
- osobowych
- dostawczych
- terenowych (4x4)
- sprzedaż
- montaż
- naprawa
- przechowalnia
Sklep Online: oponyfelgilodz.pl - nowe opony
Poczta elektroniczna:
opony@uzywaneopony.net
Danpol Łódź to firma świadcząca profesjonalne usługi w zakresie wymiany i
sprzedaży felg stalowych i aluminiowych oraz opon nowych i używanych do
samochodów osobowych, terenowych, dostawczych, motocykli zarówno dla
klientów indywidualnych jak i małych podmiotów gospodarczych oraz innych firm z
terenu województwa łódzkiego. Wykonujemy również wszelkie naprawy bieżące
(przeguby, półosie, klocki i szczęki hamulcowe, amortyzatory, sprężyny itp).
Oferujemy akcesoria do felg i opon (śruby do felg, pierścienie centrujące, nakrętki do felg,
zabezpieczenia kół, wentyle chromowane, dętki).
Nasza solidna fachowa i wyszkolona załoga służy pomocą doradczą a nowoczesne
maszyny i urządzenia wulkanizacyjne gwarantują profesjonalne i rzetelne
wykonanie usługi.
Serdecznie zapraszamy do naszej nowej strony internetowej gdzie mogą Państwo zapoznać się z proponowaną przez nas ofertą.
Serdecznie zapraszamy do współpracy!
więcej informacji na naszej oficjalnej stronie:
>> www.uzywaneopony.net <<
Шиномонтаж в Danpol легко и быстро. Наш шиномонтаж в Лодзи готов предложить Вам широкий спектр услуг по ремонту шин,правке штампованных дисков и балансировке колес и колесных дисков. Мы используем высокотехнологическое оборудование от производителей мирового класса, которое позволяет достичь высоких результатов при шиномонтаже и балансировке колес.
Предлагаем широкий спектр услуг по монтажу и демонтажу колёс, ремонту, балансировке, а так же переобувке.
Операции по демонтажу и последующей установке шин, их ремонт проводятся на ваших глазах и занимают считанные минуты, а накопленный за годы работы опыт наших сотрудников позволяет нам делать это не только быстро, но в первую очередь качественно и аккуратно, не нанося повреждений на покрытие диска.
Ministerstwo Cyfryzacji rzuca wyzwanie tradycyjnej papierologii. Do konsultacji trafił właśnie kompleksowy projekt zmian w przepisach, który ma przenieść większość formalności związanych z posiadaniem i rejestracją pojazdów wprost do ekranów naszych telefonów. Największa zmiana? Tradycyjny, fizyczny dowód rejestracyjny ma odejść do lamusa.
Projekt ustawy stanowi bezpośrednią odpowiedź na unijne trendy – zaledwie miesiąc temu Komitet Transportu i Turystyki UE opowiedział się za wygaszeniem wydawania papierowych dokumentów pojazdów w ciągu najbliższych trzech lat. Polska nie zamierza czekać w ogonie i już teraz szykuje grunt pod nową, cyfrową rzeczywistość.
Z perspektywy właścicieli aut kluczowym elementem reformy będzie rozbudowa rządowej aplikacji mObywatel. Ministerstwo planuje stworzyć w niej potężny hub administracyjny, dzięki któremu z poziomu kanapy załatwimy sprawy, które dotychczas wymagały stania w urzędowych kolejkach. Przez aplikację będzie można m.in.:
Dodatkowo urzędnicy zyskają bezpośredni wgląd do bazy CEPiK w zakresie badań lekarskich czy kursów reedukacyjnych, co skróci czas weryfikacji wniosków. Dużą nowością jest też rozszerzenie listy podmiotów mogących rejestrować auta o firmy finansujące (np. leasingodawców), co uprości zakup aut na firmę.
Zmiany odczują także osoby dopiero starające się o uprawnienia do kierowania pojazdami. Projekt zakłada całkowitą likwidację tzw. Profilu Kandydata na Kierowcę (PKK) w obecnej formie. Zastąpi go identyfikacja za pomocą numeru PESEL. Dla obcokrajowców oznacza to, że przed przystąpieniem do kursu na prawo jazdy w Polsce, będą musieli najpierw przejść procedurę nadania tego numeru.

Choć przepisy cyfryzacyjne trafiły już do 30-dniowych konsultacji społecznych, na ostateczny koniec ery papieru jeszcze chwilę poczekamy. Zgodnie z planami resortu, pełne zastąpienie tradycyjnych dowodów rejestracyjnych ich cyfrowymi odpowiednikami ma nastąpić w 2028 roku.
Co ważne dla tradycjonalistów: papierowa forma nie zostanie całkowicie zakazana. Osoby, które z różnych powodów będą chciały posiadać fizyczny dokument, zachowają prawo do złożenia wniosku o jego wydanie i odebrania go w urzędzie lub za pośrednictwem poczty.
Źrdło: https://v10.pl/ | 6.06.2026 7:05
Ministerstwo Cyfryzacji rzuca wyzwanie tradycyjnej papierologii. Do konsultacji trafił właśnie kompleksowy projekt zmian w przepisach, który ma przenieść większość formalności związanych z posiadaniem i rejestracją pojazdów wprost do ekranów naszych telefonów. Największa zmiana? Tradycyjny, fizyczny dowód rejestracyjny ma odejść do lamusa.
Projekt ustawy stanowi bezpośrednią odpowiedź na unijne trendy – zaledwie miesiąc temu Komitet Transportu i Turystyki UE opowiedział się za wygaszeniem wydawania papierowych dokumentów pojazdów w ciągu najbliższych trzech lat. Polska nie zamierza czekać w ogonie i już teraz szykuje grunt pod nową, cyfrową rzeczywistość.
Z perspektywy właścicieli aut kluczowym elementem reformy będzie rozbudowa rządowej aplikacji mObywatel. Ministerstwo planuje stworzyć w niej potężny hub administracyjny, dzięki któremu z poziomu kanapy załatwimy sprawy, które dotychczas wymagały stania w urzędowych kolejkach. Przez aplikację będzie można m.in.:
Dodatkowo urzędnicy zyskają bezpośredni wgląd do bazy CEPiK w zakresie badań lekarskich czy kursów reedukacyjnych, co skróci czas weryfikacji wniosków. Dużą nowością jest też rozszerzenie listy podmiotów mogących rejestrować auta o firmy finansujące (np. leasingodawców), co uprości zakup aut na firmę.
Zmiany odczują także osoby dopiero starające się o uprawnienia do kierowania pojazdami. Projekt zakłada całkowitą likwidację tzw. Profilu Kandydata na Kierowcę (PKK) w obecnej formie. Zastąpi go identyfikacja za pomocą numeru PESEL. Dla obcokrajowców oznacza to, że przed przystąpieniem do kursu na prawo jazdy w Polsce, będą musieli najpierw przejść procedurę nadania tego numeru.

