produkcyjnego przynajmniej do 2027 roku. Decyzje dotyczące ich bezpośrednich następców wciąż są jednak analizowane i nie zapadły w tej sprawie ostateczne postanowienia.
Powrót do tradycyjnego hatchbacka to odważny i niezwykle ciekawy ruch w dobie wszechobecnej mody na podwyższone nadwozia. Pokazuje jednak, że Alfa Romeo wierzy w swoich ortodoksyjnych fanów– „Alfisti” – oraz w to, że piękna linia i sportowe emocje w kompaktowym wydaniu wciąż potrafią przyciągnąć do salonów wymagających klientów.
Źrdło: https://v10.pl/ | 2.06.2026 5:03
Źrdło: https://moto.wp.pl/ | 1.06.2026 16:11
Polscy kierowcy muszą przygotować się na rozszerzenie listy obowiązkowego wyposażenia samochodów osobowych. Ministerstwo Infrastruktury prowadzi zaawansowane prace nad nowelizacją przepisów, która po ponad dwudziestu latach przerwy nałoży na właścicieli „osobówek” bezwzględny nakaz wożenia ze sobą zestawu pierwszej pomocy. Za ignorowanie nowych wytycznych grozić będą dotkliwe kary finansowe.
Obecnie prawo obliguje kierowców pojazdów osobowych w Polsce do posiadania jedynie dwóch elementów: zalegalizowanej gaśnicy oraz trójkąta ostrzegawczego. Choć wielu z nas wozi apteczkę dobrowolnie, w świetle przepisów ruchu drogowego była ona dotąd obowiązkowa wyłącznie w autobusach, taksówkach, samochodach ciężarowych przewożących pasażerów oraz pojazdach nauki jazdy. Ministerstwo chce z tym skończyć, argumentując zmiany potrzebą realnego podniesienia bezpieczeństwa na polskich drogach.
Prace legislacyjne, za które odpowiada wiceminister infrastruktury Stanisław Bukowiec, mają na celu dostosowanie polskich przepisów do standardów większości krajów Unii Europejskiej. Resort zwraca uwagę na paradoks w obecnym systemie: polskie prawo nakłada na każdego świadka wypadku bezwzględny obowiązek udzielenia pierwszej pomocy przedmedycznej, jednocześnie nie gwarantując, że osoba ta będzie dysponować jakimikolwiek środkami opatrunkowymi.
Nowe regulacje mają objąć samochody kategorii homologacyjnej M1, czyli klasyczne auta osobowe. Zgodnie z założeniami, rozporządzenie ma zostać sfinalizowane jeszcze w drugim kwartale tego roku (z terminem do końca czerwca).
Z zapowiedzi wynika, że ministerstwo nie pozwoli na wożenie przypadkowych zestawów zawierających jedynie kilka tanich plastrów. Kluczowym elementem nowych przepisów ma być ujednolicenie wymogów i oparcie ich o rygorystyczną, europejską normę DIN 13164.
Kupując nowy zestaw lub doposażając stary, kierowcy będą musieli upewnić się, że w wodoodpornym opakowaniu znajdują się m.in.:
Co ważne, w oficjalnym zestawie zgodnym z normą DIN celowo nie ma żadnych leków ani środków dezynfekujących – płyny mogą się rozlać pod wpływem temperatur w aucie, a podawanie medykamentów doustnych przez osoby postronne jest zabronione.

Dla kierowców najbardziej elektryzującą kwestią są potencjalne sankcje. Po wejściu w życie nowego rozporządzenia, brak apteczki podczas kontroli drogowej będzie kwalifikowany jako wykroczenie przeciwko bezpieczeństwu w ruchu drogowym (art. 97 Kodeksu wykroczeń). Teoretyczne widełki kar za to przewidują grzywnę od 20 do nawet 3000 złotych, choć eksperci uspokajają, że w praktyce policjanci będą nakładać mandaty rzędu kilkuset złotych (analogicznie do braku gaśnicy czy trójkąta).
Urzędnicy uspokajają jednak, że nikt nie zacznie karać kierowców z dnia na dzień. Resort infrastruktury oficjalnie zapowiedział wprowadzenie okresu przejściowego. Ma on pozwolić rynkowi na płynne wyprodukowanie i dostarczenie odpowiedniej liczby certyfikowanych apteczek, co zapobiegnie spekulacjom cenowym i nagłym brakom w sklepach motoryzacyjnych oraz na stacjach paliw. Dokładna data, od której policja zacznie bezwzględnie egzekwować nowy nakaz, zostanie ogłoszona po zakończeniu konsultacji społecznych i międzyresortowych.
Źrdło: https://v10.pl/ | 1.06.2026 11:32
Źrdło: https://moto.wp.pl/ | 28.05.2026 6:59
Źrdło: https://moto.wp.pl/ | 27.05.2026 9:54
Źrdło: https://moto.wp.pl/ | 22.05.2026 7:03
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22