Choć przepisy cyfryzacyjne trafiły już do 30-dniowych konsultacji społecznych, na ostateczny koniec ery papieru jeszcze chwilę poczekamy. Zgodnie z planami resortu, pełne zastąpienie tradycyjnych dowodów rejestracyjnych ich cyfrowymi odpowiednikami ma nastąpić w 2028 roku.
Co ważne dla tradycjonalistów: papierowa forma nie zostanie całkowicie zakazana. Osoby, które z różnych powodów będą chciały posiadać fizyczny dokument, zachowają prawo do złożenia wniosku o jego wydanie i odebrania go w urzędzie lub za pośrednictwem poczty.
Źrdło: https://v10.pl/ | 6.06.2026 7:05
Toyota zaprezentowała oficjalny cennik zmodernizowanego Yarisa Cross. Najpopularniejszy miejski crossover w Polsce wjeżdża do salonów z odświeżonym wyglądem, cyfrowym wnętrzem oraz – co najważniejsze – dodatkowym, mocniejszym układem hybrydowym o mocy 130 KM. Sprawdź, ile kosztują poszczególne wersje.
Yaris Cross to prawdziwa kura znosząca złote jajka dla japońskiego producenta. Model ten zamyka obecnie pierwszą piątkę najchętniej kupowanych nowych samochodów w Polsce (z wynikiem 5905 zarejestrowanych sztuk), ustępując pola jedynie Corolli, Octavii, Sportage oraz większej siostrze C-HR. Lifting ma pomóc utrzymać tę dominującą pozycję.
Najważniejszą zmianą techniczną jest wprowadzenie do gamy mocniejszego napędu hybrydowego 1.5 Hybrid 130 KM. Dzięki nowemu silnikowi elektrycznemu maksymalny moment obrotowy wzrósł ze 141 Nm do 185 Nm, co skraca czas przyspieszenia do setki do 10,7 sekundy i znacznie poprawia elastyczność podczas wyprzedzania.
Dotychczasowy, sprawdzony wariant 116 KM pozostaje w ofercie jako opcja bazowa. Obie jednostki współpracują z przekładnią e-CVT, a mocniejsza odmiana może być opcjonalnie wyposażona w inteligentny napęd na cztery koła AWD-i.

Toyota Yaris Cross High Grade Precious Bronze

Toyota Yaris Cross High Grade Precious Bronze

Toyota Yaris Cross High Grade Precious Bronze
Klienci mają do wyboru pięć poziomów wyposażenia. Nowością na liście opcji są m.in. cyfrowe zegary 12,3 cala, większy ekran multimediów 10,5 cala z nawigacją online oraz system oczyszczania powietrza Nanoe-X.
Ofertę otwiera wersja Active, która w standardzie oferuje m.in. 16-calowe alufelgi, podgrzewane fotele przednie, reflektory przeciwmgielne LED oraz elektryczną regulację odcinka lędźwiowego dla kierowcy. Wyżej w hierarchii stoją odmiany Comfort, Style, komfortowa Executive oraz usportowiona wizualnie GR Sport.
Ceny zmodernizowanego crossovera startują od poziomu 110 900 zł. Chcąc przesiąść się na mocniejszy wariant 130-konny, musimy przygotować co najmniej 119 900 zł. Szczegółowy cennik – uwzględniający zarówno wersje z napędem na przednią oś, jak i napędem AWD-i – prezentuje się następująco:

Toyota Yaris Cross High Grade Precious Bronze

Toyota Yaris Cross High Grade Precious Bronze

Toyota Yaris Cross High Grade Precious Bronze
Źrdło: https://v10.pl/ | 6.06.2026 6:47
Toyota zaprezentowała oficjalny cennik zmodernizowanego Yarisa Cross. Najpopularniejszy miejski crossover w Polsce wjeżdża do salonów z odświeżonym wyglądem, cyfrowym wnętrzem oraz – co najważniejsze – dodatkowym, mocniejszym układem hybrydowym o mocy 130 KM. Sprawdź, ile kosztują poszczególne wersje.
Yaris Cross to prawdziwa kura znosząca złote jajka dla japońskiego producenta. Model ten zamyka obecnie pierwszą piątkę najchętniej kupowanych nowych samochodów w Polsce (z wynikiem 5905 zarejestrowanych sztuk), ustępując pola jedynie Corolli, Octavii, Sportage oraz większej siostrze C-HR. Lifting ma pomóc utrzymać tę dominującą pozycję.
Najważniejszą zmianą techniczną jest wprowadzenie do gamy mocniejszego napędu hybrydowego 1.5 Hybrid 130 KM. Dzięki nowemu silnikowi elektrycznemu maksymalny moment obrotowy wzrósł ze 141 Nm do 185 Nm, co skraca czas przyspieszenia do setki do 10,7 sekundy i znacznie poprawia elastyczność podczas wyprzedzania.
Dotychczasowy, sprawdzony wariant 116 KM pozostaje w ofercie jako opcja bazowa. Obie jednostki współpracują z przekładnią e-CVT, a mocniejsza odmiana może być opcjonalnie wyposażona w inteligentny napęd na cztery koła AWD-i.

Toyota Yaris Cross High Grade Precious Bronze

Toyota Yaris Cross High Grade Precious Bronze

Toyota Yaris Cross High Grade Precious Bronze
Klienci mają do wyboru pięć poziomów wyposażenia. Nowością na liście opcji są m.in. cyfrowe zegary 12,3 cala, większy ekran multimediów 10,5 cala z nawigacją online oraz system oczyszczania powietrza Nanoe-X.
Ofertę otwiera wersja Active, która w standardzie oferuje m.in. 16-calowe alufelgi, podgrzewane fotele przednie, reflektory przeciwmgielne LED oraz elektryczną regulację odcinka lędźwiowego dla kierowcy. Wyżej w hierarchii stoją odmiany Comfort, Style, komfortowa Executive oraz usportowiona wizualnie GR Sport.
Ceny zmodernizowanego crossovera startują od poziomu 110 900 zł. Chcąc przesiąść się na mocniejszy wariant 130-konny, musimy przygotować co najmniej 119 900 zł. Szczegółowy cennik – uwzględniający zarówno wersje z napędem na przednią oś, jak i napędem AWD-i – prezentuje się następująco:

Toyota Yaris Cross High Grade Precious Bronze

Toyota Yaris Cross High Grade Precious Bronze

Toyota Yaris Cross High Grade Precious Bronze
Źrdło: https://v10.pl/ | 6.06.2026 6:47
Sezon wakacyjny to dla polskich kierowców tradycyjny test cierpliwości. Ministerstwo Infrastruktury, we współpracy z koncesjonariuszem północnego odcinka autostrady A1, przygotowało na obecny oraz wakacyjne weekendy mechanizm mający rozładować gigantyczne zatory przed punktami poboru opłat. Choć wizja darmowego przejazdu brzmi kusząco, w rzeczywistości kryje w sobie pułapkę. W tym samym czasie sieć odcinkowych pomiarów prędkości na tej trasie zaciska się mocniej niż kiedykolwiek.
Infrastruktura drogowa w Polsce w okresach urlopowych przeżywa prawdziwe oblężenie. Kluczowym wąskim gardłem od lat pozostaje koncesyjny odcinek autostrady A1 łączący Toruń z Gdańskiem. Aby uniknąć paraliżu komunikacyjnego i wielokilometrowych sznurów aut oczekujących na pobór opłat, resort infrastruktury zdecydował się na ponowne wdrożenie procedury awaryjnego podnoszenia szlabanów. Decyzja ta ma jednak charakter ściśle warunkowy i nie oznacza bezwzględnego zwolnienia z opłat przez cały okres letni.
Zasada działania systemu automatycznego otwierania bramek opiera się na ciągłym monitorowaniu natężenia ruchu oraz czasu oczekiwania pojazdów. Porozumienie zawarte pomiędzy Ministerstwem Infrastruktury a spółką Gdańsk Transport Company SA (zarządcą odcinka) precyzuje jasne kryteria, przy których zatory uprawniają do darmowego przejazdu.
Procedura zakłada, że jeśli czas oczekiwania na uiszczenie opłaty w kluczowych punktach – takich jak Punkt Poboru Opłat (PPO) Rusocin, PPO Nowa Wieś czy Stacja Poboru Opłat (SPO) Nowe Marzy – przekroczy próg 25 minut, zarządca ma prawo i obowiązek czasowo zrezygnować z pobierania opłat. Podniesienie szlabanów obejmie wówczas wszystkie kategorie pojazdów. Standardowo taki „darmowy interwał” potrwa 30 minut, z możliwością wydłużenia do 45 minut w momentach krytycznego spiętrzenia potoku aut.
Warto podkreślić ramy czasowe tego projektu. Poza kończącym się już czerwcowym weekendem Bożego Ciała, rozwiązanie to będzie aktywowane wyłącznie w weekendy wakacyjne – począwszy od piątku 26 czerwca, aż do niedzieli 30 sierpnia 2026 roku. W dni powszednie, pomimo ewentualnego tłoku, kierowcy będą musieli wnosić opłaty zgodnie z obowiązującym cennikiem.

O ile ułatwienia na bramkach mogą przynieść kierowcom chwilową ulgę i oszczędność czasu, o tyle próba nadrobienia opóźnień na pozostałych odcinkach trasy może okazać się niezwykle kosztowna. Równolegle z udrożnieniem punktów poboru opłat następuje bowiem masowa rozbudowa systemu automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym.
Do końca czerwca 2026 roku Główny Inspektorat Transportu Drogowego (w ramach struktur CANARD) planuje sfinalizować uruchomienie serii nowych odcinkowych pomiarów prędkości (OPP). Projekt o łącznej wartości blisko 85 milionów złotych drastycznie zmienia mapę kontroli prędkości w Polsce. Docelowo system będzie zarządzał 114 instalacjami, które obejmą swoim zasięgiem aż 670 kilometrów dróg szybkiego ruchu i autostrad.
Nowe i istniejące strefy OPP na autostradzie A1 obejmują kluczowe szlaki logistyczne:
Z perspektywy psychologii ruchu drogowego, kierowca, który minie bramki bez konieczności zatrzymania, odczuwa redukcję stresu i naturalną tendencję do utrzymywania wyższej dynamiki jazdy. Z kolei ci, którzy spędzą w korku kilkanaście minut, tuż po podniesieniu szlabanów wykazują skłonność do agresywnego przyspieszania, próbując „odrobić” stracone chwile.
Właśnie na to zjawisko nakłada się siatka nowych fotoradarów średniej prędkości. O ile pojedynczy fotoradar łatwo ominąć chwilowym hamowaniem, o tyle odcinkowy pomiar prędkości weryfikuje styl jazdy na dystansie kilkunastu kilometrów. Ignorowanie tych stref przy obecnym taryfikatorze mandatów może skutkować stratami finansowymi wielokrotnie przewyższającymi koszt samej opłaty autostradowej.
Strategia rządu na lato jasno pokazuje priorytety – celem jest maksymalne udrożnienie tras nadmorskich przy jednoczesnym bezwzględnym egzekwowaniu limitów prędkości. Darmowe bramki na A1 to pomoc humanitarna dla płynności ruchu, a nie zaproszenie do szybszej jazdy. Najlepszym sposobem na bezpieczny i tani powrót z wakacji pozostaje tempomat ustawiony na przepisowe 140 km/h.
Źrdło: https://v10.pl/ | 5.06.2026 20:19
Sezon wakacyjny to dla polskich kierowców tradycyjny test cierpliwości. Ministerstwo Infrastruktury, we współpracy z koncesjonariuszem północnego odcinka autostrady A1, przygotowało na obecny oraz wakacyjne weekendy mechanizm mający rozładować gigantyczne zatory przed punktami poboru opłat. Choć wizja darmowego przejazdu brzmi kusząco, w rzeczywistości kryje w sobie pułapkę. W tym samym czasie sieć odcinkowych pomiarów prędkości na tej trasie zaciska się mocniej niż kiedykolwiek.
Infrastruktura drogowa w Polsce w okresach urlopowych przeżywa prawdziwe oblężenie. Kluczowym wąskim gardłem od lat pozostaje koncesyjny odcinek autostrady A1 łączący Toruń z Gdańskiem. Aby uniknąć paraliżu komunikacyjnego i wielokilometrowych sznurów aut oczekujących na pobór opłat, resort infrastruktury zdecydował się na ponowne wdrożenie procedury awaryjnego podnoszenia szlabanów. Decyzja ta ma jednak charakter ściśle warunkowy i nie oznacza bezwzględnego zwolnienia z opłat przez cały okres letni.
Zasada działania systemu automatycznego otwierania bramek opiera się na ciągłym monitorowaniu natężenia ruchu oraz czasu oczekiwania pojazdów. Porozumienie zawarte pomiędzy Ministerstwem Infrastruktury a spółką Gdańsk Transport Company SA (zarządcą odcinka) precyzuje jasne kryteria, przy których zatory uprawniają do darmowego przejazdu.
Procedura zakłada, że jeśli czas oczekiwania na uiszczenie opłaty w kluczowych punktach – takich jak Punkt Poboru Opłat (PPO) Rusocin, PPO Nowa Wieś czy Stacja Poboru Opłat (SPO) Nowe Marzy – przekroczy próg 25 minut, zarządca ma prawo i obowiązek czasowo zrezygnować z pobierania opłat. Podniesienie szlabanów obejmie wówczas wszystkie kategorie pojazdów. Standardowo taki „darmowy interwał” potrwa 30 minut, z możliwością wydłużenia do 45 minut w momentach krytycznego spiętrzenia potoku aut.
Warto podkreślić ramy czasowe tego projektu. Poza kończącym się już czerwcowym weekendem Bożego Ciała, rozwiązanie to będzie aktywowane wyłącznie w weekendy wakacyjne – począwszy od piątku 26 czerwca, aż do niedzieli 30 sierpnia 2026 roku. W dni powszednie, pomimo ewentualnego tłoku, kierowcy będą musieli wnosić opłaty zgodnie z obowiązującym cennikiem.

O ile ułatwienia na bramkach mogą przynieść kierowcom chwilową ulgę i oszczędność czasu, o tyle próba nadrobienia opóźnień na pozostałych odcinkach trasy może okazać się niezwykle kosztowna. Równolegle z udrożnieniem punktów poboru opłat następuje bowiem masowa rozbudowa systemu automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym.
Do końca czerwca 2026 roku Główny Inspektorat Transportu Drogowego (w ramach struktur CANARD) planuje sfinalizować uruchomienie serii nowych odcinkowych pomiarów prędkości (OPP). Projekt o łącznej wartości blisko 85 milionów złotych drastycznie zmienia mapę kontroli prędkości w Polsce. Docelowo system będzie zarządzał 114 instalacjami, które obejmą swoim zasięgiem aż 670 kilometrów dróg szybkiego ruchu i autostrad.
Nowe i istniejące strefy OPP na autostradzie A1 obejmują kluczowe szlaki logistyczne:
Z perspektywy psychologii ruchu drogowego, kierowca, który minie bramki bez konieczności zatrzymania, odczuwa redukcję stresu i naturalną tendencję do utrzymywania wyższej dynamiki jazdy. Z kolei ci, którzy spędzą w korku kilkanaście minut, tuż po podniesieniu szlabanów wykazują skłonność do agresywnego przyspieszania, próbując „odrobić” stracone chwile.
Właśnie na to zjawisko nakłada się siatka nowych fotoradarów średniej prędkości. O ile pojedynczy fotoradar łatwo ominąć chwilowym hamowaniem, o tyle odcinkowy pomiar prędkości weryfikuje styl jazdy na dystansie kilkunastu kilometrów. Ignorowanie tych stref przy obecnym taryfikatorze mandatów może skutkować stratami finansowymi wielokrotnie przewyższającymi koszt samej opłaty autostradowej.
Strategia rządu na lato jasno pokazuje priorytety – celem jest maksymalne udrożnienie tras nadmorskich przy jednoczesnym bezwzględnym egzekwowaniu limitów prędkości. Darmowe bramki na A1 to pomoc humanitarna dla płynności ruchu, a nie zaproszenie do szybszej jazdy. Najlepszym sposobem na bezpieczny i tani powrót z wakacji pozostaje tempomat ustawiony na przepisowe 140 km/h.
Źrdło: https://v10.pl/ | 5.06.2026 20:19
Polskie prawo drogowe dynamicznie dostosowuje się do rosnącej popularności mikromobilności. W minioną srodę, 3 czerwca weszły w życie kluczowe nowelizacje Prawa o ruchu drogowym, które wprowadzają bezwzględny nakaz jazdy w kaskach ochronnych dla najmłodszych użytkowników jednośladów i urządzeń elektrycznych. Dla opiekunów ignorujących nowe przepisy przewidziano kary finansowe.
Statystyki policyjne pokazują, że polscy rowerzyści są pod coraz większą lupą służb – w całym 2025 roku mundurowi nałożyli na nich aż 76,1 tysiąca mandatów. Rok 2026 może przynieść kolejny rekord, ponieważ katalog wykroczeń właśnie się rozszerzył. Nowe regulacje mają jednak jasny cel: maksymalną ochronę zdrowia dzieci i młodzieży, którzy w strukturze wypadków drogowych są grupą najbardziej narażoną na poważne urazy.
Zgodnie z nowo wprowadzonym art. 33 ust. 1b Prawa o ruchu drogowym, obowiązek jazdy w kasku ochronnym dotyczy wszystkich osób, które nie ukończyły 16. roku życia. Przepis ten nie ogranicza się wyłącznie do tradycyjnych rowerów. Nakaz obejmuje młodocianych kierujących:
Warto przy tym pamiętać o innej, komplementarnej zmianie, która weszła w życie 3 marca 2026 roku: dzieci poniżej 13. roku życia mają całkowity zakaz poruszania się na hulajnogach elektrycznych oraz UTO w ruchu drogowym.

Jeżeli policja zatrzyma do kontroli osobę poniżej 16. roku życia jadącą bez kasku, konsekwencje finansowe poniosą dorośli. Mandat za to wykroczenie wynosi 100 zł, a grzywną zostaną obciążeni rodzice lub opiekunowie prawni, na których ciąży obowiązek nadzoru nad małoletnim.
Nowelizacja bardzo precyzyjnie reguluje kwestię przewożenia dzieci do 7. roku życia:
Co ważne, ustawodawca wprowadził także całkowity zakaz ciągnięcia przyczepek rowerowych oraz wózków rowerowych za pomocą pojazdów wyposażonych w pomocniczy napęd spalinowy.
Zapis w ustawie mówi o kasku „odpowiadającym właściwym warunkom technicznym”. Aby uniknąć wątpliwości interpretacyjnych, Ministerstwo Infrastruktury doprecyzowało, co to oznacza w praktyce.
Kluczowe parametry techniczne legalnego kasku to:
Nalepki z tymi symbolami znajdują się zazwyczaj na wewnętrznej skorupie kasku. Eksperci przypominają, że poza samym certyfikatem kask musi być precyzyjnie dobrany do obwodu głowy dziecka, odpowiednio wyregulowany na paskach mocujących i wyposażony w solidne, łatwe w obsłudze zapięcie. Przy zakupie warto również sugerować się niezależnymi testami bezpieczeństwa (np. ADAC).
Źrdło: https://v10.pl/ | 5.06.2026 19:57
Polskie prawo drogowe dynamicznie dostosowuje się do rosnącej popularności mikromobilności. W minioną srodę, 3 czerwca weszły w życie kluczowe nowelizacje Prawa o ruchu drogowym, które wprowadzają bezwzględny nakaz jazdy w kaskach ochronnych dla najmłodszych użytkowników jednośladów i urządzeń elektrycznych. Dla opiekunów ignorujących nowe przepisy przewidziano kary finansowe.
Statystyki policyjne pokazują, że polscy rowerzyści są pod coraz większą lupą służb – w całym 2025 roku mundurowi nałożyli na nich aż 76,1 tysiąca mandatów. Rok 2026 może przynieść kolejny rekord, ponieważ katalog wykroczeń właśnie się rozszerzył. Nowe regulacje mają jednak jasny cel: maksymalną ochronę zdrowia dzieci i młodzieży, którzy w strukturze wypadków drogowych są grupą najbardziej narażoną na poważne urazy.
Zgodnie z nowo wprowadzonym art. 33 ust. 1b Prawa o ruchu drogowym, obowiązek jazdy w kasku ochronnym dotyczy wszystkich osób, które nie ukończyły 16. roku życia. Przepis ten nie ogranicza się wyłącznie do tradycyjnych rowerów. Nakaz obejmuje młodocianych kierujących:
Warto przy tym pamiętać o innej, komplementarnej zmianie, która weszła w życie 3 marca 2026 roku: dzieci poniżej 13. roku życia mają całkowity zakaz poruszania się na hulajnogach elektrycznych oraz UTO w ruchu drogowym.

Jeżeli policja zatrzyma do kontroli osobę poniżej 16. roku życia jadącą bez kasku, konsekwencje finansowe poniosą dorośli. Mandat za to wykroczenie wynosi 100 zł, a grzywną zostaną obciążeni rodzice lub opiekunowie prawni, na których ciąży obowiązek nadzoru nad małoletnim.
Nowelizacja bardzo precyzyjnie reguluje kwestię przewożenia dzieci do 7. roku życia:
Co ważne, ustawodawca wprowadził także całkowity zakaz ciągnięcia przyczepek rowerowych oraz wózków rowerowych za pomocą pojazdów wyposażonych w pomocniczy napęd spalinowy.
Zapis w ustawie mówi o kasku „odpowiadającym właściwym warunkom technicznym”. Aby uniknąć wątpliwości interpretacyjnych, Ministerstwo Infrastruktury doprecyzowało, co to oznacza w praktyce.
Kluczowe parametry techniczne legalnego kasku to:
Nalepki z tymi symbolami znajdują się zazwyczaj na wewnętrznej skorupie kasku. Eksperci przypominają, że poza samym certyfikatem kask musi być precyzyjnie dobrany do obwodu głowy dziecka, odpowiednio wyregulowany na paskach mocujących i wyposażony w solidne, łatwe w obsłudze zapięcie. Przy zakupie warto również sugerować się niezależnymi testami bezpieczeństwa (np. ADAC).
Źrdło: https://v10.pl/ | 5.06.2026 19:57
A znacie ten żart o tym, że Ferrari Luce napędzane jest przez Enzo Ferrariego przewracającego się w swoim grobie? Od momentu debiutu pierwszego elektryka Made in Maranello nie milkną emocjonujące, czy wprost krytyczne komentarze dotyczące jego wyglądu. Prawda jest jednak taka, że w swojej blisko osiemdziesięcioletniej historii ta włoska marka miała kilka projektów odważnych, czy wprost koślawych. Przypominamy 10 najdziwniejszych.

01
Jeśli uważasz, że bryła Luce nie pasuje do tradycji włoskich superaut z koniem na masce, to musisz wiedzieć, że Ferrari w swojej historii dorobiło się 11 kombi. Z jednym wyjątkiem wszystkie były dwudrzwiowe, a więc były to wedle nomenklatury brytyjskiej auta typu „shooting brake”. Prócz seryjnych modeli FF i GTC4Lusso wszystkie powstały w jednostkowych egzemplarzach, często wykonywanych na indywidualne zlecenie jakiegoś bogatego ekscentryka przez zewnętrzny warsztat lub dealera, bez udziału, czy nawet wiedzy samego Ferrari.
Do tej drugiej grupy należy prezentowane auto, które zaczęło życie w 1965 r. jako perfekcyjnie normalne Ferrari 330 GT drugiej serii. Jednak dwa lata później przedstawiciel Ferrari na wschodnim wybrzeżu USA, Luigi Chinetti Jr., odesłał auto z powrotem do Carrozzerii Vignale w Turynie, by ta ubrała klasyczne włoskie GT w projekt zawarty w kilku psychodelicznych rysunkach naszkicowanych przez kolegę Chinettiego, amerykańskiego ilustratora Boba Peaka. Tak powstało awangardowe kombi z wolnossącym V12 o mocy 300 KM pokryte złotym lakierem. Do galerii osobliwości, które na przestrzeni lat były właścicielami tego unikatowego egzemplarza, należy wokalista zespołu Jamiroquai, Jay Kay.

02
Nawet jeśli sam Enzo Ferrari nie był skłonny do eksperymentów z projektami nadwozi i nie krył swojej rezerwy choćby do kwestii aerodynamiki, to obsługujące go studia projektowe miały inne zdanie na ten temat. Dysponująca w drugiej połowie lat 60. nadwyżką podwozi po torowych prototypach marki, z którymi zespół wyścigowy z Maranello nie miał co zrobić, Pininfarina wykorzystała je do stworzenia serii kosmicznych projektów powstałych tylko w jednym celu: fejmu.
W czasach, gdy polska motoryzacja z dumą wprowadzała do produkcji Fiata 125p, włoskie studio pokazało to: model koncepcyjny o nazwie P5. Te na pozór bardzo oderwane od realiów świata 60 lat temu linie przyniosły bardzo wymierne skutki: miedzy innymi na bazie tego projektu powstało Dino 206 GT, a koncepcja przednich świateł zawartych w formie futurystycznego pasa już kilka miesięcy później została wprowadzona w życie w pierwszej wersji 365 GTB/4 Daytony.

03
Trudno mi wybronić ten projekt, zwłaszcza że powstał na podwoziu jednego z najpiękniejszych Ferrari w historii, 250 GT SWB. Jednak 10 lat po jego wyprodukowaniu w roku 1961 czasy i mody się bardzo zmieniły, czemu chciał dać znów wyraz Luigi Chinetti Jr. Tym razem po pomoc zgłosił się do wieloletniego „krawca” Ferrari – Atelier Zagato. Studio z Mediolanu, które samo przeistoczyło się z dostawcy nadwozi wyścigowych w coś na kształt domu mody motoryzacyjnej, wróciło do niego z takim bardzo wpisującym się w ówczesne trendy, kanciastym nadwoziem inspirowanym hełmem starożytnych wojowników…

04
Choć auta Ferrari kojarzą nam się z czerwonymi bolidami wyścigowymi, to prawie od samego początku istnienia tej marki fundament jej sprzedaży stanowiły duże i wygodne, czteroosobowe GT. I prawie że też od początku jej istnienia zastanawiano się, jak poszerzyć działalność Ferrari w tym obszarze.
Ciekawą odpowiedź przywiozła na targi motoryzacyjne w Turynie w 1974 r. Pininfarina, która pokazała radykalną wizję Ferrari przyszłości, reprezentującego zupełnie nowy poziom komfortu, praktyczności i bezpieczeństwa. Przypomina Wam to coś? Podobieństwa z Luce są zbyt duże, by je ignorować: obydwa projektu odznaczają się nawet dokładnie tym samym współczynnikiem oporu powietrza Cx 0,25. Wtedy jednak Ferrari nie miało odwagi wprowadzić takiego auta do sprzedaży: zostali przy konserwatywnym 365 GT4, które z czasem przeistoczyło się w 412i, utrzymywane przy życiu aż do roku 1989.

05
Dino 308 GT4 było jedynym seryjnie produkowanym modelem Ferrari z nadwoziem zaprojektowanym przez Bertone. Mniej znany rywal Pininfariny z Turynu tak się cieszył tym faktem, że dwa lata po jego premierze na swoim stoisku pokazał prezentowany prototyp. Zaprojektowany przez tę samą osobę co Dino – wielkiego Marcello Gandiniego, projektanta Lamborghini Miury i Countacha – pokazywał, do jakich ekstremów można było rozwinąć tę koncepcję. Jak widać była ona średnio udana, bo model nigdy nie doczekał się produkcji, a Ferrari szybko wróciło do współpracy z Pininfariną.

06
Kolejny dowód na to, że Ferrari długo nie wyszło poza schemat poza dwudrzwiowego auta sportowego nie dlatego, że nie chciało, tylko dlatego, że nie umiało. Prace nad bardziej wszechstronnym modelem z drugą parą drzwi trwały w Maranello już dekady temu. Przy ówczesnym stanie wiedzy technicznej inżynierowie nie potrafili jednak połączyć takiej formy nadwozia z oczekiwaną dynamiką prowadzenia.
Czego jednak nie zrobiło samo Ferrari, to dokończyła niezależnie Pininfarina. Przygotowany na 50. urodziny biura projektowego, powstały w jednym egzemplarzu sedan wprawił w 1980 r. osłupienie cały świat, wliczając to samego Enzo Ferrariego, przed którym auto było trzymane w tajemnicy. Do dziś nie wiadomo, co tak naprawdę myślał sobie o wielkiej limuzynie, bogato wyposażonej w miękkie skóry, telefon i rzędy przycisków do obsługi licznych wygód… chociaż trochę wiadomo, bo nigdy nie trafiła ona do produkcji.

07
Kolejny dowód na to, że Ferrari już od dawna myślało o rozwiązaniach, co do których nawet dziś nie może się przekonać wielu purystów marki, przekreślających je jako nie licujące z założeniami marki i jej założyciela. W tym przypadku takim rozwiązaniem był napęd na cztery koła: w latach 80. nad jego adaptacją do przyszłych aut z Maranello pracował bardzo utalentowany inżynier i twórca wielu bolidów Formuły 1 Scuderii Mauro Forghieri.
Celem projektu 408 4RM było sprawdzenie zachowania innowacyjnego napędu z centralnym sprzęgłem hydraulicznym. Ostatecznie projekt zarzucono ze względu na dużą wagę (dodatkowe 200 kg). Do układu AWD w Maranello powrócono dopiero w 2011 r., gdy do produkcji wprowadzono model FF z równie nietypowym rozwiązaniem spełniającym już oczekiwania marki co do wagi i dynamiki dostarczania momentu obrotowego.

08
Choć nie mam dowodów na to, że projektanci Ferrari Luce inspirowali się przy swojej pracy tym zapomnianym autem sprzed czterech dekad, to i tym razem podobieństwa są zbyt duże, by ich nie wyciągnąć na powierzchnię. PPG Pace Car powstał – jak sama nazwa wskazuje – jako samochód bezpieczeństwa na słynny wyścig Indianapolis 500 w 1987 r.
W latach 80. i 90. globalny gigant lakierów samochodowych, firma PPG, stworzyła całą serię modeli służących do prowadzenia stawki w Indy, w których znalazła sobie taki pomysłowy sposób na promocję. Tak powstało kilka absolutnie świetnych wyprodukowanych tylko w jednej sztuce prototypów, jak AMC Renault 5 Turb II z 1982 r., Dodge M4S Interceptor z 1986 r. czy też Chevrolet XT2 z 1989 r. Do tego grona dość zaskakująco dołączyło również Ferrari, które kosztem miliona dolarów przebudowało z pomocą Instytutu I.De.A. seryjnego Mondiala t na takie studium prezentujące przyszłość marki. Podobno w warunkach amerykańskich wyścigów spisywało się świetnie, o ile działało – a głównie się psuło.

09
Ten samochód nie ma tak naprawdę nic wspólnego z Ferrari – a szkoda, bo mógłby mieć. Zbudował je na początku lat 90. pasjonat i designer Bernd Michalak z Moguncji, który na bazie poczciwego 328 GTS zaprezentował swoją wizję kierunku, w którym powinna podążać wtedy ta włoska legend motoryzacji. A przepis brzmiał: lekki roadster bez żadnych zbędnych elementów (nawet lampy zamontowano w błotnikach). W środku tylko miejsce na dwie osoby i kaski, na które przygotowano wnęki w drzwiach. Może i zbudowane garażowymi metodami rękodzieło wyglądało z przodu jak dziobak, ale pan Michalak dobrze kombinował: z wagą na poziomie 900 kg Conciso na pewno oferował nowy typ radości z jazdy Ferrari.

10
Pod koniec pierwszej dekady XXI w. rynek i możliwości techniczne Ferrari znów spotkały się w punkcie, który umożliwił tworzenie unikatowych samochodów na specjalne zamówienie. Zainicjowany w tym celu dział Ferrari Special Pojects wkrótce wydał na świat model SP1, a następnie ten: P540 Superfast Aperta.
Historia powstania jest zgodna z tym, czego można się spodziewać: amerykański miliarder na jesień swojego życia pod wpływem sentymentu pragnie znów poczuć się jak w czasach swojej młodości i realizuje projekt samochodu, który pomoże mu przenieść się 60 lat wstecz. Inspirację w tym przypadku stanowił szczególny samochód: złote Ferrari 330 LMB z otwartym nadwoziem Carrozzerii Fantuzzi, a dokładniej film, w którym występował: „Trzy koki w szaleństwo” z 1968 r. Dla mnie finalny efekt prac to dowód na to, że miejsce wspomnień leży w przeszłości. Dziś dział Special Projects istnieje dalej, ale przewodzący mu projektant Flavio Manzoni ma już dużo większą kontrolę nad marzeniami klientów.
Źrdło: https://v10.pl/ | 5.06.2026 16:51
A znacie ten żart o tym, że Ferrari Luce napędzane jest przez Enzo Ferrariego przewracającego się w swoim grobie? Od momentu debiutu pierwszego elektryka Made in Maranello nie milkną emocjonujące, czy wprost krytyczne komentarze dotyczące jego wyglądu. Prawda jest jednak taka, że w swojej blisko osiemdziesięcioletniej historii ta włoska marka miała kilka projektów odważnych, czy wprost koślawych. Przypominamy 10 najdziwniejszych.

01
Jeśli uważasz, że bryła Luce nie pasuje do tradycji włoskich superaut z koniem na masce, to musisz wiedzieć, że Ferrari w swojej historii dorobiło się 11 kombi. Z jednym wyjątkiem wszystkie były dwudrzwiowe, a więc były to wedle nomenklatury brytyjskiej auta typu „shooting brake”. Prócz seryjnych modeli FF i GTC4Lusso wszystkie powstały w jednostkowych egzemplarzach, często wykonywanych na indywidualne zlecenie jakiegoś bogatego ekscentryka przez zewnętrzny warsztat lub dealera, bez udziału, czy nawet wiedzy samego Ferrari.
Do tej drugiej grupy należy prezentowane auto, które zaczęło życie w 1965 r. jako perfekcyjnie normalne Ferrari 330 GT drugiej serii. Jednak dwa lata później przedstawiciel Ferrari na wschodnim wybrzeżu USA, Luigi Chinetti Jr., odesłał auto z powrotem do Carrozzerii Vignale w Turynie, by ta ubrała klasyczne włoskie GT w projekt zawarty w kilku psychodelicznych rysunkach naszkicowanych przez kolegę Chinettiego, amerykańskiego ilustratora Boba Peaka. Tak powstało awangardowe kombi z wolnossącym V12 o mocy 300 KM pokryte złotym lakierem. Do galerii osobliwości, które na przestrzeni lat były właścicielami tego unikatowego egzemplarza, należy wokalista zespołu Jamiroquai, Jay Kay.

02
Nawet jeśli sam Enzo Ferrari nie był skłonny do eksperymentów z projektami nadwozi i nie krył swojej rezerwy choćby do kwestii aerodynamiki, to obsługujące go studia projektowe miały inne zdanie na ten temat. Dysponująca w drugiej połowie lat 60. nadwyżką podwozi po torowych prototypach marki, z którymi zespół wyścigowy z Maranello nie miał co zrobić, Pininfarina wykorzystała je do stworzenia serii kosmicznych projektów powstałych tylko w jednym celu: fejmu.
W czasach, gdy polska motoryzacja z dumą wprowadzała do produkcji Fiata 125p, włoskie studio pokazało to: model koncepcyjny o nazwie P5. Te na pozór bardzo oderwane od realiów świata 60 lat temu linie przyniosły bardzo wymierne skutki: miedzy innymi na bazie tego projektu powstało Dino 206 GT, a koncepcja przednich świateł zawartych w formie futurystycznego pasa już kilka miesięcy później została wprowadzona w życie w pierwszej wersji 365 GTB/4 Daytony.

03
Trudno mi wybronić ten projekt, zwłaszcza że powstał na podwoziu jednego z najpiękniejszych Ferrari w historii, 250 GT SWB. Jednak 10 lat po jego wyprodukowaniu w roku 1961 czasy i mody się bardzo zmieniły, czemu chciał dać znów wyraz Luigi Chinetti Jr. Tym razem po pomoc zgłosił się do wieloletniego „krawca” Ferrari – Atelier Zagato. Studio z Mediolanu, które samo przeistoczyło się z dostawcy nadwozi wyścigowych w coś na kształt domu mody motoryzacyjnej, wróciło do niego z takim bardzo wpisującym się w ówczesne trendy, kanciastym nadwoziem inspirowanym hełmem starożytnych wojowników…

04
Choć auta Ferrari kojarzą nam się z czerwonymi bolidami wyścigowymi, to prawie od samego początku istnienia tej marki fundament jej sprzedaży stanowiły duże i wygodne, czteroosobowe GT. I prawie że też od początku jej istnienia zastanawiano się, jak poszerzyć działalność Ferrari w tym obszarze.
Ciekawą odpowiedź przywiozła na targi motoryzacyjne w Turynie w 1974 r. Pininfarina, która pokazała radykalną wizję Ferrari przyszłości, reprezentującego zupełnie nowy poziom komfortu, praktyczności i bezpieczeństwa. Przypomina Wam to coś? Podobieństwa z Luce są zbyt duże, by je ignorować: obydwa projektu odznaczają się nawet dokładnie tym samym współczynnikiem oporu powietrza Cx 0,25. Wtedy jednak Ferrari nie miało odwagi wprowadzić takiego auta do sprzedaży: zostali przy konserwatywnym 365 GT4, które z czasem przeistoczyło się w 412i, utrzymywane przy życiu aż do roku 1989.

05
Dino 308 GT4 było jedynym seryjnie produkowanym modelem Ferrari z nadwoziem zaprojektowanym przez Bertone. Mniej znany rywal Pininfariny z Turynu tak się cieszył tym faktem, że dwa lata po jego premierze na swoim stoisku pokazał prezentowany prototyp. Zaprojektowany przez tę samą osobę co Dino – wielkiego Marcello Gandiniego, projektanta Lamborghini Miury i Countacha – pokazywał, do jakich ekstremów można było rozwinąć tę koncepcję. Jak widać była ona średnio udana, bo model nigdy nie doczekał się produkcji, a Ferrari szybko wróciło do współpracy z Pininfariną.

06
Kolejny dowód na to, że Ferrari długo nie wyszło poza schemat poza dwudrzwiowego auta sportowego nie dlatego, że nie chciało, tylko dlatego, że nie umiało. Prace nad bardziej wszechstronnym modelem z drugą parą drzwi trwały w Maranello już dekady temu. Przy ówczesnym stanie wiedzy technicznej inżynierowie nie potrafili jednak połączyć takiej formy nadwozia z oczekiwaną dynamiką prowadzenia.
Czego jednak nie zrobiło samo Ferrari, to dokończyła niezależnie Pininfarina. Przygotowany na 50. urodziny biura projektowego, powstały w jednym egzemplarzu sedan wprawił w 1980 r. osłupienie cały świat, wliczając to samego Enzo Ferrariego, przed którym auto było trzymane w tajemnicy. Do dziś nie wiadomo, co tak naprawdę myślał sobie o wielkiej limuzynie, bogato wyposażonej w miękkie skóry, telefon i rzędy przycisków do obsługi licznych wygód… chociaż trochę wiadomo, bo nigdy nie trafiła ona do produkcji.

07
Kolejny dowód na to, że Ferrari już od dawna myślało o rozwiązaniach, co do których nawet dziś nie może się przekonać wielu purystów marki, przekreślających je jako nie licujące z założeniami marki i jej założyciela. W tym przypadku takim rozwiązaniem był napęd na cztery koła: w latach 80. nad jego adaptacją do przyszłych aut z Maranello pracował bardzo utalentowany inżynier i twórca wielu bolidów Formuły 1 Scuderii Mauro Forghieri.
Celem projektu 408 4RM było sprawdzenie zachowania innowacyjnego napędu z centralnym sprzęgłem hydraulicznym. Ostatecznie projekt zarzucono ze względu na dużą wagę (dodatkowe 200 kg). Do układu AWD w Maranello powrócono dopiero w 2011 r., gdy do produkcji wprowadzono model FF z równie nietypowym rozwiązaniem spełniającym już oczekiwania marki co do wagi i dynamiki dostarczania momentu obrotowego.

08
Choć nie mam dowodów na to, że projektanci Ferrari Luce inspirowali się przy swojej pracy tym zapomnianym autem sprzed czterech dekad, to i tym razem podobieństwa są zbyt duże, by ich nie wyciągnąć na powierzchnię. PPG Pace Car powstał – jak sama nazwa wskazuje – jako samochód bezpieczeństwa na słynny wyścig Indianapolis 500 w 1987 r.
W latach 80. i 90. globalny gigant lakierów samochodowych, firma PPG, stworzyła całą serię modeli służących do prowadzenia stawki w Indy, w których znalazła sobie taki pomysłowy sposób na promocję. Tak powstało kilka absolutnie świetnych wyprodukowanych tylko w jednej sztuce prototypów, jak AMC Renault 5 Turb II z 1982 r., Dodge M4S Interceptor z 1986 r. czy też Chevrolet XT2 z 1989 r. Do tego grona dość zaskakująco dołączyło również Ferrari, które kosztem miliona dolarów przebudowało z pomocą Instytutu I.De.A. seryjnego Mondiala t na takie studium prezentujące przyszłość marki. Podobno w warunkach amerykańskich wyścigów spisywało się świetnie, o ile działało – a głównie się psuło.

09
Ten samochód nie ma tak naprawdę nic wspólnego z Ferrari – a szkoda, bo mógłby mieć. Zbudował je na początku lat 90. pasjonat i designer Bernd Michalak z Moguncji, który na bazie poczciwego 328 GTS zaprezentował swoją wizję kierunku, w którym powinna podążać wtedy ta włoska legend motoryzacji. A przepis brzmiał: lekki roadster bez żadnych zbędnych elementów (nawet lampy zamontowano w błotnikach). W środku tylko miejsce na dwie osoby i kaski, na które przygotowano wnęki w drzwiach. Może i zbudowane garażowymi metodami rękodzieło wyglądało z przodu jak dziobak, ale pan Michalak dobrze kombinował: z wagą na poziomie 900 kg Conciso na pewno oferował nowy typ radości z jazdy Ferrari.

10
Pod koniec pierwszej dekady XXI w. rynek i możliwości techniczne Ferrari znów spotkały się w punkcie, który umożliwił tworzenie unikatowych samochodów na specjalne zamówienie. Zainicjowany w tym celu dział Ferrari Special Pojects wkrótce wydał na świat model SP1, a następnie ten: P540 Superfast Aperta.
Historia powstania jest zgodna z tym, czego można się spodziewać: amerykański miliarder na jesień swojego życia pod wpływem sentymentu pragnie znów poczuć się jak w czasach swojej młodości i realizuje projekt samochodu, który pomoże mu przenieść się 60 lat wstecz. Inspirację w tym przypadku stanowił szczególny samochód: złote Ferrari 330 LMB z otwartym nadwoziem Carrozzerii Fantuzzi, a dokładniej film, w którym występował: „Trzy koki w szaleństwo” z 1968 r. Dla mnie finalny efekt prac to dowód na to, że miejsce wspomnień leży w przeszłości. Dziś dział Special Projects istnieje dalej, ale przewodzący mu projektant Flavio Manzoni ma już dużo większą kontrolę nad marzeniami klientów.
Źrdło: https://v10.pl/ | 5.06.2026 16:51
Źrdło: https://moto.wp.pl/ | 5.06.2026 14:18
Źrdło: https://moto.wp.pl/ | 2.06.2026 7:32
Źrdło: https://moto.wp.pl/ | 1.06.2026 16:11
Źrdło: https://moto.wp.pl/ | 28.05.2026 6:59
Źrdło: https://moto.wp.pl/ | 27.05.2026 9:54
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22